Mgr Maria Grunwald Psychoterapeutka

Mgr Maria Grunwald Psychoterapeutka Dane kontaktowe, mapa i wskazówki, formularz kontaktowy, godziny otwarcia, usługi, oceny, zdjęcia, filmy i ogłoszenia od Mgr Maria Grunwald Psychoterapeutka, Psychoterapeuta, Czerniejewo gmina.

Kryzys psychiczny Dorośli Dzieci I Młodzież
TUS dla dzieci i dorosłych z Autyzmem
Wsparcie emocjonalne
Traumy
Bóle napięciowe
Depresja
DDA
ADHD
Cierpienie
Autoagresja
Pomoc doraźna
Konflikty

Cholera mnie bierze. Nie czytasz, bo to nie ważne, nie wygodne.Naprawdę.Kiedy trafia do mnie kolejna osoba z tym samym l...
25/02/2026

Cholera mnie bierze.
Nie czytasz, bo to nie ważne, nie wygodne.
Naprawdę.
Kiedy trafia do mnie kolejna osoba z tym samym lękiem.
Z tym samym napięciem.
Z tym samym poczuciem bycia nie taką/im.
I kiedy zaczyna mówić, a ja mam wrażenie, jakbym czytała tę samą biografię po raz setny.
Zmienia się imię, wiek, płeć.
Ale rdzeń historii pozostaje ten sam.
Coraz częściej trafiają do mnie bardzo młodzi dorośli.
Z ogromnym lękiem.
Z napięciem, które nie opuszcza ich ciała ani na chwilę.
Z poczuciem samotności, które nie znika nawet wśród ludzi.
Z problemami somatycznymi: jelita, migreny, serce, bezsenność, zaburzenia jedzenia.
Ciała mówią to, czego kiedyś nie wolno było powiedzieć ustami.
I kiedy zaczynamy rozmawiać, bardzo często słyszę komunikaty z domu:
„Dzieci i ryby głosu nie mają.”
„Z tobą jest coś nie tak.”
„Przestań wymyślać.”
„Inni mają gorzej.”
„To twoja wina.”
„Jak się nie zmienisz, to cię zostawimy.”
„Przez ciebie ta rodzina się rozpadnie.”
„Przestań beczeć, bo ja ci zaraz dam powód do płaczu.”
"Jesteś psychiczny, porąbany."

Dla dorosłego to bywa zdanie rzucone w złości.
Dla dziecka to komunikat egzystencjalny.

Twoje emocje są zagrożeniem.
Twoje potrzeby są problemem.
Twoje istnienie jest ciężarem.
Dziecko nie analizuje.
Nie nazywa tego przemocą.
Ono wyciąga jeden wniosek:
To ja jestem problemem.
I wtedy zaczynają się mechanizmy obronne.
Tłumienie.
Zamrażanie emocji.
Nadmierna odpowiedzialność.
Perfekcjonizm.
Dziecko uczy się, że miłość jest warunkowa.
Że trzeba zasłużyć.
Że za bycie sobą grozi odrzucenie.

A potem ma 25 lat i mówi:
„Mam wszystkiego dosyć.”
„Jestem zmęczona tym lękiem.”
„Czuję się uszkodzona.”
„Nie da się mnie już naprawić.”
„Na wszystko jest za późno.”
„Czasem myślę, co by było, gdyby mnie nie było.”
„Rodzicom byłoby łatwiej beze mnie.”
„Ja chyba nigdy z tego nie wyjdę.”

To nie jest dramatyzowanie.
To jest wyczerpanie układu nerwowego, który od lat żyje w trybie przetrwania.

Młodsze pokolenie częściej mówi wprost:
Nie radzę sobie.
Potrzebuję pomocy.
I to nie jest słabość.
To jest odwaga przerwania milczenia.
Bo mechanizm jest ten sam.
To samo zawstydzanie.
To samo straszenie porzuceniem.
To samo odbieranie prawa do emocji.
Zmienia się tylko sposób radzenia sobie.

Jeśli dziś 18, 25, 30-latkowie zmagają się z lękiem, depresją, poczuciem bycia wadą, to nie dlatego, że świat stał się zbyt miękki.
To dlatego, że coraz mniej osób chce dalej udawać.

