Lesia Jaworowska - Zdrowa Dusza

Lesia Jaworowska - Zdrowa Dusza Mam na imię Lesia i jestem Terapeutką i Szefową Instytutu Czytania Duszy. Od 20 lat pracuję z ludźmi w obszarze emocji, rozwoju i procesów zmiany.

To, co mnie wyróżnia, to terapeutyczne podejście, które wnoszę do każdej przestrzeni mojej pracy. Nazywam się Lesława Natalia Jaworowska i jestem założycielką Instytutu Zdrowa Dusza. Celem Instytutu jest danie możliwości poznania pracy techniką Czytania Duszy, tak abyś mogła wykonywać sesje dla innych osób oraz sama kontaktować się ze swoimi Przewodnikami i Opiekunami Duchowymi. Od 19 lat prowadzę sesje, warsztaty szkolenia. Moja wielką fascynacją jest temat pracy z emocjami oraz uzyskania kontaktu z Duszą, oddaniu się jej prowadzeniu, wypełnianiu zadań zaplanowanych przez nas przed zejściem na Ziemię. Po kilku latach prowadzenia sesji indywidualnych tą techniką, dostając wiele zapytań w sprawie kursów – postanowiłam dać możliwość uczenia się tej metody. Kursy odbywają się 4 razy do roku, w małych grupach.

Jest taki moment, który większość z nas zna aż za dobrze. Niby wszystko „idzie”, życie się toczy, obowiązki się ograniaj...
13/01/2026

Jest taki moment, który większość z nas zna aż za dobrze. Niby wszystko „idzie”, życie się toczy, obowiązki się ograniają, a jednak w środku coś zaczyna zgrzytać. Coś się nie zgadza. To, co jeszcze chwilę temu działało, nagle przestaje. Pojawia się zmęczenie, wątpliwości, czasem złość, czasem poczucie, że „coś jest ze mną nie tak”. I bardzo często wtedy myślimy: dlaczego akurat ja?

A przecież to nie jest „akurat ja”.

Kryzysy w naszym życiu nie są wyjątkiem ani błędem systemu. Są wpisane w sam proces dojrzewania. Tyle że każdy z nas przeżywa je bardzo osobiście, w samotności, z poczuciem, że to prywatna porażka, osobista awaria. Tymczasem niemal wszyscy przechodzimy przez podobne progi. Okres nastoletni, kiedy rozsypuje się dziecięcy obraz świata. Około 21–22 roku życia, gdy nagle trzeba wziąć odpowiedzialność za własne decyzje. Potem okolice 28–30 lat, kiedy pęka iluzja, że „wszystko jeszcze przede mną”. Później czterdziestka i pierwsze realne zderzenie z ograniczeniami czasu, ciała, energii. I wreszcie pięćdziesiątka, która dla wielu okazuje się momentem brutalnie szczerym: co było naprawdę moje, a co było tylko rolą?

To nie są przypadkowe daty. To kolejne etapy podróży.

Carl Gustav Jung pisał, że „to, czemu się opieramy, trwa”. Kryzys jest właśnie tym momentem, kiedy życie przestaje pozwalać nam udawać, że nic się nie dzieje. Jung widział rozwój nie jako prostą linię wzrostu, ale jako proces cykliczny, w którym coś musi się rozpaść, żeby mogło powstać coś nowego. Bez dezintegracji nie ma integracji. Bez rozpadu – nowego porządku.

Problem polega na tym, że współczesny świat zupełnie nie sprzyja takim momentom. Nie daje na nie ani przestrzeni, ani zgody. Dzisiejsza narracja jest prosta i bezlitosna: masz działać, realizować się, być „kimś”, i to najlepiej szybko. Kryzys nie pasuje do tego obrazu. Zwątpienie jest niemodne. Zatrzymanie się wygląda jak porażka. A przecież kryzys z definicji wymaga pauzy. Zatrzymania. Przyjrzenia się temu, co już nie działa.

W tym sensie kryzys jest jak rozpakowywanie walizek w trakcie podróży. Jeśli tego nie robimy, niesiemy ze sobą coraz więcej. Stare przekonania, nieprzeżyte emocje, cudze oczekiwania, role, które dawno przestały być nasze. I idziemy dalej, obciążeni, zmęczeni, coraz mniej obecni. Kryzys mówi: sprawdź, co naprawdę chcesz dalej nieść.

