ARBOR Gabinet Psychoterapii Katarzyna Grąbska

ARBOR Gabinet Psychoterapii Katarzyna Grąbska Witam na moim profilu . Jestem psychologiem, certyfikowanym psychoterapeutą, coachem
Prowadzę psychoterapię indywidualną i grupową. Dorosłych, dzieci, par.

oraz warsztaty weekndowe

Zmiana, psychoterapia i wdzięcznośćWczoraj spotkała mnie jedna z tych chwil, które na długo zostają w sercu. Dostałam pi...
03/12/2025

Zmiana, psychoterapia i wdzięczność

Wczoraj spotkała mnie jedna z tych chwil, które na długo zostają w sercu. Dostałam piękne kwiaty od pana Tadeusza - pacjenta, który właśnie zakończył ważny etap swojej psychoterapii. Pan Tadeusz sam mówi, że pewnie nigdy by nie odszedł, jednak oboje wiemy, że przychodzi moment, w którym pacjent potrzebuje stanąć sam na nogach, z tym, czego doświadczył i czego się nauczył.
Oprócz bukietu przyniósł mi słowa wdzięczności i łzy wzruszenia. Mówił o tym, jak wiele zmieniło się w jego życiu - mimo że ma 70 lat i mimo choroby, która według wielu specjalistów nie rokuje na głębokie zmiany terapeutyczne. Bo przecież w takich przypadkach często mówi się, że spektakularne przeobrażenia nie są możliwe, a głęboki wgląd jest ograniczony.
A jednak… to doświadczenie pokazuje mi, że nie ma rzeczy niemożliwych.
Pracowałam już z osobami po sześćdziesiątce czy siedemdziesiątce — bywa różnie. Czasem ktoś jest zamknięty, nieufny wobec wpływu psychoterapii, niegotowy na odkrywanie siebie. Ale mam też takie doświadczenia, jak z panem Tadeuszem: że mimo wieku i mimo choroby organicznej, zmiana jest możliwa.
Nie chodzi o to, że wystarczy „chcieć”, choć chęć jest kluczowa. Chodzi o odwagę, aby mówić inaczej, opowiadać inaczej, spojrzeć na siebie inaczej. O odwagę, by odkrywać to, co zawstydza. O odwagę, by nie poddawać się schematom, które mówiły nam przez lata: „już nic się nie zmieni”.
Bo to nie wiek ani ograniczenia biologiczne nas zatrzymują.
Zatrzymuje nas niewiara, poddanie się i konformizm.
Dlatego z całego serca gratuluję panu Tadeuszowi — i wszystkim, którzy niezależnie od wieku nie przestają się rozwijać, pracować nad sobą i poszerzać swojej wolności.

Lęk przed oceną, perfekcjonizm i złudzenie kontroli to głowa, która staje się najtrudniejszym miejscem do życiaLęk przed...
02/12/2025

Lęk przed oceną, perfekcjonizm i złudzenie kontroli to głowa, która staje się najtrudniejszym miejscem do życia

Lęk przed oceną może wpełznąć w życie jak cień, po cichu Na początku to tylko lekki niepokoj: „Czy inni mnie zaakceptują?”, „Czy nie wyglądam zbyt zwyczajnie?”. Ale z czasem ten szept w głowie rośnie.
OkKażde wyjście z domu staje się jak wejście na scenę, a świat zamienia się w widownię, która — jak podpowiada lęk — tylko czeka, by ocenić.
Zwykłe wyjście na fitness zaczyna wywoływać paraliż. Pojawia się myśl, że każdy spojrzy i zobaczy… co? Niedoskonałość? Słabość? To, że ktoś „nie pasuje”?
lepiej zostać w domu, bo tam przynajmniej nikt nie patrzy.

