Psycholog Joanna Bakaluk

Psycholog Joanna Bakaluk Jestem dyplomowanym psychologiem z wieloletnim doświadczeniem pedagogicznym.

Dzisiaj jest Międzynarodowy Dzień Życzliwości, a wiec bądźmy dla innych takimi ludźmi, jakich chcielibyśmy spotykać na n...
21/11/2025

Dzisiaj jest Międzynarodowy Dzień Życzliwości, a wiec bądźmy dla innych takimi ludźmi, jakich chcielibyśmy spotykać na naszej drodze- dobrzy i życzliwi 💙

Ja nie byłam w stanie napisać niczego po obejrzeniu tego filmu, dlatego udostępniam, bo to kwintesencja tego, co kotłuje...
16/11/2025

Ja nie byłam w stanie napisać niczego po obejrzeniu tego filmu, dlatego udostępniam, bo to kwintesencja tego, co kotłuje się w mojej głowie.

– Film wytrąca wszystkich z komfortu spokojnej egzystencji. Jest nam źle z tą historią, która zostaje z nami na dłużej już po wyjściu z kina, a opowiedziana jest tak brutalnie i obrazowo, że wierzymy w każdą scenę – napisał na swoim Fb Krzysztof Skiba o filmie „Dom dobry” Wojciecha Smarzowskiego. - Miotają w jego kierunku (Tomasza Schuchardta – aktora grającego postać przemocowego męża – przyp. JW.) obelgi w internecie i plują na ulicy na jego widok. (...) To dowód, że aktor zagrał niezwykle wiarygodnie […]

Niektórzy rodzice, chcąc w przyszłości ustrzec swoje nastolatki przez tego typu związkiem, chcą wspólnie pójść do kina na tę produkcję.

Dlaczego pójście (również, a może przede wszystkim) z nastolatkiem na „Dom dobry” jest co najmniej bardzo ryzykowne?

Film mówi o traumie, czymś, co przekracza możliwości naszego układu nerwowego. Największym hamulcem przed wizytą w kinie powinno być ryzyko retraumatyzacji, czyli sytuacji, w której po raz kolejny osoba, która wcześniej doświadczyła traumy, styka się z bodźcami przypominającymi lub emocjonalnie zbliżonymi do tamtego wydarzenia/ tamtych wydarzeń. Nie musi to być sytuacja tak samo poważna ani bezpośrednio niebezpieczna — ważne jest subiektywne poczucie zagrożenia, bezsilności lub powrotu do dawnego doświadczenia.

Retraumatyzacja może pojawić się, gdy widzimy, słyszymy lub doświadczamy czegoś, co przypomina nam dawną traumę (np. krzyk, przemoc, określone zachowania, miejsca, zapachy); jesteśmy w sytuacji, w której ponownie czujemy się bezradni lub zagrożeni; stykamy się z treściami brutalnymi. Do gabinetu psychotraumatologa lub terapeuty EMDR często trafiają osoby, które w „zwykłych” sytuacjach napotkały coś, co momentalnie uruchomiło w nich napięcie, lęk, przerażenie, np.
kierowca, który nawrzeszczał na nich na czerwonym świetle,
szef, który użył dokładnie takiego samego zwrotu, jak oprawca z dzieciństwa
koleżanka, która… itd.

Nawet jeśli osoba „wie, że to tylko film”, jej układ nerwowy może zareagować jak na realne zagrożenie. Mogą się pojawić: silny lęk, napięcie, flashbacki, odrętwienie, „zamrożenie”, przyspieszone bicie serca, poczucie, że znów „tam jest”.

Jak to się ma do nastolatków?
Ekspozycja na przemoc może przyspieszać/nasilać rozwój lęku lub poczucia zagrożenia. To trochę tak, jakby pójść w obecnej chwili całą rodziną na film wojenny, którego akcja dzieje się w Polsce. Wojna za naszymi granicami, to coś koszmarnie realnego, bliskiego. Stąd też granica między filmem a rzeczywistością dość mocno się zaciera...

Każdy z nas ma różne doświadczenia, każdy też inaczej reaguje emocjonalnie na trudne, brutalne obrazy. „Dom dobry” może u nastolatka zmienić sposób postrzegania relacji interpersonalnych. Młody, wchodzący dopiero w dorosłość młody człowiek może zareagować większą podejrzliwością do poznawanych osób, dystansem lub trudnościami dotyczącymi zaufania innym.

Sceny gwałtu, bicia, gehenny przeżywanej w czterech ścianach nie są w stanie czegoś „nauczyć”, „uwrażliwić”. Mogą za to z dużą dozą prawdopodobieństwa emocjonalnie "przeczołgać" i to w warunkach (w kinie), w których nastolatek nawet, jeśli czuje, że to go przekracza, nie jest w stanie samego siebie zaopiekować.

Oglądanie przemocy nie działa „ku przestrodze”. Gdyby tak było, wystarczyłby jeden seans brutalnej produkcji i wszyscy wszystko by już wiedzieli - nie byłoby przemocowych związków, agresji itp., bo... no, właśnie, bo co?