James Hollis ujął to jeszcze ostrzej, pisząc: „Kryzys to wezwanie duszy, byśmy żyli bardziej zgodnie z prawdą o sobie”. Nie po to, żeby było miło. Po to, żeby było prawdziwie. Kryzys nie pyta o wygodę. Pyta o sens.

I co ciekawe – za każdym razem proces wygląda bardzo podobnie. Najpierw dezorientacja. Potem opór: nie teraz, nie tak, nie ja. Później zmęczenie walką. A w końcu coś w rodzaju oczyszczenia – odpuszczenia tego, co nieaktualne. Jak aktualizacja systemu, która najpierw wszystko wyłącza, a dopiero potem uruchamia się na nowo. Tyle że my często zatrzymujemy się w połowie. Chcemy efektu bez procesu. Nowej wersji siebie bez rozmontowania starej.

Elisabeth Kübler-Ross, znana z pracy nad etapami żałoby, zauważała, że każda poważna zmiana wiąże się z przeżyciem straty. Nawet wtedy, gdy zmiana jest „na lepsze”. Kryzys bardzo często jest właśnie żałobą po tym, kim już nie możemy być. I to jest bolesne. Ale też niezbędne.

Może więc pytanie nie brzmi: jak uniknąć kryzysów? Bo to pytanie jest skazane na porażkę. Może raczej: jak inaczej do nich podejść?

Po pierwsze – przestać traktować je jak osobistą usterkę. To nie dowód, że coś z Tobą nie działa. To znak, że coś w Tobie domaga się zmiany. Po drugie – pozwolić sobie na zwolnienie. Kryzys nie rozwiązuje się w biegu. On potrzebuje uważności, rozmowy ze sobą, czasem z kimś z zewnątrz. Po trzecie – zamiast pytać „jak najszybciej wrócić do normy”, zapytać „do jakiej normy już nie chcę wracać”. To zupełnie inny punkt wyjścia.

I może najważniejsze: kryzys nie jest końcem podróży. Jest przejściem granicznym. Miejscem, w którym trzeba na chwilę zdjąć plecak, zajrzeć do środka i zdecydować, co dalej ma sens. Bez tego będziemy przez życie tylko dokładać kolejne walizki, coraz cięższe, coraz mniej nasze.

A może więc zamiast walczyć z kryzysami, warto potraktować je jak znaki na drodze. Niewygodne, czasem bolesne, ale jednak prowadzące gdzieś dalej. Tylko pytanie brzmi: czy odważymy się wtedy naprawdę zatrzymać – czy znowu spróbujemy biec dalej, udając, że nic się nie dzieje?

Warto tu dorzucić jeszcze jedną perspektywę, bardzo starą, a zaskakująco aktualną. W I Ching, czyli starożytnej chińskiej Księdze Przemian, kryzys i szansa nie są traktowane jako przeciwieństwa. To ten sam heksagram. Ten sam moment procesu. I Ching opisuje rzeczywistość jako nieustanny ruch i zmianę – nic nie jest stałe, wszystko przechodzi z jednego stanu w drugi. Kryzys nie jest więc „wypadkiem przy pracy”, tylko punktem zwrotnym, w którym coś się kończy, a coś innego dopiero może się zacząć. Problem polega na tym, że my widzimy zwykle tylko ten pierwszy fragment: chaos, niepewność, rozpad. Szansa jest w tym samym miejscu, ale odsłania się dopiero wtedy, gdy przestajemy panicznie próbować wrócić do tego, co było. Z tej perspektywy kryzys nie jest czymś, co trzeba jak najszybciej naprawić. Jest czymś, co trzeba przejść, żeby zmiana mogła się w ogóle wydarzyć.

