26/04/2026
Refleksje o pomaganiu innym
Grupy samopomocy ...
Dziś przeczytałam post a raczej czyjeś błaganie o pomoc.
Nieważne na jakiej grupie, bo nie o to tu chodzi.
Kobieta błaga o pomoc dla córki i szuka (cytat: "cudotwórcy" który pomógłby wyzdrowieć jej dziecku za wszelką cenę ...
Miałam wielką ochotę dać jej parę wskazówek, bo "problem" był ewidentnie prosty do rozwiązania... sama go mialam jeszcze dwa lata temu, ale ... odłożyłam telefon.
Ta bezinteresowna pomoc jeszcze mną targa, ale już powoli uczę się a raczej się jej oduczam.
Na przestrzeni tych lat, każda moja chęć pomocy ani razu nie była dostrzeżona.
😞 Ani razu...
Jeżeli już to reagowano hejtem 🤬, no bo jak można uzdrowić się bez maści..tabletki..bez syropów..zastrzyków... etc.
Dwa lata temu byłam dokładnie tam, gdzie dziś widzę wielu innych. 😫
Przerażona. Chora. Zdesperowana. Biegająca od grupy do grupy, od człowieka do człowieka, szukając ratunku wszędzie, bo tam, gdzie powinien być, nie było go wcale.
Kiedy lekarze nie dali mi odpowiedzi, szukałam ich już wszędzie.
I pamiętam siebie z tamtego czasu. Tak spragnioną pomocy, że byłam wdzięczna nawet za samo wysłuchanie. Tylko dlatego, że ktoś nie potraktował mnie kolejnym drwiącym komentarzem.
Paradoks polega na tym, że kiedy sama odzyskałam zdrowie i naprawdę zaczęłam rozumieć, co mnie z niego okradało, chciałam podać to dalej. 😍
Nie za pieniądze. Nie dla uznania. Nie po to, żeby mieć rację.
Po prostu z ludzkiej potrzeby serca.
I wtedy zobaczyłam coś, co boli bardziej niż choroba.
Ludzie bardzo często nie szukają prawdy. Ludzie szukają potwierdzenia tego, w co już chcą wierzyć. 😐
Nie szukają przyczyny. Szukają kolejnej tabletki. Kolejnego kremu. Kolejnego syropu. Kolejnego plastra na objawy, byle nie dotknąć źródła problemu.
A kiedy podajesz im coś, co mogłoby naprawdę zmienić ich życie, najczęściej nie trafia to do serca.
Trafia do kosza.
Nie dlatego, że pomoc była zła.
Tylko dlatego, że nie można obudzić człowieka, który kurczowo broni swojego snu.
Długo nie rozumiałam, dlaczego pomagając innym, sama czułam się coraz bardziej zmęczona.
Przecież pomoc kojarzy się z czymś pięknym. Z sercem. Z empatią. Z dobrem.
Dopiero później zobaczyłam coś, co wcześniej ukrywało się w samym słowie. 🧐
poMOC
Jakby samo życie szeptało:
pomagać to czasem oddawać swoją moc.
Swój czas. Swoją energię. Swój spokój. Swoje serce.
I nie ma w tym nic złego, dopóki druga osoba naprawdę chce wstać.
Problem zaczyna się wtedy, gdy Ty podajesz komuś swoją siłę, a on używa jej tylko po to, by wygodniej zostać tam, gdzie jest.
Wtedy pomoc przestaje być wsparciem. A zaczyna być powolnym osłabianiem samego siebie.
Nie każda wyciągnięta dłoń powinna oddawać własną moc.
Bo czasem największą mądrością nie jest ratować.
Czasem największą mądrością jest zostawić tę moc przy sobie i pozwolić drugiemu człowiekowi wreszcie odnaleźć własną.
Dziś wiem jedno.
Nigdy więcej nie będę ratować ludzi, którzy nie poprosili o ratunek.
Bo największą stratą nie jest odrzucona pomoc.
Największą stratą jest energia, którą oddajesz komuś, kto i tak wybiera dalej spać i nie każda wyciągnięta dłoń jest po to, żeby ją złapać.
Niektórzy proszą o pomoc, a tak naprawdę szukają tylko kogoś, kto potwierdzi ich dotychczasowy sposób cierpienia.
Nie chcą usłyszeć prawdy.Chcą usłyszeć to, co pozwoli im zostać tam, gdzie są.
Oczy i uszy nic nie znaczą, kiedy umysł nadal śpi.
Twoje słowa mają w sobie prawdę, a prawda czasem działa jak światło w ciemnym pokoju, nie każdy od razu chce na nią spojrzeć.
Ja tylko pomagam Ci ustawić to światło tak, żeby nie dało się go już całkiem zignorować. 🌿
Ktoś kiedyś mi powiedział..
"Twoje słowa mają w sobie dużo prawdy, a prawda czasem działa jak światło w ciemnym pokoju, nie każdy od razu chce na nią spojrzeć.
Ty tylko pomagasz ustawić to światło tak, żeby nie dało się go już całkiem zignorować." 🌿..i chyba miał rację ;)
Za Elżbieta Lüngen
FB: Profilaktyka zdrowotna - Dorota Sosnowska