Temat przemocy jest o wiele bardziej skomplikowany, niż jakikolwiek film z brutalnymi scenami, choć dla postronnego obserwatora, który nie ma za sobą traumatycznych przeżyć wszystko może się wydawać oczywiste i nieskomplikowane…

A w kinie nie ma psychologa.
A w kinie nie ma psychoterapeuty.
A w kinie są inni ludzie, którzy mogą również inaczej zareagować.

Nastolatek może nie potrafić się odnieść do tego, co ogląda.
Nastolatek może być z jednej strony przytłoczony brutalnością, przemocą, wulgarnym językiem, z drugiej czuć, że MUSI to oglądać, bo przyszedł z rodzicami, bo...
Nastolatek może zwyczajnie nie unieść tego, na co patrzy.

Czytałem również o upiornych pomysłach obejrzenia filmu z klasą… Cóż… powstrzymam się od komentarza…

U Smarzowskiego rolę matki gra Agata Kulesza. Aktorka w życiu prywatnym sama doświadczała przemocy.
- Byłam ofiarą przemocy psychicznej. Dobrze, że miałam przyjaciół, którzy powiedzieli: „Bierzesz walizki i wychodzimy" – powiedziała w jednym z wywiadów…

Warto mocno zaznaczyć, że przemoc to nie tylko bicie. Sam, w gabinecie, wypełniałem już kilka razy tzw. Niebieskie Karty – kwestionariusz wszczynający procedurę pomocową. W katalogu zachowań przemocowych wymienia się – oprócz przemocy fizycznej:
Przemoc psychiczną – izolowanie, wyzywanie, ośmieszanie, grożenie, krytykowanie, poniżanie i inne)
Przemoc seksualną – zmuszanie do obcowania płciowego, innych czynności seksualnych i inne Przemoc ekonomiczną – niełożenie na utrzymanie osób, wobec których istnieje taki obowiązek, a także niezaspokajanie potrzeb materialnych, niszczenie rzeczy osobistych, demolowanie mieszkania, wynoszenie sprzętów domowych oraz ich sprzedawanie i inne.

Jest też kategoria „Inne” – zaniedbanie, niezaspokojenie podstawowych potrzeb biologicznych, psychicznych i innych, niszczenie rzeczy osobistych, demolowanie mieszkania, wynoszenie sprzętów domowych i ich sprzedawanie, pozostawianie bez opieki osoby, która z powodu choroby, niepełnosprawności lub wieku nie może samodzielnie zaspokoić swoich potrzeb, zmuszanie do picia alkoholu, zmuszanie do zażywania środków odurzających, substancji psychotropowych lub leków i inne…

„Dom dobry” to film potrzebny, ważny, pokazujący to, co tak często ukryte, owiane tajemnicą. Ilość recenzji i analiz, również pisanych przez psychologów i terapeutów, pokazuje, że Smarzowski swoją produkcją wzniecił tak bardzo potrzebną debatę o przemocy w rodzinie. Jednak, jeśli są dorośli, którzy nie są w stanie przez ten film przebrnąć, to może ryzyko jego obejrzenia z nastolatkiem – osobą, która dopiero kształtuje swój obraz świata, relacji z innymi – jest stanowczo zbyt wysokie?
___________________________________
Jeśli doświadczasz przemocy albo nie jesteś pewna/pewny, czy to, czego jesteś świadkiem jest przemocą skorzystaj z Ogólnopolskiego telefon dla ofiar przemocy w rodzinie „Niebieska Linia”:

800-12-00-02 (czynny przez całą dobę)
Dzwoniąc uzyskasz wsparcie, pomoc psychologiczną, informacje o możliwościach uzyskania pomocy najbliżej miejsca zamieszkania.

TELEFONICZNA PORADNIA PRAWNA
22/666-28-50 – poniedziałek, wtorek, godz. 17.00-21.00
800-120-002 – środa, godz. 18.00-22.00
Opłata za połączenie z numerem 22/666-28-50 za każdą minutę połączenia, zgodnie z posiadanym przez Państwa taryfikatorem.

PORADNIA E-MAILOWA
W sprawach związanych z przemocą w rodzinie można również pisać na adres mailowy: niebieskalinia@niebieskalinia.info


Zdjęcie: materiał dystrybutora
___________________________________
Jacek Wolszczak
psycholog, pedagog, terapeuta EMDR
pracujący z młodzieżą i dorosłymi w Badanie Świata
e-mail: jacek@depresjanastolatkow.pl

Warto się zapoznać.
09/11/2025

Warto się zapoznać.