Jeśli jesteś właśnie w takim momencie — w zawieszeniu, w kryzysie, w miejscu, w którym stare się rozpada, a nowe jeszcze nie ma kształtu — nie musisz przechodzić przez to sama. Czasem pomaga jedno dobre spojrzenie z zewnątrz: sesja astrologiczna, która pokazuje, gdzie jesteś w swojej drodze i dlaczego teraz tak to wygląda. Czasem głębsze spotkanie w formie Czytania Duszy, kiedy potrzebujesz dotknąć sensu, a nie tylko faktów. A czasem dłuższe, spokojne towarzyszenie — holistyczne wsparcie, kiedy proces jest rozciągnięty w czasie i nie da się go „ogarnąć” jedną rozmową. Kryzys nie jest oznaką słabości. Często jest znakiem, że jesteś dokładnie tam, gdzie powinnaś być — tylko nie musisz być tam sama.

Lesia Jaworowska whatsapp +48 692 098 076

10/01/2026

Kiedy ponad 9 lat temu zapragnęlam wyprowadzić się na Teneryfę, cały Wszechświat wspierał mnie w realizacji tego celu. Ja robiłam wszystko co trzeba, Universum zakasało rękawy i z tej współpracy powstało moje obecne życie.
Chodzi mi po głowie zrobienie malego 4-odcinkowego szkolenia z oddawania swojego życia Universum. Cos lekkiego, prostego i inspirujacego 😍🤩🥰
Ktoś byłby zainteresowany?
Niech da znać w komentarzu 💞
wyspykanaryjskie kanary elmedano tenerife realizacjamarzen

10/01/2026

Kiedy ponad 9 lat temu zapragnęlam wyprowadzić s8e na Teneryfę, cały Wszechświat wspierał mnie w realizacji tego celu. Ja robiłam wszystko co trzeba, Universum zakasało rękawy i z tej współpracy powstało moje obecne życie.
Chodzi mi po głowie zrobienie malego 4-odcinkowego szkolenia z oddawania swojego życia Universum. Cos lekkiego, prostego i inspirujacego 😍🤩🥰
Ktoś byłby zainteresowany?
Niech da znać w komentarzu 💞

06/01/2026

Kolejna pogadanka. Tym razem o dzisiejszym Venus Star Point czyli koniunkcji Wenus ze Słońcem w znaku Koziorożca oraz o innych ważnych sprawach 💞

Wenus to planeta, która w astrologii opisuje to, sposób w jaki kochamy, to co dla nas ważne, przyjemne i wartościowe. Ni...
06/01/2026

Wenus to planeta, która w astrologii opisuje to, sposób w jaki kochamy, to co dla nas ważne, przyjemne i wartościowe. Nie chodzi tylko o miłość romantyczną, ale o dużo szerszy obszar: relacje z ludźmi, poczucie własnej wartości, pieniądze, sposób, w jaki chcemy żyć i to, co uznajemy za „warte zachodu”.

Wenus pokazuje, jak kochamy, jak wybieramy, jak przyciągamy i jak nadajemy wartość – sobie i światu.

Jej cykl jest wyjątkowy, bo z perspektywy Ziemi Wenus co jakiś czas znika z nieba, a potem pojawia się znowu. To nie jest ruch ciągły i jednostajny. To raczej proces złożony z etapów: pojawiania się, dojrzewania, wycofywania i ponownych narodzin.

I dokładnie tak samo działa to na poziomie symbolicznym: co pewien czas nasze wartości, relacje i pragnienia dochodzą do punktu kulminacyjnego, a potem muszą się rozpaść, żeby mogło powstać coś nowego.

Jest jeszcze jeden piękny „smaczek” w cyklu Wenus, który warto znać.
Gdy połączysz kolejne punkty spotkań Wenus ze Słońcem na niebie, powstaje idealny pięciopłatkowy wzór, przypominający kwiat albo gwiazdę – i to nie jest przypadek. Ten kształt jest przykładem świętej geometrii, czyli porządku, który natura powtarza w liściach, kwiatach, muszlach i proporcjach ciała. (zobacz dołączone zdjęcie)

Symbolicznie mówi to o tym, że miłość, wartości i relacje nie są chaosem, tylko procesem podlegającym cyklom wzrostu, obumierania i ponownych narodzin. Wenus „rysuje” ten kwiat na niebie w czasie – ucząc, że to, co naprawdę wartościowe, rozwija się rytmicznie, a nie natychmiast i nie na siłę.

