24/01/2026
ABC KULTURY NA STOKU
Na stoku bardzo szybko widać, kto uczył się jeździć bez instruktora, „po taniości” z byle jakim albo z YouTube i komentarzy pod filmami.
Poniżej – przypominajka, jak jeździć z klasą, żeby było fajnie, bezpiecznie i żeby nikt nie przewracał oczami pod goglami.
Zima, stok, śnieg, relaks. I nagle pojawia się on – zawodnik, hamuje gwałtownie metr przed kolejką, sypiąc po wszystkich śniegiem, jakby właśnie przypomniał sobie, że to jednak koniec trasy. Nie wiem, co takimi ludźmi kieruje. Sknerstwo? Może chęć wykorzystania każdego centymetra – w końcu zapłacił za karnet. To ten sam typ, który taranuje wszystkich i pogania kolejkę, szturchając każdego, żeby zdążyć odbić się na bramce, bo została mu ostatnia minuta na karnecie.
Właśnie wygrałeś konkurs Oszczedzam na kulturze jazdy.
Kolejka do wyciągu to nie miejsce na spacery w przód i w tył ani na spontaniczne tańce synchroniczne. Nie poruszamy się w niej jak na przystanku PKS. (Myślimy zeby wypuścić nowy produkt - kolce na wierzch swoich nart). Trzymamy sensowną odległość, bo narty i deski mają swoje rozmiary, a po pierwszych bramkach zaczynamy tworzyć układy cztero- lub sześcioosobowe – szczególnie przy młynie. Dzięki temu kolejka nie wozi powietrza, bo ktoś „czeka na czwórkę”, a jedna osoba jedzie sama.
Wchodzimy po prostu po kolei – nieważne, czy jedziesz solo, w parze czy w ekipie „panowie, jedziemy razem”.
Przysięgam, że jak jeszcze raz jakiś luzem puszczony dziecior zacznie zwoływać kolegów z końca kolejki to go złapie i obkleję taśma albo przynajmniej obkleję mu cały kask z goglami, nie zgubi ich. Każdy czeka dokładnie tak samo długo. A jeśli jesteś bez kijów i kolejka idzie lekko z górki, naprawdę warto wziąć poprawkę, żeby nie wjeżdżać w innych. Tak – kije są po coś. To nie rekwizyt do zdjęć.
Wyciąg.
Pałąk opuszczamy przy starcie powoli, sprawdzając, czy kogoś nie przytrzaśniemy albo nie uszczypniemy zwłaszcza w palce. Podnosimy go dopiero przy wysiadaniu – nie pół sekundy wcześniej, nie 10 metrów przed stacją, nie dlatego, że „zawsze tak robię”, nie dlatego, że ktoś się boi i nie po to, żeby pokazać, jak bardzo się nie boimy wisieć na wysokości.
Na taśmie albo w miejscu siadania nie dziubiemy kijami, nie otrzepujemy się jak mokry pies i nie podskakujemy z nudów. Uginamy kolana, ustawiamy biodra – tyłek czeka na siodło, a nie odwrotnie.
Przy krzesłach cztero- i sześcioosobowych nie ma tu wielkiej filozofii: dwie osoby siadają skrajnie po bokach lub pośrodku, jedna zawsze siada na środku. Co ważne – ustawiamy się tak już na taśmie, a nie wtedy, gdy siedzimy już na krześle. Jeśli widzimy, że jesteśmy sami na taśmie, ustawiamy się na środku.
Na stoku.
Rozglądanie się to nie opcja premium. Przy zmianie kierunku jazdy (jazda dużymi łukami) zerkamy, czy nie zajeżdżamy komuś drogi. Przewidywalność dziś jest luksusem, a kiedyś była normą. Dawniej słabsi i uczący się trzymali się boków, środkiem jeździli bardziej zaawansowani. Dziś wszyscy są wszędzie, więc tym bardziej warto jeździć czytelnie i odpuścić kaskaderskie popisy, gdy stok jest zapchany. Pierwszeństwo na stoku zawsze ma ten niżej. Zawsze. Nawet jeśli jedzie wolno, jedzie brzydko, jedzie „jak worek kartofli”, To Ty, jadący z góry, masz go ominąć. Kropka.
Najsamprzód bezpieczeństwo 🙂
I nie – to nie jest wojna narty kontra deska. Doświadczenie pokazuje jedno, problemem nie jest sprzęt ani styl jazdy, tylko człowiek. Brak myślenia boli bardziej niż źle dobrane narty.
Jest jeszcze kwestia dźwięków. Na stoku chcę słyszeć naturalne odgłosy tego miejsca – zwłaszcza szusy. Śmiech, rozmowy, wrzawa – wszystko okej, dopóki ktoś nie zaczyna drzeć japy pół metra od czyjegoś ucha, głosić swoich życiowych filozofii i rozglądać się, czy już zabłysnął humorem.
Absolutnym szczytem relaksu są rozmowy telefoniczne na wyciągu: rozwiązywanie problemów w firmie i opierd.. pracowników. Dokładnie to każdy chce słyszeć – z jednej strony rozkrzyczana młodzież, z drugiej szef wszystkich szefów. Czysta zimowa rekreacja.
Upadki, wiązania i ogarnięcie sprzętu to temat rzeka.
Upadłeś? Wstań jak człowiek – bez leżenia, zwracania na siebie uwagi i udawania, że się relaksujesz. Gleba na stoku nikogo nie dziwi. Stąd znieczulica, jeśli ktoś naprawdę będzie potrzebował pomocy, nikt się nie zapyta ani nie obejrzy, bo to młodzież się bawi.
Umiejętność zapinania i rozpinania butów, wpinania i wypinania się z wiązań, wstawania odpowiednią techniką (tak, są techniki) i ogarnięcia sprzętu to alfabet.
Są też rzeczy absolutnie podstawowe, o których jakimś cudem wciąż trzeba przypominać: poruszanie się na swoim sprzęcie, obcieranie butów ze śniegu przed wpięciem w wiązania, jazda jodełką pod małe wzniesienie lub na płaskim z odpychaniem się kijami. I – uwaga, tadam – ustawianie nart prostopadle do stoku, żeby się nie ześlizgnąć. Przydaje się to zwłaszcza przy wstawaniu po upadku.
Do tego dochodzi zdrowy rozsądek przy zatrzymywaniu się- nie stajemy za zakrętem, za muldą, trawersem ani na środku trasy. Jeśli musisz stanąć, rób to z boku i w miejscu widocznym z daleka.
Sprzęt zgubiony? Zabezpiecz miejsce – nie biegaj w poprzek trasy zwłaszcza za górką.
Dzieci na stoku - uwielbiamy dzieci, żeby nie było, ale tylko dzieci fajnych rodziców. Uczymy od małego wszystkich tych zasad, zwłaszcza, sygnalizowania skrętu i zatrzymywania się z boku. Dobre nawyki od początku.
Na koniec klasyk: grzaniec po jeździe – super. Grzaniec przed albo w trakcie – średni pomysł.
Wszyscy chcemy wrócić do domu zmęczeni jazdą, a nie ludźmi.
Stok to wspólna przestrzeń.
Ps. Ostatnio wyświetla nam się dużo słodkich filmików na social mediach z dziećmi śpiącymi podczas jazdy na nartach 2-3 latki. Rodzice... jesteście bardzo do tyłu, nowością są prenatalne stoki, więcej informacji udzieli Wam wasz ginekolog.