Ten post nie jest po to, żeby oskarżać.
Jest po to, żeby pokazać zależność.
Słowa mają konsekwencje.
Straszenie porzuceniem ma konsekwencje.
Zawstydzanie ma konsekwencje.
Odbieranie dziecku prawa do emocji ma konsekwencje.
One nie znikają z wiekiem.
One dorastają razem z człowiekiem.

Mam też wewnętrzną złość.
Na brak świadomości.
Na powtarzalność.
Na to, jak łatwo bagatelizujemy słowa, które dla dziecka są wyrokiem.
Bo słowa naprawdę zostają.
One budują to, co człowiek myśli o sobie w wieku 25, 45 czy 65 lat.

To nie jest słabe pokolenie.
To jest pokolenie, które przestaje milczeć.

I bardzo dobrze.

Nie bądź obojętny!23 lutego, Ogólnopolski Dzień Walki z DepresjąDziś mówimy o depresji.Ale w gabinetach bardzo często za...
23/02/2026

Nie bądź obojętny!
23 lutego, Ogólnopolski Dzień Walki z Depresją
Dziś mówimy o depresji.
Ale w gabinetach bardzo często zaczynamy od lęku.
Od niepokoju, który nie pozwala spać.
Od napięcia w ciele, które nie znika.
Od natrętnych myśli.
Od kompulsji, które mają na chwilę uciszyć strach.
Od ataków paniki.
Od bóli somatycznych, gdy ciało mówi to, czego nie da się już unieść psychicznie.
Od objawów PTSD, które są echem trudnych doświadczeń.

Coraz więcej młodych dorosłych mierzy się z ogromnym wewnętrznym napięciem.
To w dużej mierze pokolenie popandemiczne.
Dzieci izolacji.
Dzieci zamknięcia.
Dzieci relacji przeniesionych do ekranu.
Są razem w sieci.
Online niemal bez przerwy.
W grupach, na czatach, w mediach społecznościowych.
A jednocześnie – bardzo samotni.
Bo bycie w kontakcie nie zawsze oznacza bycie w relacji.
Bo lajki nie zastąpią spojrzenia.
Bo wiadomość nie zastąpi obecności.

Popandemiczne dzieci dorosły w świecie, w którym zabrakło realnej bliskości w kluczowym momencie rozwoju. A dziś, mimo cyfrowych połączeń, mają ogromną potrzebę prawdziwej bliskości, rozmowy twarzą w twarz, wsparcia, poczucia, że są dla kogoś ważni.

I często o tym nie mówią.

Nie zgłaszają rodzicom, że mają ataki paniki.
Nie mówią, że nie śpią przez natłok myśli.
Nie przyznają, że boją się wyjść z domu.
Nie opowiadają o bólu brzucha przed każdą trudną sytuacją.

Bo nie chcą martwić.
Bo nie chcą obciążać.
Bo nauczyli się pomijać siebie.

Wielu z nich mówi:
„Inni mają gorzej.”
„To pewnie przejdzie.”
„Nie chcę robić problemu.”
„Jestem specyficzny”.

A problem jest realny.
Długotrwały lęk, samotność i brak bezpiecznej relacji bardzo często prowadzą do depresji.
Depresja nie pojawia się znikąd.
Często wyrasta z niewysłuchanego niepokoju.

Dlatego w Ogólnopolskim Dniu Walki z Depresją warto zobaczyć szerzej.
Zobaczyć lęk.
Zobaczyć napięcie.
Zobaczyć samotność młodych ludzi, którzy są ciągle online, a tak rzadko naprawdę w relacji.

Oni nie potrzebują kolejnej oceny.
Potrzebują wsparcia.
Uważności.
Bezpiecznej obecności.

Jeśli jesteś rodzicem, zapytaj i wysłuchaj.
Jeśli jesteś nauczycielem, zauważ.
Jeśli jesteś dorosły i widzisz w tym siebie, masz prawo prosić o pomoc.

Popandemiczne dzieci dorosły.
Ale ich potrzeba bliskości wcale nie zniknęła.

Nie tylko dziś, 23 lutego.
Każdego dnia.

Dziś mój gabinet też jest przygotowany na ukochanie siebie, w walentynkowej odsłonie ❤️ Bo psychoterapia i bycie w proce...
14/02/2026

Dziś mój gabinet też jest przygotowany na ukochanie siebie, w walentynkowej odsłonie ❤️ Bo psychoterapia i bycie w procesie to jedna z najpiękniejszych form troski o siebie. To decyzja, by dać sobie uwagę, czułość i prawdziwą obecność.