Dzisiejsze zjawisko – Venus Star Point w Koziorożcu – ma bardzo konkretny, ziemski i odpowiedzialny charakter. Koziorożec nie pyta: „co czuję?”, tylko: „co jest dojrzałe, trwałe i ma sens w długiej perspektywie?”. Na poziomie kolektywnym to moment przewartościowania tego, co uznajemy za stabilność, bezpieczeństwo i sukces w relacjach, finansach i strukturach społecznych. Iluzje romantyczne, które nie mają oparcia w rzeczywistości, zaczynają się kruszyć.

To Wenus, która mówi: miłość musi mieć formę, odpowiedzialność i konsekwencje. W relacjach kolektywnych wzrasta potrzeba jasnych granic, umów, lojalności i uczciwości. Coraz trudniej będzie utrzymać układy oparte na niedopowiedzeniach, unikach czy „zobaczymy, co będzie”.

Ważne jest też to, że ta koniunkcja odbywa się w fazie wewnętrznej Wenus – czyli Wenus niewidocznej, spalanej przez Słońce. To oznacza, że zmiany zaczynają się od środka. Na zewnątrz może być jeszcze cisza, zawieszenie albo wrażenie stagnacji, ale wewnętrznie zapadają bardzo konkretne decyzje dotyczące tego, czego już nie chcemy podtrzymywać.
----------------------------------------------------

Dzisiaj nie chodzi o działanie na zewnątrz, tylko o ustawienie czegoś w środku. Venus Star Point to moment zasiewu – to, co teraz nazwiesz, poczujesz albo uczciwie zobaczysz, będzie pracowało przez kolejne miesiące. Oto, co naprawdę ma sens zrobić dzisiaj.

Najpierw: zatrzymaj się.

To nie jest dzień na przyspieszanie, randkowanie „żeby coś się działo”, robienie deklaracji ani naprawianie relacji na siłę. Wenus jest „spalona” przez Słońce – stare formy jeszcze się domykają, nowe nie są gotowe. Każda presja dziś zwykle wraca rykoszetem.

Potem: uczciwie sprawdź swoje wartości.

Zadaj sobie kilka prostych, ale niewygodnych pytań. Nie po to, żeby mieć ładne odpowiedzi, tylko prawdziwe.
– co w moich relacjach trzyma się już tylko siłą rozpędu
– gdzie daję więcej, niż naprawdę mogę
– co mówię, że jest dla mnie ważne, ale nie ma pokrycia w czynach
– co podtrzymuję z lęku, a nie z wyboru

Koziorożec lubi konkrety, więc patrz na fakty, nie na obietnice ani potencjał.

Kolejna rzecz: zamknij coś symbolicznie.

To świetny dzień, żeby coś domknąć bez dramatu: myśl, przekonanie, umowę ze sobą, wewnętrzną zgodę na coś, co już nie działa.
– możesz coś zapisać i świadomie uznać za zakończone
– możesz przestać się tłumaczyć z decyzji, którą już dawno czujesz
– możesz przestać „czekać aż samo się rozwiąże”

Nie chodzi o gesty na pokaz. Chodzi o wewnętrzne „koniec, kropka”.

Dalej: nazwij, co chcesz budować długofalowo.

Nie w formie marzeń, tylko w formie jakości. Koziorożec pyta: czy to jest do utrzymania?
– jakiej jakości relacji chcę (nie z kim, tylko jakiej)
– jakie wartości mają mnie prowadzić przez najbliższe lata
– na co naprawdę jestem gotowa wziąć odpowiedzialność
– czego nie chcę już więcej normalizować

Jedno zdanie wystarczy. To jest ziarno, nie plan biznesowy.

Bardzo ważne: zadbaj o granice energetyczne.

Dzisiaj łatwo zobaczyć, gdzie coś cię „drenuje”, nawet jeśli formalnie wygląda dobrze.
– ogranicz kontakt z ludźmi, po których czujesz ciężar
– nie wchodź w rozmowy, które kręcą się w kółko
– nie obiecuj niczego „na potem”, jeśli dziś nie czujesz zgody

To akt szacunku do siebie, nie egoizm.

