28/11/2025
Dziś natknęłam się na angielski tekst, który mnie zainspirował. Moja znajoma udostępniła go na swojej ścianie „ Thoughts of Jacktone” i kiedy zaczęłam go czytać, poczułam, jakby ktoś ubrał w słowa to, co ja sama wypowiadam niemal każdego dnia. Do kobiet, które przychodzą do mojej przestrzeni. Do klientek, które chcą zrozumieć siebie, swoje reakcje, swoje emocje i to, co mówi ich ciało.
Poczułam ogromną wdzięczność, że nie tylko ja widzę to tak głęboko.
Że wnioski i informacje, które pojawiły się w badaniach i case study, jakie przeprowadziłam z kobietami, naprawdę potwierdzają ten tekst — a wypływają one z kobiecej natury, z pracy z ciałem, z somatyki i psychobiologii.
Że to, co widzę u kobiet, co czuję, co czytam z ich napięć, drżeń i historii — jest wspólne dla tak wielu z nas.
Bo te informacje są ukryte w ciele.
Ale zanim pojawią się w ciele — pojawiają się w historii. Jako historia. Która niesie za sobą ogromny ładunek.
A dopiero potem pojawia się doświadczenie. To doświadczenie zmienia sposób, w jaki myślimy, czujemy i odbieramy świat.
Czasem delikatnie.
A czasem brutalnie, gwałtownie, traumatycznie.
I właśnie wtedy te odczucia — lęk, napięcie, brak bezpieczeństwa, czujność — zaczynają gromadzić się w naszych organach, mięśniach, kościach, komórkach.
A nasza głowa wchodzi w wir pytań:
Dlaczego mnie to spotkało?
Dlaczego czuję się tak, jak się czuję?
Dlaczego reaguję na bliskich w sposób, którego sama nie rozumiem?
Umysł szuka odpowiedzi wyłącznie na podstawie tego, co już zna.
A zna to, co przeżył, co mu przekazano i co sam zarejestrował.
To wszystko współtworzy „bazę danych”, z której próbuje nas chronić.
I dlatego „zrzuca” te niewypowiedziane konflikty do ciała, jak do jednego naczynia.
A ciało — jak każde naczynie — ma swoją pojemność.
Kiedy się przepełnia, zaczyna się wylewać.
I właśnie wtedy przychodzi moment krytyczny, który tak często sprowadza kobiety do mojej przestrzeni:
moment zatrzymania, przebodźcowania, pęknięcia, choroby, wyczerpania, braku sił, łez bez powodu, bezdechu, bezradności.
Piszę to dziś dla kobiet, które się wahają.
Które czują, że coś w nich woła, ale jeszcze nie wiedzą, dokąd pójść.
Które potrzebują znaku albo potwierdzenia, że jest miejsce, w którym mogą być zrozumiane.
Że istnieje przestrzeń, gdzie ktoś pomoże im nazwać to, co nienazwane.
Coś, co mieszka głęboko w ciele.
I chcę podkreślić:
Postawienie na siebie to nie luksus.
Poczucie bezpieczeństwa to nie luksus.
Bycie zaopiekowaną — również nie.
To fundament.
Warunek zdrowia — fizycznego, emocjonalnego, psychicznego, relacyjnego.
To oznacza żyć zdrowo, szczęśliwie, w obfitości i spełnieniu.
I uwierz mi — to jest możliwe.
Ja sama takie życie kreuję.
Zapraszam Cię do tej podróży — podróży, w której pomogę Ci zobaczyć to, czego być może jeszcze nie widzisz.
Dotknąć Twoich najgłębszych pragnień.
A przede wszystkim: sprawić, by stały się Twoją rzeczywistością.
I pamiętaj, moi drodzy — to dotyczy nie tylko kobiet.
Mężczyźni również noszą w sobie ciężary, historie, zapisane emocje, niewypowiedziane lęki.
Nie ma tu podziałów.
Jesteśmy ludźmi.
Ciałem i umysłem, które zapisują wszystko.
A najlepszą wiadomością jest to, że możesz stworzyć własne warunki do zdrowia.
Możesz wykreować środowisko, w którym Twoje ciało i umysł poczują się bezpieczne.
I nigdy — naprawdę nigdy — nie jest za późno.
Tulę Was wszystkich.
Wysyłam światło i miłość.
I jeśli ten tekst z Wami zarezonował —
z całego serca zapraszam na sesje indywidualne: terapeutyczne, transformacyjne i somatyczne.
Do pracy z umysłem i ciałem — bo jedno bez drugiego nie istnieje.
Z przestrzeni serca,
Agata
PL Translation below ⬇️
Źródło : Thoughts of Jacktone
Mózg kobiety nie potrafi się naprawdę zrelaksować, dopóki nie poczuje się fizycznie i emocjonalnie bezpieczna.
Wielu mężczyzn nie zdaje sobie sprawy, ile energii kobiety zużywają na ciągłe sprawdzanie, czy są bezpieczne.
Stworzenie przestrzeni, w której może wyłączyć tę część swojego umysłu, pozwala jej naprawdę osadzić się w swojej kobiecości… ✍🏽
To, czego większość ludzi nie rozumie, to fakt, że ten instynkt nie jest ani dramatyczny, ani przesadzony — on ma głębokie korzenie emocjonalne, psychologiczne, a nawet biologiczne. Kobiety często noszą w sobie warstwy czujności, nawet tego nie zauważając: skanują ton rozmowy, czytają mowę ciała, oceniają reakcje, przygotowują się na rozczarowanie, napinają się na ewentualny konflikt. To jak stały szum w tle, ciche brzęczenie wewnętrznej ochrony, które nigdy całkowicie nie cichnie, dopóki nie poczuje się naprawdę bezpieczna.
