28/02/2026
MOSTY
Opowieść z gabinetu terapeutycznego:
Jej ex stał już przy drzwiach. Płaszcz na ramieniu, klucze w dłoni. To był ten moment, kiedy rozmowa właściwie już się skończyła. Powiedział „to pa” zwykłym tonem. Ona jeszcze przez sekundę patrzyła na jego plecy.
I wtedy przyszło to zdanie:
„A widziałeś ten film…? Obejrzyj go.” Podała tytuł. Wiedziała, że go zainteresuje.
Prawdopodobnie obejrzy. Może napisze później, co o nim myśli. Znów będzie pretekst do kontaktu…
To trwało kilka sekund. Na zewnątrz wyglądało niewinnie. W środku było mostem. Mostem rzuconym szybko, cicho, z nadzieją ukrytą nawet przed sobą.
„Niech zostanie między nami jakaś nitka.” - pomyślała.
Kiedy opowiadała o tym w gabinecie, mówiła spokojnie. Uśmiechała się nawet. Ale po chwili zatrzymała się. „To chyba nie chodziło o film” – powiedziała. „Tak rzucałam mosty tacie. Oglądałam z nim filmy, które go interesowały… Bibro był jedyny moment, kiedy mnie widział.”
I wtedy zrobiło się cicho…
Od dawna zostawiała mosty tam, gdzie pojawiała się choć najmniejsza szansa bycia widzianą. Mosty małe, sprytne, prawie niewidoczne. Nie po to, by ktoś na pewno wrócił, ale po to, by nie poczuć, że nie zniknie razem z nim.
Czasem nie szukamy powrotu drugiej osoby.
Szukamy potwierdzenia, że istniejemy.