UkochaniWalentynki nie są tylko o tym, żeby dostać coś od kogoś.Nie są tylko o kwiatach, kolacjach, wiadomościach z serd...
14/02/2026

Ukochani
Walentynki nie są tylko o tym, żeby dostać coś od kogoś.
Nie są tylko o kwiatach, kolacjach, wiadomościach z serduszkiem.
To też, a może przede wszystkim, dzień, w którym możesz dać prezent samemu sobie.

Nie musisz być idealny/a.
Nie musisz być najlepsza/y.
Nie musisz być wspaniały/a, wyjątkowa/y, na sto procent, na medal, na maksa.
Nie musisz niczego udowadniać.
Nie musisz się poprawiać, naprawiać, ulepszać, żeby zasłużyć na miłość.

Możesz po prostu być.
Tak jak jesteś.
Z całym swoim światłem i cieniem.
Z tym, co Ci wychodzi i z tym, co wciąż jest w drodze.
Z wrażliwością. Z niedoskonałością. Z prawdą.

Największym prezentem, jaki możesz sobie dziś podarować, jest przestrzeń.
Przestrzeń na bycie tu i teraz.
Na oddech.
Na łagodność wobec siebie.
Na akceptację siebie dokładnie takim/ą, jakim/ą jesteś.

Ukochanie siebie to nie jest egoizm.
To nie jest narcyzm.
To nie jest za dużo.
To fundament.

Bo jeśli my sami siebie nie ukochamy, nikt nie ukocha nas lepiej.
To my znamy swoje lęki.
To my wiemy, ile razy było trudno.
To my czujemy swoje ciche zwycięstwa, których nikt nie widzi.

My potrafimy zrobić to najczulej.

Kiedy w środku czujesz ukochanie siebie, zaczynasz inaczej patrzeć na świat.
Inaczej słyszysz komplementy.
Inaczej przyjmujesz gesty miłości.
Bo dopiero wtedy naprawdę możesz je przyjąć.

Jeśli w środku jest pustka, jeśli w środku jest surowy sędzia, trudno uwierzyć, że ktoś może kochać Cię naprawdę.
Trudno przyjąć to w pełni.
Zawsze pojawi się wątpliwość.

Dlatego to takie ważne, żeby zacząć od siebie.

Najpierw dać sobie czułość.
Najpierw dać sobie zgodę.
Najpierw powiedzieć sobie:
Widzę Cię. Wiem, że się starasz. Wystarczasz.

Nie ma większej wartości, jaką możesz sobie podarować w tym dniu niż własne ukochanie.
Nie ma piękniejszego prezentu niż wewnętrzne:
Jestem dla siebie ważna. Jestem dla siebie ważny.

A kiedy to poczujesz naprawdę,
świat zacznie odpowiadać tą samą energią.

Ukochani,
zatrzymajcie się dziś na chwilę.
Przytulcie siebie w myślach.
Dotknijcie serca z łagodnością.
Bo miłość, której szukamy na zewnątrz,
zawsze zaczyna się w środku.

A jeśli chcesz, napisz w komentarzu jedno zdanie, które dziś podarujesz sobie z miłością.
Jedno czułe słowo dla siebie.
Niech ta przestrzeń stanie się miejscem wzajemnego ukochania.

Przestań troszczyć się o innych.Zatroszcz się o siebie.To zdanie brzmi inaczej, kiedy naprawdę się mu przyjrzysz.Bo tros...
01/02/2026

Przestań troszczyć się o innych.
Zatroszcz się o siebie.

To zdanie brzmi inaczej, kiedy naprawdę się mu przyjrzysz.
Bo troska nie ma jednej twarzy.
Czasem jest cicha.
Czasem zmęczona.
Czasem ubrana w działanie, a nie w słowa.

Kobiety często troszczą się emocjonalnie.
Myślą za wszystkich.
Czują za wszystkich.
Pilnują relacji, nastrojów, atmosfery.
Dbają, żeby było dobrze, spokojnie, bez konfliktu.
Noszą w sobie cudze emocje.
Cudze potrzeby.
Cudze napięcia.
I często nie pytają siebie:
A gdzie w tym wszystkim jestem ja?