Na koniec: prostota i ciało.

Wenus lubi zmysły, a Koziorożec – konkret.
Zrób coś małego, ale osadzonego:
– porządek w jednym miejscu
– ciepły posiłek zjedzony bez pośpiechu
– spacer bez telefonu
– chwila ciszy zamiast kolejnej treści

To pomaga nowemu cyklowi „wejść” w realne życie, a nie zostać tylko ideą.

Jednym zdaniem:
Dzisiaj nie manifestuj. Uczciwie zobacz, co jest prawdziwe – i zdecyduj, czego już nie chcesz dalej nieść.
To wystarczy. Reszta zacznie się układać później.

Regulowanie emocji drugim człowiekiem to sytuacja, w której używamy czyjejś obecności, dotyku, reakcji, uwagi albo zacho...
03/01/2026

Regulowanie emocji drugim człowiekiem to sytuacja, w której używamy czyjejś obecności, dotyku, reakcji, uwagi albo zachowania po to, żeby uspokoić własne napięcie wewnętrzne. Nie robimy tego świadomie i z premedytacją – to nie jest „bycie złym człowiekiem”. To jest strategia przetrwania.

Regulowanie emocji drugim człowiekiem to sposób radzenia sobie z napięciem wewnętrznym, w którym własne emocje nie są przetwarzane i uspokajane od środka, lecz poprzez obecność, reakcje lub zachowanie kogoś z zewnątrz. Oznacza to, że druga osoba staje się głównym źródłem ulgi, stabilizacji albo poczucia bezpieczeństwa, a kontakt z nią nie wynika z autentycznej potrzeby bliskości, lecz z trudności w samodzielnym byciu z tym, co dzieje się w środku.

Najczęściej nie jest to działanie świadome ani intencjonalne, lecz automatyczna strategia przetrwania wykształcona na wczesnych etapach życia, kiedy regulacja emocji była możliwa jedynie w relacji z opiekunem. W dorosłości mechanizm ten przenosi się na partnerów, przyjaciół, dzieci lub inne bliskie osoby, które niepostrzeżenie zaczynają pełnić funkcję regulatora napięcia emocjonalnego.

Choć na krótką metę przynosi to ulgę i poczucie połączenia, w dłuższej perspektywie prowadzi do zależności, przeciążenia relacji oraz trudności w budowaniu autonomii emocjonalnej, ponieważ odpowiedzialność za własny stan wewnętrzny zostaje przesunięta na drugiego człowieka.

Przykłady
– dzwonisz do kogoś nie dlatego, że chcesz kontaktu, tylko dlatego, że źle się czujesz i nie umiesz być z tym sam(a)
– piszesz do jednej osoby przez cały dzień i zauważasz, że twój nastrój zależy od tego, jak szybko i w jakim tonie odpisuje
– zaczynasz się niepokoić albo irytować, gdy ktoś przez chwilę milczy, znika, nie reaguje, mimo że obiektywnie nic złego się nie dzieje
– wchodzisz w relację głównie dlatego, że przy tej osobie czujesz ulgę, spokój albo „wreszcie wszystko jest na miejscu”
– prowokujesz rozmowy, konflikty albo dramaty, bo napięcie narasta i potrzebujesz, żeby coś się wydarzyło
– oczekujesz, że druga osoba będzie dostępna emocjonalnie zawsze wtedy, kiedy tobie jest trudno, bez względu na jej stan, potrzeby czy granice
– szukasz potwierdzeń swojej wartości w reakcjach drugiej osoby i czujesz się gorzej, gdy ich nie dostajesz
– potrzebujesz stałej obecności fizycznej, dotyku lub seksu nie jako bliskości, ale jako sposobu rozładowania napięcia i uspokojenia emocji
– czujesz się zagubiona, pusta albo rozbita, gdy jesteś sama, nawet przez krótki czas, i natychmiast szukasz kogoś do kontaktu
– masz poczucie, że „nie dasz rady” z emocjami bez konkretnej osoby i że bez niej wszystko się rozsypuje

W skrócie: twoje emocje nie są regulowane od środka, tylko poprzez kogoś z zewnątrz.

