01/02/2026
Przestań troszczyć się o innych.
Zatroszcz się o siebie.
To zdanie brzmi inaczej, kiedy naprawdę się mu przyjrzysz.
Bo troska nie ma jednej twarzy.
Czasem jest cicha.
Czasem zmęczona.
Czasem ubrana w działanie, a nie w słowa.
Kobiety często troszczą się emocjonalnie.
Myślą za wszystkich.
Czują za wszystkich.
Pilnują relacji, nastrojów, atmosfery.
Dbają, żeby było dobrze, spokojnie, bez konfliktu.
Noszą w sobie cudze emocje.
Cudze potrzeby.
Cudze napięcia.
I często nie pytają siebie:
A gdzie w tym wszystkim jestem ja?
Mężczyźni często troszczą się inaczej.
Poprzez pracę.
Poprzez odpowiedzialność.
Poprzez zapewnianie bezpieczeństwa.
Poprzez myśl:
Muszę dać radę.
Muszę utrzymać.
Muszę zabezpieczyć.
Nie mogę się rozsypać.
Często nie mówią o zmęczeniu.
Nie pokazują lęku.
Nie przyznają się do przeciążenia.
Bo przecież troska ma wyglądać jak siła.
I tu spotykają się oba światy.
Ona jest wyczerpana emocjonalnie.
On jest wyczerpany odpowiedzialnością.
Ona mówi: nikt mnie nie widzi.
Ale za tym często stoi coś więcej:
Bo ja sama siebie nie pokazuję.
Bo ciągle jestem dla innych, a nie ze sobą.
Bo nauczyłam się, że moje potrzeby są mniej ważne.
Bo jak przestanę się starać, to zostanę sama.
Więc daje jeszcze więcej.
Jeszcze ciszej.
Jeszcze grzeczniej.
Jeszcze bardziej kosztem siebie.
I im bardziej znika,
tym mniej jest widziana.
On myśli: przecież wszystko robię.
A za tym często kryje się:
Jeśli przestanę, zawiodę.
Moja wartość jest w tym, ile daję i ile udźwignę.
Nie mogę się zatrzymać, bo wtedy wyjdzie, jak bardzo jestem zmęczony.
Nie wiem, jak być ważny inaczej niż przez działanie.
Więc pracuje więcej.
Bierze na siebie więcej.
Milczy dłużej.
I im więcej robi,
tym mniej jest naprawdę obecny.
I tak powstaje cisza między nimi.
Nie z braku troski.
Z nadmiaru niesłyszanych potrzeb.
Ona potrzebuje zobaczenia.
On uznania.
Oboje odpoczynku od bycia wystarczającymi.
Oboje są zmęczeni.
Oboje się starają.
Oboje się troszczą, tylko inaczej.
I oboje często zapominają o sobie.
W psychoterapii widzimy to bardzo wyraźnie:
nadmierna troska, niezależnie od formy
z czasem zamienia się w samozaniedbanie.
Bo kiedy:
Cały czas dajesz,
Bierzesz na siebie za dużo,
Ignorujesz sygnały z ciała,
Odkładasz siebie na potem
to w końcu ciało i psychika upominają się o uwagę.
Zmęczeniem.
Napięciem.
Wycofaniem.
Złością.
Pustką.
Dlatego to zdanie nie jest przeciwko trosce.
Ono jest o równowadze.
Nie przestawaj troszczyć się o innych kosztem siebie.
Nie zamieniaj miłości w obowiązek.
Nie myl odpowiedzialności z rezygnacją z siebie.
Bo troska, która niszczy, przestaje być troską.
Zatroszcz się o siebie.
Bo prawdziwa troska, ta zdrowa
zaczyna się od siebie.
Dopiero potem może iść dalej.
Bez poświęcania.
Bez znikania.
Bez łamania siebie.
Bo prawda jest taka:
kiedy jesteś wyczerpana, Twoja troska przestaje być czysta.
Zaczyna być obowiązkiem.
Ciężarem.
Poświęceniem.
A troska, która boli, nie leczy.
Najpierw Ty.
Nie dlatego, że inni się nie liczą.
Tylko dlatego, że Ty też się liczysz.
I bez Ciebie, tej prawdziwej/go, czującej/go, obecnej/go
nie ma zdrowych relacji.
Jest tylko przetrwanie.
Jak długo już trwasz?