Mężczyźni często troszczą się inaczej.
Poprzez pracę.
Poprzez odpowiedzialność.
Poprzez zapewnianie bezpieczeństwa.
Poprzez myśl:
Muszę dać radę.
Muszę utrzymać.
Muszę zabezpieczyć.
Nie mogę się rozsypać.
Często nie mówią o zmęczeniu.
Nie pokazują lęku.
Nie przyznają się do przeciążenia.
Bo przecież troska ma wyglądać jak siła.

I tu spotykają się oba światy.
Ona jest wyczerpana emocjonalnie.
On jest wyczerpany odpowiedzialnością.

Ona mówi: nikt mnie nie widzi.
Ale za tym często stoi coś więcej:
Bo ja sama siebie nie pokazuję.
Bo ciągle jestem dla innych, a nie ze sobą.
Bo nauczyłam się, że moje potrzeby są mniej ważne.
Bo jak przestanę się starać, to zostanę sama.
Więc daje jeszcze więcej.
Jeszcze ciszej.
Jeszcze grzeczniej.
Jeszcze bardziej kosztem siebie.
I im bardziej znika,
tym mniej jest widziana.

On myśli: przecież wszystko robię.
A za tym często kryje się:
Jeśli przestanę, zawiodę.
Moja wartość jest w tym, ile daję i ile udźwignę.
Nie mogę się zatrzymać, bo wtedy wyjdzie, jak bardzo jestem zmęczony.
Nie wiem, jak być ważny inaczej niż przez działanie.

Więc pracuje więcej.
Bierze na siebie więcej.
Milczy dłużej.
I im więcej robi,
tym mniej jest naprawdę obecny.

I tak powstaje cisza między nimi.
Nie z braku troski.
Z nadmiaru niesłyszanych potrzeb.

Ona potrzebuje zobaczenia.
On uznania.
Oboje odpoczynku od bycia wystarczającymi.

Oboje są zmęczeni.
Oboje się starają.
Oboje się troszczą, tylko inaczej.
I oboje często zapominają o sobie.

W psychoterapii widzimy to bardzo wyraźnie:
nadmierna troska, niezależnie od formy
z czasem zamienia się w samozaniedbanie.

Bo kiedy:
Cały czas dajesz,
Bierzesz na siebie za dużo,
Ignorujesz sygnały z ciała,
Odkładasz siebie na potem
to w końcu ciało i psychika upominają się o uwagę.
Zmęczeniem.
Napięciem.
Wycofaniem.
Złością.
Pustką.

Dlatego to zdanie nie jest przeciwko trosce.
Ono jest o równowadze.
Nie przestawaj troszczyć się o innych kosztem siebie.
Nie zamieniaj miłości w obowiązek.
Nie myl odpowiedzialności z rezygnacją z siebie.
Bo troska, która niszczy, przestaje być troską.
Zatroszcz się o siebie.
Bo prawdziwa troska, ta zdrowa
zaczyna się od siebie.
Dopiero potem może iść dalej.
Bez poświęcania.
Bez znikania.
Bez łamania siebie.
Bo prawda jest taka:
kiedy jesteś wyczerpana, Twoja troska przestaje być czysta.
Zaczyna być obowiązkiem.
Ciężarem.
Poświęceniem.

A troska, która boli, nie leczy.

Najpierw Ty.
Nie dlatego, że inni się nie liczą.
Tylko dlatego, że Ty też się liczysz.

I bez Ciebie, tej prawdziwej/go, czującej/go, obecnej/go
nie ma zdrowych relacji.
Jest tylko przetrwanie.

Jak długo już trwasz?

Związki nie rozpadają się przez jeden konflikt.Rozpadają się z powodu braku rozmowy i powtarzanie tego samego bez rozwią...
26/01/2026

Związki nie rozpadają się przez jeden konflikt.
Rozpadają się z powodu braku rozmowy i powtarzanie tego samego bez rozwiązania.

Na początku wszystko wygląda niewinnie.
Coś się wydarzyło. Emocje są duże.
Nie rozmawiamy od razu, bo nie ma przestrzeni, bo boli, bo lepiej poczekać.
I to jest w porządku.
Emocje są złym doradcą.

Bo problem nie jest w tym, że coś się wydarzyło.
Problem zaczyna się wtedy, gdy do tego nie wracamy w odpowiednim momencie, tylko zaczynamy to mielić w kółko po czasie.

