24/11/2025
Pokojowy akt agresji… to brzmi jak paradoks, ale w ludzkim ciele i psychice to czysta prawda, choć rzadko wypowiadana na głos.
Agresja w swojej najczystszej, nie-zniekształconej formie nie jest przemocą.
To energia ruchu: “odejdź”, “zatrzymaj się”, “nie przekraczaj mnie”.
To płomień, który wypala mgłę, a nie płonie po to, by ranić.
To agresja pierwotna - ta zdrowa, ta od której zależało nasze przetrwanie.
Gdy ciało czuje zagrożenie, wybucha jak błyskawica: szybkie, klarowne, bezkompromisowe.
Nie po to, by zdominować, lecz by ocalić to, co kruche i żywe w środku.
Jest w tym coś świętego.
Granica postawiona z tej energii jest jak nagłe zatrzaśnięcie drzwi przez wiatr: “stop, tu nie wchodzisz”.
Bez tłumaczenia.
Bez przepraszania.
Bez robienia miejsca komuś, kto nie ma prawa brać.
I bywa, że właśnie ten błysk agresji - krótki, instynktowny, czysty - daje nam powrót do siebie.
Mówi: “moja wartość jest nienaruszalna”.
Przypomina ciału, że może się bronić.
Leczy w nas to, co kiedyś musiało milczeć.
Agresja staje się wtedy jak dzikie zwierzę u naszego boku: nie po to, by atakować świat, lecz by świat wiedział, że nie jesteśmy bezbronni. 🐺