Głos perfekcjonizmu
Wtedy pojawia się on - głos perfekcjonizmu.
Wymagający, natarczywy, bezwzględny:
„Musisz być idealna. Jeśli taka nie jesteś — nie pokazuj się ludziom.”
To nie jest głos, który wspiera. To głos, który wydaje rozkazy. Wmawia, że żeby być częścią społeczności, trzeba stać się nienaganną — a że nikt nie jest w stanie sprostać takim wymaganiom, to konsekwencja jest jedna: wycofanie, milimetr po milimetrze.
Perfekcjonizm mówi: „Popraw się, napnij się, wyprostuj, nie popełnij błędu.”
A kiedy człowiek nie daje rady — perfekcjonizm mówi: „Widzisz? Miałam rację — nie nadajesz się.”
To nie jest motywacja. To emocjonalny kaganiec.
Iluzja kontroli
Lęk potrafi wmówić, że jeśli tylko odpowiednio mocno kontrolujemy swoje zachowanie, strój, słowa, wygląd — to jakoś zabezpieczymy się przed odrzuceniem. Że jeśli będziemy „tip top” ubrani w kościele, nikt nie oceni. Jeśli będziemy uprzejmi, przewidujący, ostrożni — nikt nie skrytykuje.
Ale to tylko złudzenie.
Te wszystkie próby przewidzenia cudzych reakcji są jak próba łapania dymu. Ręce zajęte, energia wyczerpana, a efekt żaden. Nie da się mieć kontroli nad tym, co myślą inni — choćbyśmy analizowali każdy gest i każde spojrzenie.
I im bardziej ktoś próbuje kontrolować świat wokół siebie, tym bardziej traci kontrolę nad własnym wnętrzem.
Kiedy wycofanie ma chronić, a zaczyna ranić
Wycofanie się z życia społecznego może na chwilę przynieść ulgę. Cisza. Brak obserwatorów. Brak ryzyka, że ktoś spojrzy, oceni, skomentuje.
Ale wraz z zamknięciem drzwi zewnętrznych, coraz szerzej otwierają się drzwi do własnych myśli.
A tam czeka najtrudniejszy przeciwnik — wewnętrzny krytyk.
Taki, który jest obecny non stop.
Taki, któremu nie uciekniesz nawet na chwilę.
Taki, który potrafi mówić najokrutniej.
Pozostaje samotność — nie ta fizyczna, ale emocjonalna.
Wycofanie, które miało chronić, zaczyna uwierać jak za ciasna klatka.
Dlaczego warto to przerwać
Uświadomienie sobie, że perfekcjonizm i lęk przed oceną nie są tarczą, lecz ciężarem, jest jak pierwszy głęboki wdech po długim wstrzymywaniu powietrza.
Można zauważyć, że inni ludzie… też się boją. Też czują się oceniani. Też nie wiedzą, czy są „wystarczająco dobrzy”.
Nikt nie jest idealny.
I nikt nie wymaga ideału — poza tym jednym, najgłośniejszym krytykiem w środku.
Kiedy zaczynamy pozwalać sobie na bycie „wystarczającym”, a nie „idealnym”, świat powoli staje się mniej zagrażający. Zamiast patrzeć na ludzi jak na sędziów, zaczynamy widzieć w nich — po prostu ludzi.
A wtedy coś pęka. Coś się luzuje. Coś zaczyna oddychać.
, ,

Gdzie rodzi się OCD? Zaburzenia obsesyjno - kompulsywne Czasem spotykam młodych ludzi, którzy na pierwszy rzut oka wydaj...
29/11/2025