I wtedy zaczyna się to, co wiele osób myli z pracą nad relacją.
Wracamy do tego samego.
Opowiadamy to samo.
Przeżywamy to w kółko.
Nie po to, żeby zrozumieć i pójść dalej
tylko po to, żeby rozładować napięcie emocjonalne, które i tak wraca.

Relacja w takiej sytuacji zaczyna przypominać ciasto drożdżowe.
Na początku drożdże pracują.
Jest potencjał, ciepło, możliwość wzrostu.
Ale jeśli to ciasto za długo zostawisz bez opieki?
Nie zadbasz o odpowiedni czas wyrastania i moment pieczenia,
będziesz je ciągle ugniatać, ciągle poprawiać
to ono nigdy nie stanie się czymś dobrym. Powstanie zakalec.

Niby da się zjeść.
Jednak będzie ciężkie, zbite, suche.
Trudne do przełknięcia.
Zostawi niesmak.
Obciąży żołądek.
Po nim nie poczujesz się dobrze.

Dokładnie tak samo wygląda relacja oparta na niewyjaśnionych konfliktach.
Z zewnątrz niby wszystko gra.
A w środku ciężar, napięcie, brak lekkości i przepływu.

Dokładnie tak samo reaguje psychika w relacji, w której konflikty nie są domykane.
Najpierw pojawia się frustracja i żal.
Potem niechęć.
Niechęć do rozmowy.
Niechęć do tłumaczenia się.
Niechęć do bycia blisko.

Zaczynamy się wycofywać.
Nie dlatego, że nie kochamy.
Tylko dlatego, że kontakt boli.
Następuje oddalenie emocjonalne,
nie ma ciekawości drugiej osoby,
powstaje znieczulenie zamiast bliskości.
Poczucie, że nic mi się nie chce, choć obiektywnie wszystko jest ok.

Bo to nie jest lenistwo, obojętność.
To jest przewlekłe zatrucie emocjonalne.

Jeżeli nic z tym nie zrobisz będzie
tak samo jak z mięsem mielonym.
Jedno przemielenie, w porządku.
Ale jeśli mielisz je w kółko, bez końca, bez decyzji co z nim zrobić,
to się zepsuje.
I jeśli je zjesz, zatrujesz się.

Relacja działa identycznie.
Nierozwiązany konflikt nie znika.
On fermentuje.
Wchodzi w ciało.
Wchodzi w zachowanie.
Wchodzi w sposób, w jaki patrzysz na drugą osobę.

I teraz najważniejsze.
To nie chodzi o kontrolę.
Nie chodzi o pilnowanie emocji.
Nie chodzi o radzenie sobie.

Chodzi o dojrzałość relacyjną.
O to, żeby:
dać emocjom opaść,
wrócić do tematu na spokojnie,
zobaczyć perspektywę drugiej strony,
uznać ją, nawet jeśli się z nią nie zgadzasz,
i domknąć temat, zamiast nosić go w sobie latami.

Bo relacje nie umierają gwałtownie.
One zatruwają cię powoli.

Nie myśl, że jakoś to będzie,
to jakbyś wiedział, że mięso śmierdzi,
i mimo to brał kolejny kęs.

W pewnym momencie nie chodzi już o to, czy da się jeszcze wytrzymać,
tylko o to, czy mamy odwagę przestać jeść coś,
co nas regularnie zatruwa.

DEKALOG WŁASNYCH ZAKAZÓWCzyli jak skutecznie chowamy się przed sobą.Większość z nas nosi w sobie coś, czego nigdy świado...
15/01/2026

DEKALOG WŁASNYCH ZAKAZÓW
Czyli jak skutecznie chowamy się przed sobą.
Większość z nas nosi w sobie coś, czego nigdy świadomie nie spisała,
a co rządzi nami codziennie.

Własny dekalog.
Nie przykazań życia.
Tylko zakazów istnienia.
1. Coś jest ze mną głęboko zepsute i tego nie da się naprawić.
2. Inni jakoś żyją, radzą sobie, ogarniają emocje a ja nawet nie wiem, od czego zacząć.
3. Jeśli odpuszczę kontrolę, wszystko się rozsypie i będzie tylko gorzej.
4. Muszę być czujny/a cały czas, bo inaczej wydarzy się coś złego.
5. Jak nie robię wszystkiego perfekcyjnie, to znaczy, że zawiodłem/am.
6.Moja wartość zależy od tego, czy daję radę, czy nie sprawiam problemu.
7. Nie wolno mi być słabym/ą, bo wtedy nikt mnie nie uniesie.
8. Moje potrzeby są przesadą, a emocje obciążeniem dla innych.
9. Jeśli jest mi ciężko od dawna, to znaczy, że taki/a już jestem.
10. Lepiej niczego nie oczekiwać, nie chcieć za dużo, nie ufać, wtedy mniej boli.
I z tym żyjemy.
Oddychamy tym, karmimy się tym.
Budując relacje, decyzje i całe życie wokół tego dekalogu.