Kiedy w końcu czuje się bezpiecznie — przy kimś stabilnym, konsekwentnym, delikatnym i emocjonalnie obecnym — cały jej układ nerwowy mięknie. Jej ramiona opadają. Jej oddech się pogłębia. Jej śmiech staje się głośniejszy, swobodniejszy. Serce przestaje pędzić, a umysł przestaje odtwarzać dawne lęki. Otwiera się bardziej, staje się bardziej ekspresyjna, bardziej ufna, bo nie jest już w trybie przetrwania.
Bezpieczeństwo nie oznacza perfekcji — oznacza obecność.
Oznacza emocjonalną szczerość, niezawodność i ukojenie.
Oznacza pewność, że nie zostanie wyśmiana za łzy, zignorowana za wyrażenie potrzeby ani ukarana za postawienie granicy.
Oznacza świadomość, że osoba obok niej nie jest zagrożeniem, ale schronieniem.
W takiej przestrzeni kobieta może zakwitnąć.
Może sięgnąć po swoją miękkość bez strachu.
Może obejmować swoją kobiecość bez potrzeby chronienia każdej części siebie.
Może kochać bez wahania, marzyć bez blokad i odpoczywać bez poczucia winy.
🌿 ENG
Today I came across a text that touched me deeply and inspired me.
A friend of mine shared it on her timeline is „ Thoughts of Jacktone” and as I started reading, I felt as if someone had put into words what I say almost every single day.
To the women who come into my space.
To the clients who long to understand themselves… their reactions, their emotions, and the messages their bodies have been trying to communicate.
I felt immense gratitude that I am not the only one who sees this so clearly.
That the conclusions and insights emerging from the research and case studies I have conducted with women truly confirm this message — and they arise from the feminine nature, from the body, from somatics, and from psychobiology.
What I witness in women — what I feel, what I read in their tension, their trembling, their stories — is something so many of us share.
Because these truths live in the body.
But before they appear in the body — they appear in the story. As a story. A story that carries an enormous emotional charge.
Only then does the experience emerge. And that experience changes the way we think, feel, and perceive the world.
Sometimes gently.
Sometimes suddenly, violently, traumatically.
And that’s when all these feelings — fear, tension, hyper-vigilance, the sense of not being safe — begin to settle into our organs, our muscles, our bones, our cells.
And the mind starts spinning:
Why did this happen to me?
Why do I feel the way I feel?
Why do I react to my loved ones in ways I don’t even understand?
The mind searches for answers based only on what it already knows.
Based on what it has lived through, what it was told, and what it recorded on its own.
All of this creates the inner database from which it tries to protect us.
And that’s why it sends these unprocessed conflicts into the body — like pouring them into one container.
And the body, like any container, has its capacity.
Once it overflows, everything begins to spill out.
And that’s often the moment that brings women to my space:
the moment of overwhelm, breakdown, exhaustion, emotional collapse, tears without reason, tightness in the chest, breathlessness, helplessness.
I’m writing this today for the women who hesitate.
Who feel something calling from within, but don’t yet know where to go.
Who need a sign or confirmation that there is a place — a space where they will be understood.
A space where someone can help them name the things that have no words yet.
The things that live deep inside the body.
And I want to say this clearly:
Choosing yourself is not a luxury.
Feeling safe is not a luxury.
Being cared for — is not a luxury.
It is a foundation.
A condition of physical, emotional, mental, and relational wellbeing.
This is what it means to live healthy, fulfilled, abundant, and aligned.
And believe me — it is possible.
I am creating such a life for myself every single day.
And I invite you into this journey — a journey where I help you see what you may not yet see.
To touch the deepest desires within you.
And most importantly: to transform them into your lived reality.
And remember, my loves — this applies not only to women.
Men also carry burdens, stories, stored emotions, unspoken fears.
There is no division here.
We are human.
A body and a mind that record everything.
And the most beautiful part is:
you can create the conditions you need to heal.
You can shape the environment in which your body and your nervous system finally feel safe.
And it is never — truly never — too late.
I’m holding you all close.
Sending light and love.
And if these words resonated with you —
I warmly invite you to individual sessions: therapeutic, transformational, and somatic.
To work with both the mind and the body — because one cannot heal without the other.
From the space of my heart,
Agata
https://www.facebook.com/share/p/1GXWGqLnD8/?mibextid=wwXIfr
A woman's brain can not relax until she feels physically and emotionally safe.
Many men don't understand how much energy women use checking if they are safe.
Providing an environment where she can turn off that part of her brain allows her to truly settle into her femininity...✍🏽
What most people don’t realize is that this instinct isn’t dramatic or exaggerated—it’s deeply rooted, emotional, psychological, and even biological. Women often carry layers of vigilance without even noticing: scanning the tone in a conversation, reading body language, weighing reactions, preparing for disappointment, bracing for tension. It’s a constant background noise in the mind, a quiet hum of self-protection that never fully shuts off unless she feels genuinely secure.
When she finally feels safe—with someone who is steady, consistent, gentle, and emotionally present—her entire nervous system softens. Her shoulders drop. Her breath deepens. Her laughter becomes louder, freer. Her heart stops racing, and her mind stops replaying old fears. She becomes more open, more expressive, more trusting, because she’s no longer in survival mode.
Safety doesn’t mean perfection; it means presence. It means emotional honesty, reliability, and comfort. It means knowing she won’t be mocked for crying, ignored for expressing a need, or punished for having boundaries. It means knowing the person beside her is not a threat, but a refuge.
In that kind of environment, a woman can blossom. She can access her softness without fear. She can embrace her femininity without guarding every part of herself. She can love without holding back, dream without hesitation, and rest without guilt.