Gdzie rodzi się OCD?
Zaburzenia obsesyjno - kompulsywne

Czasem spotykam młodych ludzi, którzy na pierwszy rzut oka wydają się „zwyczajni”, a jednak ich codzienność toczy się w cieniu ogromnych napięć. Drżących myśli. Powtarzanych rytuałów. Lęku, który przybrał formę obsesji. Wstrętu, który stał się silniejszy niż smutek.
Zdarza się, że pracuję z osobami w głębokim spektrum zaburzeń obsesyjno-kompulsyjnych. Ale czasem pojawia się ktoś na samym początku drogi: nastolatek, który po szkole nie dotyka ubrań, nie wychodzi z pokoju z obawy przed brudem. Ktoś, kto unika talerza z okruchami, odsuwa się od smugi na szklance, od nierównej kostki chodnika. Ktoś, komu jedynym intensywnym uczuciem pozostał… wstręt.
I wtedy pojawia się pytanie: kiedy zaczyna się OCD?
Wrażliwość jako pierwszy sygnał
Gdy pytam o początek, słyszę czasem:
„To było bardzo wcześnie. Zauważyłam brudny talerz… I odsunęłam się.”
„Liczyłam płytki na chodniku.”
„Układałam długopisy w piórniku, bo to mnie uspokajało.”
Wiele dzieci zaczyna od podobnych drobnych zachowań — tylko u niektórych stają się one mechanizmem radzenia sobie z bólem, stratą, odrzuceniem.
Liczenie. Układanie. Unikanie smugi na szklance.
One nie są problemem same w sobie.
Są próbą odzyskania kontroli, gdy świat staje się zbyt głośny i zbyt dotkliwy.
Gdy pasje pękają
W historii wspomnianej młodej osoby była zarówno wrażliwość, jak i utrata: sportowe kontuzje, złamane marzenia, kolejne rzeczy, które „przestały jej wychodzić”. I gdzieś w środku — ciche postanowienie:
„Już nie będę próbować, bo i tak się nie uda.”
Kiedy pasja gaśnie, często gaśnie też kolor życia.
A na jej miejsce przychodzą uczucia prostsze, bardziej „pragmatyczne”:
niechęć, wstręt, lęk.
One nie wymagają ryzyka.
Nie zawodzą.
Zamiana uczuć
To, co psychologia nazywa regulacją emocji, w praktyce często wygląda tak:
zamiast smutku pojawia się wstręt,
zamiast bezradności — rytuał,
zamiast lęku przed oceną — uniknięcie.
Wstręt jest „prosty”, konkretny, łatwy do nazwania.
Smutek — trudny, złożony, czasem wstydliwy.
Dlatego młody mózg wybiera to, co łatwiej unieść.
Pułapka bezpieczeństwa
Z czasem mechanizmy chroniące przed cierpieniem zaczynają… zabierać życie.
Pokój staje się twierdzą.
Perfekcyjność — jedyną normą.
Wstręt — jedynym uczuciem, które „wolno” poczuć.
A świat, który ceni powtarzalność, produktywność i idealność, nie przeszkadza.
On takie zachowania nagradza.
I tak wrażliwość zamienia się w pułapkę,
a próba ocalenia siebie staje się źródłem nowego cierpienia.
Dlaczego jedni wychodzą z porażki silniejsi, a inni zamykają się w lęku?
Nie ma jednej odpowiedzi. Ale wiemy, że znaczenie ma:
wrodzona wrażliwość,
styl przywiązania,
doświadczenia odrzucenia,
brak przestrzeni na przeżywanie „porażek”,
kultura perfekcjonizmu, która nie toleruje błędu.
Jedni uczą się, że upadek to etap drogi.
Inni — że to koniec drogi.
A gdy świat staje się dla młodego człowieka zbyt trudny, OCD może zaoferować iluzję kontroli i iluzję bezpieczeństwa.
Ale najważniejsze jest to:
Mechanizmy OCD nie powstają po to, by niszczyć.
One powstają po to, by ratować.
Dopiero później stają się ciasną klatką.
I dobrą wiadomością jest to, że tak jak nauczyliśmy się rytuałów czy unikania —
tak możemy też nauczyć się z nich wychodzić.
Krok po kroku.
Z kimś, kto zobaczy w nas człowieka, a nie lęk.

to, co nieidealne, pokazuje to co najcenniejsze.Dziś, w moim codziennym „rachunku uważności”, pojawiło się… spóźnienie. ...
24/11/2025

to, co nieidealne, pokazuje to co najcenniejsze.

Dziś, w moim codziennym „rachunku uważności”, pojawiło się… spóźnienie.

Po kilku intensywnych dniach i niedzieli pełnej ruchu zasnęłam jak suseł i obudziłam się 15 minut przed wyjazdem. Chaos, pośpiech, spóźnienie. A jednak znalazłam przestrzeń na wdzięczność.

Wdzięczność za sen, którego tak potrzebowałam.
Wdzięczność za ludzi, którzy potrafią wesprzeć bez oceniania.
Wdzięczność za przypomnienie, że czasem to „niedoskonałe” jest najlepszą lekcją czułości wobec siebie.

Dlaczego powtarzamy rodzinne historie – nawet te, które nas raniły?Czasem w gabinecie siedzi przede mną dorosła osoba, k...
14/11/2025

Dlaczego powtarzamy rodzinne historie – nawet te, które nas raniły?