Depresja mówi: nie ma sensu, to się nigdy nie zmieni.
Lęk mówi: uważaj, nie puszczaj kontroli.
DDA mówi: jak nie będziesz czujny, ktoś zawiedzie.
Perfekcjonizm mówi: jeszcze niewystarczająco dobrze.
Kontrola mówi: tylko tak jesteś bezpieczny.

Kiedy słyszę, jak pacjenci opowiadają o sobie wyłącznie przez to,
czego nie potrafią,
jak bardzo są nie tacy,
jak bardzo muszą się pilnować,
mam czasem w środku jedno, bardzo ludzkie:
ja pierdolę…

Bo to nie jest prawda o nich.
To jest system przetrwania.
Ten dekalog nie wzmacnia.
On daje iluzję bezpieczeństwa.
Jak kaktusy ustawione wokół siebie,
kłują, ranią, ale mają chronić.
Lepiej się kontrolować, umniejszać, pilnować,
niż znów poczuć bezradność.

A teraz zatrzymajmy się na chwilę.
Co by było, gdyby te kaktusy zniknęły?
Gdybyśmy zabrali kontrolę, perfekcję, czujność, ciągłe napięcie?
Gdybyś został/a sam/a ze sobą.
Bez zakazów.
Bez trybu przetrwania.
To pytanie bywa przerażające.
Bo wtedy trzeba się spotkać z prawdziwym sobą,
a nie z mechanizmem obronnym.

Dlatego proponuję coś innego.

DEKALOG WŁASNYCH WZMOCNIEŃ
Nie idealny.
Nie pozytywny.
Regulujący układ nerwowy.
Prawdziwy.
Może wyglądać tak:
1.Nawet jeśli mój umysł mówi, że jestem beznadziejny/a, to nie jest fakt, to objaw.
2. Nie muszę kontrolować wszystkiego, żeby być bezpieczny/a.
3. To, że jest mi trudno, nie znaczy, że jestem słaby/a znaczy, że długo byłem/am sam/a z ciężarem.
4. Nie muszę być perfekcyjny/a, żeby zasługiwać na spokój i bliskość.
5. Mam prawo odpuścić czujność i nie sprawdzać wszystkiego po sto razy.
6. Moje emocje nie są zagrożeniem są informacją.
7. To, że kiedyś musiałem/am być silny/a, nie znaczy, że dziś muszę być sam/a.
8. Mogę robić rzeczy wystarczająco dobrze i to naprawdę wystarczy.
9. Nie jestem zepsuty/a jestem zmęczony/a długim byciem w trybie przetrwania.
10. Mogę uczyć się życia bez ciągłego napięcia. I to jest bezpieczne.

To nie jest naiwne.
To jest regulujące.
To jest leczące.
Bo życie według dekalogu zakazów to życie w napięciu.
A życie według dekalogu wzmocnień,
to powolne wychodzenie z alarmu.

Może więc warto dziś zapytać siebie:
Czy ja nadal żyję tak, jakbym musiał/a przetrwać,
czy już mogę zacząć żyć?

I czy te kaktusy naprawdę mnie chronią…
czy tylko nie pozwalają mi wreszcie odetchnąć?
Przeczytaj, udostępnij, pomagaj.

Coraz częściej słyszę, że waga staje się definicją człowieka.Jakby liczba na wadze decydowała o tym, kim jesteśmy, jacy ...
14/01/2026

Coraz częściej słyszę, że waga staje się definicją człowieka.
Jakby liczba na wadze decydowała o tym, kim jesteśmy, jacy jesteśmy, na co zasługujemy i kiedy wreszcie możemy zacząć żyć naprawdę.

I to wcale nie dotyczy tylko osób z nadwagą czy otyłością.
To dotyczy wszystkich.
Słyszę to od ludzi w różnym wieku:
Gdybym ważyła trochę mniej, moje życie wyglądałoby inaczej.
Jak schudnę 3–4 kilo, to wtedy...
Ale też:
Jestem za gruba jeszcze, ale gdybym miała trochę większe biodra, pośladki, to byłoby lepiej.

