28/03/2026
Zrozumiałam swoje ADHD. Nie czuję się już „zaburzona”.
W moim wnętrzu sama nazwa przestała już mieć kluczowe znaczenie, ale sama diagnoza zmieniła moje życie.
Pamiętam czasy, kiedy myślałam o sobie zupełnie inaczej niż dzisiaj, czułam się zawsze inna, niedopasowana, roztrzepana, było mnie wszędzie pełno.
Pamiętam codzienność, w której:
• Szukanie kluczy było moim stałym punktem dnia.
• Spóźniałam się prawie na każde spotkanie, walcząc z czasem, który zawsze przeciekał mi przez palce. Nauczyłam sie docierać wszędzie przed czasem.
• Moje dziąsła krwawiły, bo tak mocno przyciskałam szczoteczkę – w głowie planując już tysiąc zadań, nie rejestrując nawet, że właśnie myję zęby.
• Byłam całkowicie „sklejona” z każdą emocją, bez milimetra przerwy między impulsem a czynem. Przerywałam innym, bo mój wewnętrzny ogień nie pozwalał mi czekać.
Dzisiaj wszystko zwolniło. I jest mi w tym dobrze.
Klucze leżą na swoim miejscu. Na spotkania przychodzę na czas (no czasami trochę przed czasem – wiecie o co chodzi😊). Podczas mycia zębów nie planuję dnia – patrzę, jak rusza się szczoteczka. To moja mała, codzienna medytacja.
Znalazłam w sobie ciszę, która wypełnia przerwę, zanim coś powiem. Słucham z zaciekawieniem i uważnością. Nie czuję już potrzeby opowiadania obcym ludziom o swoich traumach, by poczuć ulgę. Ta ulga mieszka teraz we mnie.
Przestałam być „Ratownikiem” świata.
Mój wewnętrzny Ratownik wreszcie odpoczywa. Nie chcę już zbawiać wszystkich dookoła. Uznaję, że każdy ma swoją drogę. Moja empatia – kiedyś wyczerpująca, bo chłonęłam emocje innych jak gąbka – stała się moim darem. Czuję emocje bez słów, ale już ich nie kolekcjonuję. Nie pozwalam im zostać w moim systemie.
Staram się siebie nie oceniać. Czuję się całością. Nie utrzymuję już relacji, które mnie wyczerpują, bo znam swoją wartość i nie mam najmniejszej potrzeby jej udowadniania.
Można wyjść z kołowrotka ADHD-owego napięcia. Można zamienić pęd na obecność. Ja to zrobiłam i to jest najpiękniejszy prezent, jaki mogłam sobie podarować.