Czasem w gabinecie siedzi przede mną dorosła osoba, która mówi:
„Wiedziałam, że nie chcę takiego życia jak moi rodzice. A jednak znów jestem w relacji z kimś, kto pije. Jak to możliwe?”
Ostatnio rozmawiałam z pacjentką wychowaną w domu pełnym bólu.
Mama — ciężka choroba psychiczna.
Ojciec — alkoholik, przemocowy, wciągający własnego syna w picie już od 12. roku życia.
Potem kolejne pokolenie. Brat – już jako dorosły – wybiera żonę z podobnie obciążoną historią.
Dzieci zabiera sąd, trafiają do adopcji.
Nowy dom jest spokojny, bezpieczny, pełen troski.
A jednak… kiedy dorastają, wchodzą w relacje z partnerami, którzy piją albo niosą podobne rany.
„Przecież zabrano mnie, gdy miałam rok” – powiedziała jedna z nich.
„Dlaczego to we mnie zostało?”
Bo trauma zaczyna się wcześniej, niż zaczyna się pamięć.
Zanim dziecko potrafi mówić, uczy się świata nerwami, ciałem, oddechem.
Chaos, krzyk, lęk – to wszystko „zostaje”, choć nie ma obrazów ani słów.
W dorosłości ciało często rozpoznaje to, co znajome, a nie to, co dobre.
Spokój może wydawać się obcy.
Ktoś przewidywalny – nudny.
Ktoś chaotyczny – „jakoś tak bardziej mój”.
To nie wybór świadomy.
To echo pierwszego roku życia, którego nikt nie pamięta, ale każdy nosi pod skórą.
Są też niewidzialne lojalności.
Nawet jeśli nie znamy swojej historii, czasem czujemy, że nieświadomie ją… przeżywamy.
Jakby w nas siedziało ciche:
„Muszę coś w tej rodzinie naprawić”.
Albo:
„Takie relacje są mi bliższe, bo takie były pierwsze”.
To nie jest znak słabości.
To ślad po tym, czego kiedyś dziecko nie umiało nazwać ani zatrzymać.
Dobra wiadomość? Ten schemat da się przerwać.
Nie geny decydują o naszym losie.
Decydują świadomość, relacja, proces, obecny moment.
Kiedy zaczynamy rozumieć, skąd się biorą nasze wybory –
zaczynamy mieć wpływ.
Możemy uczyć ciało, że spokój też jest bezpieczny.
Że ciepło nie oznacza zagrożenia.
Że miłość nie musi boleć.
I wtedy nawet najtrudniejsza historia staje się początkiem czegoś nowego.

Długi listopadowy weekend — czas dla duszy 💭Tym razem wyjątkowo się udało — cztery dni wolnego, w tym poniedziałek, któr...
10/11/2025

Długi listopadowy weekend — czas dla duszy 💭
Tym razem wyjątkowo się udało — cztery dni wolnego, w tym poniedziałek, który zaklepałam już dawno temu. Miał być wyjazd, może góry, może morze... A jednak zostałam.
Moje serce pragnęło ciszy, spokoju, medytacji.
Po tygodniach pełnych działań, zaangażowania, rozmów o ochronie jezior człuchowskich i drzew przed wycinką — poczułam, że potrzebuję zatrzymać się we własnym życiu.
Ten weekend spędzam w domu, w rytmie natury, porządkując przestrzeń, myśli i emocje.
Bez planu, bez presji. Z uważnością na to, co naprawdę ważne.
Czasem największym luksusem nie są podróże ani atrakcje, ale chwila, w której możemy po prostu być.
Z sobą. W ciszy. W zgodzie z tym, co w nas żywe

08/11/2025
O dychotomii współczesnego świętowaniaW dzisiejszych czasach pojawia się wyraźna dychotomia w obchodzeniu Halloween i Ws...
02/11/2025

O dychotomii współczesnego świętowania

W dzisiejszych czasach pojawia się wyraźna dychotomia w obchodzeniu Halloween i Wszystkich Świętych.

Z jednej strony świat zachodu, komercjalizacja śmierci: kościotrupy, duchy, demony. Zabawa śmiercią. Kościół katolicki przestrzega, że może to być niebezpieczne — że przekraczamy granicę, wchodzimy w świat demonów.