Zauważasz to?
Nieważne, po której stronie jesteśmy. Prawie zawsze jest jakieś gdybym ważył(a) inaczej.
Jakby waga była punktem odniesienia do szczęścia, pewności siebie, relacji, odwagi, poczucia własnej wartości.
Jakby ciało miało najpierw spełnić jakiś warunek, żebyśmy mogli czuć się okej ze sobą.
A przecież waga nie jest definicją:
– nie definiuje naszych cech
– nie mówi, kim jesteśmy
– nie określa, jakimi jesteśmy ludźmi
– nie mówi nic o naszej wartości

I kiedy pytam:
Jeśli schudniesz, to czy naprawdę będziesz się lepiej czuć?
Co dokładnie miałoby się zmienić w Twoim życiu?

Często zapada cisza.
Bo odpowiedzi wcale nie są takie oczywiste.
Może więc problem nie leży w kilogramach.
Może leży w tym, że nauczyliśmy się patrzeć na siebie przez pryzmat ciała, zamiast przez to, co czujemy, czego potrzebujemy, kim jesteśmy w środku.
I może warto czasem zapytać siebie nie:
Ile powinnam/powinienem ważyć?
ale:
Dlaczego uzależniam swoje poczucie bycia wystarczającą osobą od liczby na wadze?
To pytanie nie jest łatwe.
Ale bywa bardzo uwalniające.
Prawda jest taka, że waga bardzo często staje się wygodnym wymówką.
Wymówką, żeby nie żyć.
Wymówką, żeby nie iść po swoje.
Wymówką, żeby nie pokazać się światu.
Wymówką, żeby nie czuć się wystarczającą osobą tu i teraz.
Łatwiej powiedzieć:
Jak schudnę, to będę pewniejsza/pewniejszy siebie.
niż zajrzeć głębiej i zapytać:
Dlaczego teraz nie pozwalam sobie czuć się wystarczająco?

Czasem waga staje się zasłoną.
Zasłoną dla lęku.
Dla wstydu.
Dla braku akceptacji.
Dla przekonania, że na bycie sobą trzeba najpierw zasłużyć.

Jeśli nie nauczysz się szanować siebie teraz,
to żadna liczba na wadze Ci tego nie załatwi.

Pytanie do Ciebie:
Gdyby waga jutro przestała istnieć,
co by się zmieniło w Twoim życiu?
Co dziś odkładasz na potem, myśląc, że najpierw musisz wyglądać inaczej?

Jeśli masz odwagę, napisz w komentarzu.
Może nie tylko dla siebie. Może też dla kogoś, kto czyta i myśli, że jest z tym sam.

Nie potrzebujesz cofania czasu.Potrzebujesz uznania tego, kim już jesteś.Nowe narodzenie nie polega na cofnięciu czasu.C...
08/01/2026

Nie potrzebujesz cofania czasu.
Potrzebujesz uznania tego, kim już jesteś.

Nowe narodzenie nie polega na cofnięciu czasu.
Często słychać słowa:
„Gdybym miała/ał ten rozum 10–20 lat temu, to co ja bym nie zrobiła/zrobił”.
Tylko, że patrzenie wstecz nie tworzy ruchu.
Tworzy zatrzymanie. Stagnację, zamrożenie.
Stan niebycia, nieistnienia.
Patrzenia tylko na porażki, swoje niedoskonałości, braki.
To fakty czy nasze fantazje na swój temat?

Nowe narodzenie nie zaczyna się od pytania:
Co by było, gdyby wtedy…?
ale od czegoś dużo ważniejszego:
Co ja mam dzisiaj?
Dziś mam:
– doświadczenia, także te trudne
– wiedzę, której nie da się przeczytać w książkach
– zasoby, które przyszły razem z błędami
- instynkt przetrwania
- wytrzymałość
- wrażliwość
- tęsknota za bliskością
- zaradność,
– większą uważność na siebie

I zamiast żałować, że nie było tego kiedyś, można zapytać:
Jak mogę z tego skorzystać w najbliższym roku?
Nie po to, żeby udowodnić cokolwiek światu, innym i sobie,
ale po to, żeby żyć pełniej, spokojniej, prawdziwiej.