TO TYLKO FRAGMENT !!!! CAŁY ARTYKUŁ PRZECZYTASZ TUTAJ
https://zdrowadusza.com/regulowanie-emocji-drugim-czlowiekiem/

PEŁNIA W RAKU – 3.01.2026, godz. 11:02Ta pełnia to emocjonalny szczyt – porusza głęboko sprawy domu, korzeni, bliskości ...
02/01/2026

PEŁNIA W RAKU – 3.01.2026, godz. 11:02
Ta pełnia to emocjonalny szczyt – porusza głęboko sprawy domu, korzeni, bliskości i poczucia bezpieczeństwa. Oś Rak-Koziorożec stawia pytanie: „Czy umiesz pogodzić troskę o siebie z odpowiedzialnością wobec innych i świata?” Księżyc w koniunkcji z Jowiszem wzmacnia tęsknotę za czułością i zaufaniem, Słońce, Wenus i Mars w Koziorożcu wymagają konsekwencji i dojrzałości. To czas balansowania między potrzebą opieki a realizacją własnych ambicji.

Wyjątkowość tej pełni podkreśla Wielki Prostokąt – rzadki, harmonijny układ czterech planet (Księżyc i Jowisz w Raku, Saturn w Rybach, Słońce/Wenus/Mars w Koziorożcu), który daje szansę na prawdziwą integrację przeciwieństw. To jak „energetyczny portal”, przez który możesz przenieść się z chaosu emocji do spokoju i pojednania. Figura ta sprzyja szukaniu mądrych kompromisów, uzdrawianiu dawnych ran i budowaniu nowych jakości w relacjach i domu.

Co warto zrobić?
Zatrzymaj się, poczuj swoje emocje i nazwij, czego naprawdę Ci trzeba, by poczuć się bezpiecznie. Wybierz, które relacje lub sprawy chcesz pielęgnować, a co pora zamknąć. Zadbaj o przestrzeń dla siebie i swoich bliskich – posprzątaj, zapal świecę, napisz kilka zdań o tym, co daje Ci poczucie domu. Jeśli możesz, pozwól sobie na chwile czułości, spokoju, rozmowę z kimś zaufanym.

Czego nie robić?
Nie uciekaj w perfekcjonizm, nadmiar obowiązków, zamykanie się w sobie. Nie bierz na siebie problemów całego świata – zadbaj najpierw o własne serce i granice.
Ta pełnia to okazja, by wybaczyć, odpuścić i ruszyć dalej z większym spokojem.

Całość wpisu na blogu, link w komentarzu

31/12/2025

Tak chciałam w ramach testowania nowych sluchawek powiedzieć parę słów, a wyszło 20 minut.
Dobrego Nowego Roku Kochani

Dzisiaj ostatni chyba, ale dość obfity fragment tłumaczenia książki Toshy Silver, która nie została wydana w Polsce " It...
31/12/2025

Dzisiaj ostatni chyba, ale dość obfity fragment tłumaczenia książki Toshy Silver, która nie została wydana w Polsce " Its not your money" - dlatego całość wpisu znajdziesz na blogu - link tradycyjnie wrzucam w komentarzu.
Miłej lektury i owocnych wniosków!

Prarabdha karma to ta część karmy, która już się uruchomiła i musi zostać przeżyta w tym wcieleniu. To „pakiet startowy”...
30/12/2025

Prarabdha karma to ta część karmy, która już się uruchomiła i musi zostać przeżyta w tym wcieleniu. To „pakiet startowy” obecnego życia: ciało, zdrowie, rodzina, pewne wydarzenia, ograniczenia i konkretne lekcje, których nie da się po prostu „zamanifestować inaczej”.

To wybór duszy tak zwane zaplanowane "lekcje do przerobienia" w tym wcieleniu.

W klasycznej filozofii indyjskiej wyróżnia się trzy poziomy karmy:
– Sanchita – cała zgromadzona karma z wielu wcieleń (jak magazyn).
– Prarabdha – ta jej część, która została „odpalona” teraz i kształtuje aktualne życie.
– Kriyamana (Agami) – karma tworzona na bieżąco przez nasze decyzje.