Z drugiej strony forma, jaką przyjmuje Kościół w Polsce: biało, aniołki, kostiumy, bale. Coraz częściej infantylna. Brakuje wysiłku, poświęcenia, refleksji nad przemijaniem, nad kruchością życia. A przecież świętość to nie dekoracja.
Szkoda, że tak bardzo się rozdzieliliśmy. Z jednej strony zabawa w duchy i kościotrupy, z drugiej — anioły i święci w kostiumach. Człowiek jest i tym, co umiera, i tym, co może zmartwychwstać.

Jak pisał Norwid:
„Bo piękno na to jest, by zachwycało / Do pracy – praca, by się zmartwychwstało.”

Piękno, życie i świętość wzywają nas do pracy nad sobą. Do świadomego doświadczania przemijania. Do pamięci o śmierci, która nadaje głębię życiu. Nie chodzi o maski ani dekoracje, lecz o autentyczne spotkanie z tym, co ulotne, i z tym, co może odrodzić się w nas.

Niech te dni przypominają, że wszyscy jesteśmy powołani do świętości. Że pamięć o śmierci nie odbiera nam radości, lecz nadaje jej prawdziwe znaczenie. I że piękno, które nas otacza, wzywa do pracy — by życie mogło zmartwychwstać.

fot.Joanna Buraczewska

Świętość, śmierć i zmartwychwstanie – refleksja w dniu wspomnieniaW Polsce — mamy bogatą tradycję dni takich jak Wszystk...
02/11/2025

Świętość, śmierć i zmartwychwstanie – refleksja w dniu wspomnienia

W Polsce — mamy bogatą tradycję dni takich jak Wszystkich Świętych, kiedy nie tylko wspominamy tych, którzy przeszli już „za zasłonę”, ale również zatrzymujemy się nad kruchością życia, nad śmiercią jako realnym doświadczeniem człowieka i — co może najważniejsze — nad powołaniem do świętości.

Świętości nie czyni idealność — czyni ją wezwanie: do życia pełnią, do świadectwa, do realizacji tego, kim jesteśmy w relacji z Innym. Nie chodzi o zamknięcie się w błyszczącym obrazie anioła, lecz o autentyczne doświadczenie‑życia – ze śmiercią, przemijaniem, słabością i zmartwychwstaniem. W tradycji słowiańskiej, w obrzędach Dziadów, w czasie refleksji nad śmiercią, nad tym co minione i nad «tu i teraz», tkwi mądrość, którą warto pielęgnować.
Zwróćmy uwagę, że nie chodzi o „ani‑ani” w sensie: albo wyłącznie przypominać o śmierci, albo tylko organizować zabawę, by zapomnieć. Chodzi o „zarówno‑i”: o pamięć śmierci jako elementu życia, i nadzieję życia jako konstytutywną w człowieku. Aby światło mogło być postrzegane nie jako dekoracja, ale jako życie; aby sól ziemi nie była jedynie dodatkiem, ale konkretną obecnością.
Jak napisał Norwid:
„Bo nie jest światło, by pod korcem stało, / Ani sól ziemi do przypraw kuchennych, / Bo piękno na to jest, by zachwycało / Do pracy – praca, by się zmartwychwstalo
W tym krótkim fragmencie ‑‑ „do pracy – praca, by się zmartwychwstało” – zawiera się głęboka prawda: że świętość jest owocem życia‑zadania; że przemiana, zmartwychwstanie (niekoniecznie tylko w sensie religijnym, ale też egzystencjalnym) wymaga zaangażowania, pracy, świadomego «bycia».
W kontekście dnia, w którym wspominamy umarłych i świętych, warto więc przypomnieć sobie trzy kluczowe aspekty:

Pamięć śmierci – Śmierć nie jest wyłącznie tragedią czy dramatem, jest również częścią ludzkiej kondycji. Ona nas uczy wartości życia. Zamiatanie jej pod dywan, zamienianie jej wyłącznie na maskaradę strachu lub zabawy, może powodować, że zatracamy głębię doświadczenia.
Powołanie do świętości – Nie chodzi o bycie aniołem w idealnym sensie, lecz o uczenie się święcia: czyli dawania życia, bycia obecnym, relacji, wierności, otwartości na wartość drugiego człowieka i większy sens.
Nadzieja zmartwychwstania/przemiany – Pamięć śmierci i świadomość własnej kondycji ludzkiej nie mają być celem samym w sobie, ale prowadzą do przemiany. Do zmartwychwstania w sensie: życie‑tu‑i‑teraz inne niż tylko trwanie.