To odrodzenie nie jest spektakularne.
Jest ciche.
Wzbogacające.
Osadzone w tym, co realne.
Nie patrz już na siebie sprzed lat.
Patrz na siebie teraz i ucz się używać tego,
co masz, w dobry dla siebie sposób.
To wystarczy.
To jest Twój nowy początek.

Jak Ty widzisz siebie w tej nowej drodze?

Niech Nowy Rok nie zaczyna się od postanowień ani od presji, że coś trzeba zmienić.Niech będzie zaproszeniem do puszczen...
31/12/2025

Niech Nowy Rok nie zaczyna się od postanowień ani od presji, że coś trzeba zmienić.
Niech będzie zaproszeniem do puszczenia nadmiaru oczekiwań i tego, na co i tak nie ma się wpływu.
Niech pojawi się więcej uważności na siebie, na sygnały ciała, na emocje, na to, co podpowiada serce.
Niech będzie więcej zgody na słuchanie własnej intuicji.
Bez pośpiechu, bez porównywania się, bez wewnętrznego przymusu więcej albo szybciej.
Niech decyzje rodzą się małe, kiedy pojawi się gotowość.
Krok po kroku, z życzliwością wobec siebie i z zaufaniem do tego, co prowadzi od środka.

Niech to będzie proces, który nie generuje napięcia ani stresu, lecz daje poczucie bezpieczeństwa, spokoju i bycia w zgodzie z tym, co jest możliwe na dany moment.

Niech rok 2026 przyniesie cichą nadzieję, że nawet bez presji i pośpiechu wszystko może układać się dokładnie tak, jak trzeba.

Do siego Roku

Niech Boże Narodzenie stanie się chwilą nowego odrodzenia.Narodzenia siebie na nowo, z tym wszystkim, co w Tobie dobre, ...
24/12/2025

Niech Boże Narodzenie stanie się chwilą nowego odrodzenia.
Narodzenia siebie na nowo, z tym wszystkim, co w Tobie dobre, silne, ciche i prawdziwe.
Niech narodzi się świeża nadzieja, spokój silniejszy niż lęk
i wiara, że nawet po najciemniejszej nocy może przyjść światło.

Życzę, aby te Święta stały się momentem wewnętrznego „od nowa”,
z większą łagodnością dla siebie i uważnością na drugiego człowieka.
Niech staną się Twoim osobistym odrodzeniem, w którym odrodzą się Twoje zasoby:
doświadczenie, wrażliwość, odwaga, mądrość i nadzieja,
które już w Tobie są i które mogą poprowadzić Cię dalej.
A to, co ciężkie, niesłużące i niepotrzebne,
niech zostanie z tyłu, bez żalu, bez poczucia straty.
Niech w to Nowe Narodzenie każdy wejdzie lżej,
niosąc ze sobą tylko to, co wspiera, buduje i daje światło.

Potraktuj to jak białą, czysta, kartkę z
przestrzenią na spokój i ciszę.
A rok 2026 stanie się zapisem nowego etapu,
tworzonego od nowa, uważnie, w zgodzie ze sobą,
z tym, co wspiera, buduje i daje sens.

Niech te Święta będą początkiem dobrego, jasnego początku.

Wszystko zależy od naszego patrzenia na siebie.Kiedyś myślałam, że imieniny w grudniu są bez sensu.  Przeniosłam na sier...
08/12/2025

Wszystko zależy od naszego patrzenia na siebie.
Kiedyś myślałam, że imieniny w grudniu są bez sensu. Przeniosłam na sierpień.
Czy miały sens? Nie wiem. Po prostu były.
Kilka lat temu wróciły na swoje miejsce.
Przecież grudzień to najpiękniejszy miesiąc, atmosfera świąt, magiczne światło, zapachy. Teraz je czuję.
Wcześniej to nie grudzień mi przeszkadzał, to ja sama sobie przeszkadzałam. Nie akceptując siebie, negowałam w ten sposób swoje święto.
Teraz za nic nie chciałabym zmiany.
Wreszcie zauważam tę magię imienin w grudniu.
A jak jest u Ciebie?

Adres

Czerniejewo Gmina

Telefon

+48790290419

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Mgr Maria Grunwald Psychoterapeutka umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Praktyka

Wyślij wiadomość do Mgr Maria Grunwald Psychoterapeutka:

Udostępnij

Kategoria