Prarabdha karma dotyczy rzeczy, na które nie mamy pełnej kontroli: w jakim ciele się rodzimy, z jakimi predyspozycjami, jakie kluczowe doświadczenia nas spotkają. Możesz być świadoma, rozwojowa, „wysoko wibracyjna” — a i tak zachorować, stracić kogoś bliskiego, trafić w trudne relacje czy okoliczności.

I tu jest sedno: Prarabdha nie mówi „to twoja wina”. Mówi raczej: „to twoje pole pracy”.

Nie da się jej ominąć afirmacjami ani pozytywnym myśleniem. Da się natomiast:
– przeżyć ją świadomie albo nieświadomie,
– pogłębić cierpienie albo przekształcić je w mądrość,
– odegrać stary scenariusz albo zmienić sposób reagowania.

------------------------------------
Poniżej cytat z książki Toshy Silver

PRARABDHA KARMA

Jeden z moich ulubionych autorów duchowych przechodził w swoim życiu okres, w którym zmagał się z wieloma chorobami. Ktoś powiedział mi wtedy: „Ten człowiek jest czystym światłem. Samo przebywanie w jego obecności podnosi na duchu. Jak to w ogóle możliwe, że ma tyle problemów?”

Jednym z mrocznych skutków kultury manifestacji jest to, że wielu ludzi zaczęło wierzyć, iż przyciągamy absolutnie wszystko, co nas spotyka — bez wyjątku. Zakładają, że jeśli tylko wystarczająco się „udoskonalimy”, dostaniemy wejściówkę VIP do tajnego Disneylandu, w którym nic „złego” już się nie wydarza.

A potem obwiniają siebie, gdy pojawiają się nieuniknione trudności, będące częścią życia. Albo surowo osądzają innych, gdy ci doświadczają problemów, zakładając, że musieli zrobić coś nie tak. Niektórzy mówią nawet chłodno: „Cóż, sama sobie to stworzyła”.

Ja widzę to inaczej.

Owszem, Prawo Przyciągania istnieje — ale równie prawdziwe jest Prawo Prarabdha Karmy. Nawet wielki indyjski święty Ramakrishna chorował na raka gardła. Albo spójrzmy na Jezusa — trudno powiedzieć, by przyczyną jego losu było popijanie margarity na Bahamach.

To, co naprawdę ma znaczenie, to sposób, w jaki przechodzimy przez naszą własną Prarabdha Karmę — indywidualną ścieżkę doświadczeń, którą wybrała nasza dusza. Gdy ją przyjmujemy, staje się ona królewską drogą do prawdziwej obfitości.

Ukochany Boski Porządku. Czyste Światło i Bezwarunkowa MiłościŹródło Wszystkiego Co IstniejePozwól mi dawać z lekkością ...
29/12/2025

Ukochany Boski Porządku.
Czyste Światło i Bezwarunkowa Miłości
Źródło Wszystkiego Co Istnieje

Pozwól mi dawać z lekkością i poczuciem obfitości, wiedząc,
że Ty jesteś niewyczerpanym Źródłem wszystkiego.
Pozwól mi być otwartym i swobodnym kanałem dla Twojej obfitości.

Niech ufam, że wszystkie moje potrzeby są zawsze zaspokajane
w sposób, który mnie zaskakuje,
i że bezpiecznie jest dawać hojnie, podążając za głosem serca.

I niech z równą otwartością uczę się przyjmować.
Niech znam swoją wartość, swoje piękno i swoją godność
bez wahania i bez potrzeby dowodzenia czegokolwiek.

Niech pozwalam innym doświadczać radości z dawania mi.
Niech czuję się godna przyjmowania na każdy możliwy sposób.

Przemień mnie w kogoś, kto potrafi w pełni kochać, wybaczać
i przyjmować siebie taką, jaka jestem,
abym mogła nieść Twoje światło bez ograniczeń.

Niech wszystko, co powinno odejść, odejdzie.
Niech wszystko, co ma przyjść, przyjdzie.