W przedszkolu, w mieście, w naszych rodzinach – gdy uczestniczymy w balach, kostiumach, upiorach lub aniołach – możemy dać dzieciom i sobie także przestrzeń, by powiedzieć: „Tak, śmierć jest częścią naszej historii. Ale jesteśmy wezwani do życia. Jesteśmy wszyscy świętymi. I jesteśmy powołani do ‑‑ bycia – bogatszym niż tylko strachem i zabawą”.
Zatem: zamiast zneutralizować śmierć, niech stanie się ona zachętą do życia pełniej. Zamiast upraszczać świętość, niech nas skłoni do autentyczności. Zamiast zamieniać całą historię w maskaradę, niech ona – „praca – by się zmartwychwstało” – stanie się zachęcającym horyzontem.
Dla tych, którzy pracują z dziećmi, dla tych, którzy chcą refleksji – niech ten dzień będzie chwilą prawdziwego zatrzymania. I przypomnienia: „Jesteśmy wszyscy świętymi”.
fot. Ewa Stadnik

Dlaczego ojciec potrafi być tak okrutny wobec własnych dzieci? Kontynuując poprzedni post wysyłam odrobinę psychologiczn...
29/10/2025

Dlaczego ojciec potrafi być tak okrutny wobec własnych dzieci?

Kontynuując poprzedni post wysyłam odrobinę psychologicznej interpretacji.

To pytanie, które zadają sobie tysiące dorosłych dzieci wychowanych w domach przemocowych.
Jak to możliwe, że człowiek, którego wszyscy lubią – w pracy, wśród znajomych, w sąsiedztwie – w domu zamienia się w kogoś okrutnego, zimnego, przerażającego?
Dla świata bywa miły.
Dla obcych – zabawny, towarzyski, pomocny.
Dla swoich dzieci – potrafi być bezlitosny.
Zrozumienie tego paradoksu jest bolesne, ale potrzebne, żeby przestać brać winę na siebie.
1. Maska społeczna – podwójne życie sprawcy
Wielu ojców przemocowych nosi maskę „dobrego człowieka”.
To często osoby, które boją się oceny i desperacko potrzebują aprobaty.
Na zewnątrz więc grają rolę „porządnego faceta” – pomagają, żartują, rozdają cukierki dzieciom sąsiadów.
Tylko w czterech ścianach spuszczają maskę i pokazują swoją prawdziwą twarz – pełną złości, kontroli, pogardy.
Dlaczego? Bo w domu nikt ich nie ocenia. Tam czują się silni.
Na zewnątrz – udają, by przetrwać.
2. Alkohol i bezsilność
Alkohol często staje się katalizatorem przemocy.
Nie tworzy zła z niczego, ale usuwa hamulce, które jeszcze trzymały emocje w ryzach.
Za każdym atakiem agresji stoi bezradność, frustracja, poczucie porażki.
Niektórzy mężczyźni biją, bo nie potrafią inaczej przeżyć własnego bólu.
Wybierają najłatwiejszy cel – słabszego.
3. Wstyd i zazdrość wobec dzieci
To bardzo trudne, ale czasem ojciec nienawidzi dziecka za to, że jest dzieckiem.
Za jego czystość, spontaniczność, emocje, których sam już nie potrafi czuć.
Dziecko przypomina mu, kim mógł być, gdyby ktoś go kiedyś pokochał.
Więc zamiast je chronić – karze.
W ten sposób nieświadomie „mści się” na własnym dzieciństwie.
4. Dziedziczenie chłodu emocjonalnego
Okrutni ojcowie bardzo często sami byli chłostani, bici, zawstydzani.
Nie nauczyli się, czym jest czułość.
W ich świecie słabość to wstyd, a empatia – zagrożenie.
Więc gdy dziecko płacze, zamiast współczucia, pojawia się gniew: „Zamknij się, bo ci dam powód do płaczu.”
Tak właśnie rodzi się przekaz: miłość = ból.
5. Dlaczego inni go lubią?
Bo tacy ludzie potrafią być czarujący.
To często mistrzowie manipulacji – wiedzą, jak zrobić wrażenie, jak mówić, jak się uśmiechać.
Świat zewnętrzny ich podziwia, a dom cierpi.
Dzieci dorastają z pytaniem:
„Jak to możliwe, że nikt tego nie widział?”
Niestety, wielu ludzi nie chce widzieć – bo łatwiej wierzyć w ładną maskę niż w brutalną prawdę.
6. Co można zrobić z tą wiedzą?
Najważniejsze to zrozumieć:
To nie Ty byłaś winna.
To nie Twoje zachowanie sprawiło, że ojciec był taki.
Zrozumienie jego mechanizmów nie oznacza usprawiedliwienia.
Oznacza, że przestajesz nosić jego wstyd i winę w sobie.
To pierwszy krok do uzdrowienia.
💬 Refleksja:
Czasami zło nie krzyczy, nie przeklina, nie pije pod sklepem.
Czasami zło nosi czystą koszulę, mówi „dzień dobry” sąsiadom i rozdaje cukierki.
Ale w domu, za zamkniętymi drzwiami, zostawia blizny, które dziecko będzie nosić przez całe życie.

