19/05/2026
https://www.facebook.com/share/1E5qXMukf4/
"Kochani,
długo zastanawiałam się, czy napisać ten list. Jestem babcią małej dziewczynki, która odeszła jeszcze zanim zdążyła naprawdę poznać świat. Byłam przy mojej córce w szpitalu. Towarzyszyłam jej od chwili, gdy lekarz wypowiedział słowa, po których nic już nie było takie samo.
Pamiętam ten korytarz. Jasny, zwyczajny, pełen ludzi, którzy żyli swoim życiem. A dla nas czas wtedy zatrzymał się całkowicie. Moja córka siedziała nieruchomo i patrzyła gdzieś przed siebie. Nie płakała od razu. Chyba człowiek najpierw przestaje rozumieć, co właśnie usłyszał.
Jako matka chciałam ją ochronić. Tak jak chroni się dziecko przez całe życie. Chciałam powiedzieć, że to pomyłka, że wszystko będzie dobrze, że lekarze się mylą. Ale pierwszy raz w życiu nie umiałam jej uratować przed bólem.
W szpitalnej sali było cicho. Za cicho. Widziałam, jak moja córka głaskała brzuch i szeptała do swojego dziecka. Widziałam jej strach przed porodem, którego żadna kobieta nie powinna doświadczać w taki sposób. Widziałam też ogromną miłość. Tak wielką, że mieściła w sobie i nadzieję, i rozpacz jednocześnie.
Najtrudniejsze były momenty, kiedy zostawałam sama. Gdy wychodziłam na korytarz i musiałam udawać silną. Bo przecież matki mają być silne. Babcie też. A ja wtedy opierałam się o ścianę i płakałam po cichu, żeby córka tego nie słyszała.
Pamiętam też moment, którego bałam się chyba najbardziej. Moja córka zapytała cicho: „Ale w co my ją otulimy? Ona jest taka maleńka…”. Wtedy sama poczułam bezradność. Bo przecież człowiek nawet nie myśli wcześniej o tym, że dziecko może być zbyt małe na ubranka ze sklepu, zbyt delikatne na wszystko, co zna świat.
Wówczas przyszła położna. Przyniosła maleńki rożek, czapeczkę i wszystko, czego potrzebowaliśmy, aby godnie pożegnać naszą wnuczkę. Nigdy nie zapomnę tej chwili. Tego spokoju w jej głosie i czułości, z jaką mówiła o naszym dziecku. Dla wielu osób mogły to być tylko rzeczy. Dla nas były dowodem, że nasze maleństwo jest ważne. Że ktoś widzi w niej dziecko, a nie tylko medyczną historię.
Pamiętam maleńkie ubranko, które później składałam drżącymi rękami. Nigdy nie przypuszczałam, że będę wybierać rzeczy na pożegnanie własnego wnuczka. Że zamiast planować wspólne spacery i pierwsze święta, będziemy uczyć się żegnać dziecko, które dopiero miało przyjść na świat.
I choć minął czas, wiem jedno — nie umiera tylko dziecko. W pewnym sensie umiera też kawałek całej rodziny. Marzenia, oczekiwania, wyobrażenia o przyszłości. Ale jednocześnie rodzi się coś innego. Ogromna czułość wobec siebie nawzajem. Cisza, która już zawsze będzie miała imię tego dziecka.
Piszę ten list, bo chcę powiedzieć innym babciom i dziadkom: wasz ból też jest prawdziwy. Często stoimy z boku, próbując podtrzymać własne dzieci, zapominając o sobie. A przecież my również kochaliśmy to maleństwo od pierwszej chwili.
Dziękuję Fundacji za to, że pokazujecie, iż te dzieci były i są ważne. Że ich krótkie istnienie zostawia ślad w całych rodzinach.
Babcia małej gwiazdki"
wśród fanów