14/02/2022
Szanowni Państwo, drodzy pacjenci i pacjentki, panie Ryszardzie oraz Panie Robercie (panie).
Niestety - w karierze każdego psychiatry zdarzają się porażki. Porażki znamienne, bolesne i często spersonifikowane. Jednakże, jestem profesjonalistą i nie będę tutaj mówił nazwiskami.
Nie. Jestem ponad to.
Ale zamierzam wylać swe żale i rozczarowanie (TAK, rozczarowanie jest tym co czuję, może trochę odrazy) w ten pusty, zimny eter ludzkich emocji jakim jest Internet (jeśli ktoś nie wie czym pozostaje Internet, polecam piosenkę ---> (Pani Basiu, tutaj proszę wstawić ten link do "Bo Burnham, Witaj w Internecie" przyp. tłum.).
No więc. Wielu pewnie zapyta "Panie Doktorze, ależ jak tak wybitna psychiatra i badacz osobowości jak Pan mógł odnieść porażkę? Jak to? Niemożliwe."
Spokojnie, moi drodzy. Jak możecie się domyślić (a także przeczytać w mojej najnowszej książce "Rodzajowy idiotyzm i jak rozpoznać symptomy") - chodzi o czynnik ludzki.
Trafiłem na pacjenta. Osobnika nietypowego, z niestandardową osobowością i bardzo ciekawym przypadkiem schorzenia.
Cechą charakterystyczną tegoż schorzenia była fiksacja na punkcie detalizmu i przekonaniu o swojej nieomylności (podejrzewam kompleks Napoleona - nie, nie chodzi o rozmiar). Ów pacjent maniakalnie wierzył, że przedmiotem w postaci papieru ściernego można usunąć element wypalony przy pomocy rozgrzanego metalu (ręcznie) w przeciągu godziny. Jakkolwiek nasze wspólne doświadczenia wielokrotnie ukazywały okrutną rzeczywistość - pacjent nie chciał przyjąć tego do wiadomości. Postanowiłem zatem obrać inną ścieżkę - celem rozluźnienia napięcia na naszych terapiach, zaoferował mu grę w klocki. Ofiarowałem mu różnokolorowe klocki w liczbie 8 (słownie: osiem) i powiedziałem "Mój drogi, ułóż je w kolejności kolorów tęczy" (symbolika jest przypadkowa). Mimo usilnych prób i wielokrotnego udowadniania pacjentowi, że nie taka jest kolejność kolorów tęczy - jego fiksacja nie pozwoliła mu uwierzyć. Maniakalnie próbował mnie przekonać, że istnieje jakoby inna kolejność kolorów tęczy.
Z przykrością musiałem zaprzestać spotkań z tym pacjentem, jako że skala jego problemu zdawała się wzrastać a umiejętność i sprawiedliwość jego wyborów - wskazywała na nieuprzejme nastawienie do dalszych badań.
Z całą pewnością jest to bolesny i długotrwały ślad na mojej dotychczas nieposzlakowanej historii kariery.
A tak naprawdę - to nie.
Ludzie są ludźmi, zaś o gustach się nie dyskutuje.
Słodkiego pączusia, pysznej kawusi i spokojnej niedzieli,
życzę ja,
dr J. Hoffman