25/03/2026
Malarstwo od zawsze było mi bliskie.
Nie jestem znawcą. Jestem amatorem estetą, który lubi "wgryzać się" w dusze artystów, poprzez ich twórczość.
Nie od dziś wiadomo, że za malowanie często biorą się wrażliwcy. I może to właśnie jest sedno tego mojego przyciągania.
Lubię także czytać biografie artystów, żeby móc spojrzeć na ich obrazy, ich oczami.
Czuję się wtedy, jakbym na chwilę weszła w czyjąś wrażliwość.
Były momenty, kiedy fascynowało mnie Art Deco, innym razem Impresjonizm, czasem sztuka współczesna albo małe formy graficzne, iluzjonistyczne.
Dziś, tworząc grafikę, wróciłam myślą do Fowizmu.
I pomyślałam, że może on nie jest o kolorach.
Może jest o niedoskonałości.
O odwadze pójścia za intuicją.
Za tym, co się czuje, nawet jeśli nie jest „poprawne”.
Bo przecież w życiu często robimy coś zupełnie odwrotnego.
Konformizm sprawia, że zamiast słuchać siebie, często podążamy za większością.
Dla spokoju. Dla akceptacji.
Czasem ze strachu przed odrzuceniem.
A co, jeśli to, co w nas najbardziej „inne”, jest właśnie najbardziej nasze?
Może nie wszystko musi być zgodne?
Może nie wszystko musi być zrozumiałe dla innych?
Może czasem warto być jak fowiści i pomalować swój świat tak, jak się go naprawdę czuje.
Może, podążając za intuicją, akceptując to, że wybór innej drogi, może spotkać się z formą odrzucenia przez innych, będzie zalążkiem wolności?
Jak uważacie?