Jestem cała Twoja.
Ty jesteś we mnie, ja jestem w Tobie — jesteśmy jednością.
Wszystko jest na swoim miejscu.
Amen

Zamykanie roku to dla mnie jak generalne porządki w głowie – od lat robię swoje podsumowanie w różnych kategoriach. Anal...
27/12/2025

Zamykanie roku to dla mnie jak generalne porządki w głowie – od lat robię swoje podsumowanie w różnych kategoriach. Analizuję ciało i wygląd (czy się trzymam, czy jednak trochę mnie poniosło), finanse (czy mam jeszcze oszczędności, czy wszystko poszło na spontaniczne zakupy), i karierę (czy to był rok pełen sukcesów, czy raczej „learning experience”).

Przeglądam też ukończone kursy, warsztaty i sesje – czy coś mnie rozwinęło, czy tylko nabiło mi kalendarz i opróżniło portfel.

W zdrowiu zastanawiam się, co robiłam dobrze, a co wymaga poprawy (i czy te wszystkie obietnice „od jutra” w końcu weszły w życie).

Dom – czy nadal jest moją oazą, czy raczej chaosem, w którym zapominam, gdzie są klucze. Rodzina i dzieci – jakie mieliśmy wspólne chwile i czy udało się pogodzić różne potrzeby. Związki romantyczno-seksualne? No cóż, tu zawsze jest miejsce na małe przemyślenia, prawda?

Przyjaciele i znajomości – czy relacje były szczere i wspierające, czy może ktoś niepostrzeżenie wprowadził w życie więcej dramatu, niż bym chciała. Nawet wrogowie dostają swoje pięć minut w podsumowaniu – bo warto wiedzieć, z kim już nie warto walczyć.

A podróże? To zawsze jest perełka. Gdzie byłam, co widziałam, co mnie zachwyciło. Nawet jeśli rok nie obfitował w wielkie wyjazdy, zawsze można docenić małe odkrycia.

I wiesz co? To wszystko sprawia, że zamykam rok z pełnym obrazem tego, co się wydarzyło. To nie tylko sprzątanie w przeszłości, ale i planowanie przyszłości – w końcu każdy koniec to miejsce na nowe początki.

Zamknięcie jakiegoś etapu to trochę jak sprzątanie po imprezie – nie chce się, ale jak już ogarniesz, czujesz ulgę. Bez tego masz wszędzie walające się „niedokończone sprawy”, które przypominają Ci o tym, co było, zamiast pozwolić skupić się na tym, co będzie.

Świadome zamykanie to też taki emocjonalny detox. Jak kończysz coś z głową, od razu odzyskujesz energię, która wcześniej krążyła gdzieś między „a może jeszcze spróbuję” a „co by było, gdyby”. W efekcie masz więcej sił na nowe projekty, ludzi czy pomysły.

A lekcje? No cóż, każda zakończona historia to darmowy kurs „jak żyć”. Czego się nauczyłam? Jak tego nie powtarzać? Co było fajne, a co totalnie do poprawki? Refleksja pozwala spojrzeć na to z dystansem, a czasem nawet z uśmiechem.

Najważniejsze, żeby nie trzymać się przeszłości jak starego swetra, który już dawno się nie dopina. Trzeba zrobić miejsce w szafie na nowe – może nawet w lepszym stylu.

I na koniec – warto to celebrować. Zamiast się zamartwiać, można podziękować sobie za to, co się udało, i pożegnać to, co trzeba.
Z lekkim sercem zamykasz drzwi i mówisz: „Dzięki, było fajnie, ale czas na coś nowego”.

[odświeżony wpis z zeszłego roku]

Address

London

Opening Hours

Monday 9am - 7pm
Tuesday 9am - 7pm
Wednesday 9am - 7pm
Thursday 9am - 7pm
Friday 9am - 7pm

Website

https://linktr.ee/zdrowa_dusza_com

Alerts

Be the first to know and let us send you an email when Lesia Jaworowska - Zdrowa Dusza posts news and promotions. Your email address will not be used for any other purpose, and you can unsubscribe at any time.

Contact The Practice

Send a message to Lesia Jaworowska - Zdrowa Dusza:

Share

Share on Facebook Share on Twitter Share on LinkedIn
Share on Pinterest Share on Reddit Share via Email
Share on WhatsApp Share on Instagram Share on Telegram