28/10/2025

Kiedy bieda nie kończy się na pieniądzach
Dziś usłyszałam historię, która zostanie ze mną na długo.
Historię kobiety, która jako dziecko żyła w świecie, gdzie miłość i bezpieczeństwo były luksusem, a głód i strach – codziennością.
Jej mama chorowała psychicznie. Była obecna tylko ciałem, z oczami utkwionymi gdzieś daleko. Patrzyła w pustkę, nie reagowała, jakby świat wokół niej przestał istnieć.
Ojciec – alkoholik. Pracował, dostawał premie, paczki, rzeczy dla dzieci. Miał „dobrą opinię” – lubili go w pracy, lubiła go społeczność. Kobiety chętnie z nim rozmawiały, siadały obok. Potrafił być czarujący, rozdawał słodycze, czasem drobne pieniądze dzieciom sąsiadów.
Tylko do swojego domu nie przynosił nic.
Za progiem mieszkania ten sam mężczyzna stawał się kimś innym – brutalnym, zimnym, pełnym pogardy.
Bił, upokarzał, krzyczał.
Dla swoich dzieci nie miał czułości. Jakby ich nienawidził tylko za to, że istniały.
W zimnym domu siedziała matka i trójka dzieci – sześć, siedem, osiem lat.
W lodówce pustka, w piecu zimno, w sercach strach.
Dzieci w obdartych, brudnych ubraniach marzyły, żeby zniknąć – żeby nie słyszeć krzyków, nie czuć głodu.
Czy potrafimy to sobie dziś wyobrazić?
Dzieci w Polsce, w XXI wieku, które przychodzą do szkoły głodne, ciche, przestraszone.
Dzieci, które słyszą tylko: „Postaraj się bardziej”, „Nie przeszkadzaj”, „Zachowuj się”.
A przecież one próbują przetrwać.
Za drzwiami niektórych domów wciąż jest piekło, którego nie widać.
Za programami socjalnymi, dodatkami, świadczeniami – wciąż kryje się bieda, której nie da się przeliczyć na pieniądze.
Bieda emocjonalna, relacyjna, duchowa.
Matka tej kobiety, mimo przemocy, nie potrafiła odejść.

Adres

Arbor Gabinet Psychoterapii
Chojnice
69-600

Godziny Otwarcia

Poniedziałek 09:00 - 17:00
Wtorek 09:00 - 17:00
Środa 09:00 - 17:00
Czwartek 09:00 - 17:00

Telefon

+48504227430

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy ARBOR Gabinet Psychoterapii Katarzyna Grąbska umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Praktyka

Wyślij wiadomość do ARBOR Gabinet Psychoterapii Katarzyna Grąbska:

Udostępnij

Share on Facebook Share on Twitter Share on LinkedIn
Share on Pinterest Share on Reddit Share via Email
Share on WhatsApp Share on Instagram Share on Telegram

Kategoria