Rozwój dziecka jest niedostrzegalny gołym okiem, jak ruch słońca po nieboskłonie. Jednak zdajemy sobie z niego sprawę i chętnie inwestujemy w jego wspieranie. Zapisujemy dzieci na sport, korepetycje, zajęcia kształtujące kreatywność, siłę charakteru, czy nawet umiejętności społeczne. Staramy się pomóc dziecku pokonywać ograniczenia lub pielęgnować talenty, choć wpływ na te czynniki mamy w istocie bardzo niewielki. Tymczasem tam, gdzie rzeczywiście wszystko w naszych rękach, poruszamy się ruchem konika szachowego na planszy do ruskiej ruletki. Tak, wiem że w ruską ruletkę gra się za pomocą rewolweru. Ale losy pacjentów z rozpoznaniem Zaburzeń Opozycyjno-Buntowniczych wskazują, że ryzyko zbliżone jest bardziej do ruskiej ruletki, niż tej w kasynie.

Zapytani, czym jest dorosłość, bez wahania wskażemy na odpowiedzialność jako jeden z kluczowych, jeśli nie najważniejszy z jej aspektów. Lecz zamiast skupić się na jej kształtowaniu, szukamy czegoś, co nas w tym zastąpi - zabawek stymulujących rozwój, placówek edukacyjnych promujących określone wartości, a w końcu, gdy dojdziemy do ściany, ośrodków terapeutycznych takich, jak nasz. Chcielibyśmy, żeby ktoś zajął się pokierowaniem rozwoju naszego spadkobiercy na właściwe tory. A jeśli coś pójdzie nie tak, obwiniamy elektroniczne gadżety, personel przedszkoli i szkół albo terapeutów oczekujących od naszych pociech przestrzegania norm obowiązujących w ich grupie. Tymczasem zasadnicze źródło ewentualnych problemów i sukcesów naszych dzieci leży w tym, jak przekazujemy im odpowiedzialność za swoje zachowanie i życie.

Nie zrozumcie mnie źle! Wcale nie uważam, że to łatwe. Zasadzki czyhają na każdym kroku. Maskują się sprytnie w naszych charakterach, nawykach, założeniach wyniesionych z dziada pradziada albo tych, do których przekonały nas media nie tylko społecznościowe. Najbardziej perfidne jest to, że od kształtowania odpowiedzialności swoich dzieci nie możemy uciec. Budujemy ją swoim działaniem, decyzjami, słowami a nawet gestami i zwykle w danym momencie wcale nie zdajemy sobie z tego sprawy. Nie ma też systematycznych badań naukowych nad rozwojem odpowiedzialności, a co dopiero wytycznych dla wspierania jej rozwoju. Jesteśmy więc skazani na swoją wiedzę i intuicję, która często niestety prowadzi na manowce.

Głęboko słuszna montessoriańska idea rozwijania potencjału dzieci w szacunku do nich, z uwzględnieniem ich indywidualnych potrzeb i możliwości w praktyce często wynaturzana jest do przekazania dziecku wolności wyboru w wieku, w którym nie jest ono zdolne do ponoszenia konsekwencji własnych decyzji. Tymczasem dziecko, które nie doświadcza odroczonych korzyści z tego, że rodzic zabronił mu spełnienia chwilowej zachcianki, samo nie nauczy się odraczać gratyfikacji. Nie będzie też wykonywało poleceń obcego bądź, co bądź nauczyciela, czy wykładowcy. Ktoś powie, że sztuczny twór pruskiej szkoły nie powinien bruździć w spełnianiu potencjału jego latorośli. Ale czy dorosły potencjał spełni się bez uwzględnienia norm i ograniczeń systemu, w którym funkcjonuje? Aby w przyszłości decydować odpowiedzialnie, trzeba doświadczyć korzyści z odpowiedzialnych decyzji wtedy, gdy jeszcze nas na nie nie stać. Na skutki takiego falstartu nie musimy wcale czekać do matury. Trafiają do nas przedszkolaki terroryzujące w swoich grupach i rówieśników i opiekunów. Ich rodzice nie potrafią pojąć, jak przedszkolanka może nie poradzić sobie z czterolatkiem, ale zostawiając rano tego czterolatka wyglądają, jakby ktoś właśnie opuszczał lufę przyłożoną do ich skroni. A jeśli przedszkole lub pozostali rodzice nie mogą już tego znieść, szukają placówki zdolnej uszanować wrażliwość ich wyjątkowej latorośli. Jeśli to się uda, wrażliwy nie znający granic człowiek trafia do szkoły, w której nauczyciele i koledzy z roku na rok oczekują coraz dłuższego odraczania gratyfikacji, na co go przecież nie stać. Radzi więc sobie, jak umie. Tupie, przeszkadza, jest impertynencki albo wulgarny, niszczy przedmioty, bije innych uczniów. Ostatecznie niewinny w istocie, ale niemożliwy do zaakceptowania w społeczności młody człowiek, trafia na nauczanie indywidualne albo do szkoły w chmurze, w której zdaje maturę i jeśli ma odpowiedni potencjał, idzie na studia. Ale do dorosłości nawet się nie zbliża. Pije alkohol bo już może, zażywa narkotyki, bo ma już od kogo je zdobyć i rujnuje mieszkanie coraz starszym i bardziej schorowanym rodzicom. Wpada w konflikty z prawem. Jeśli rodzice są bardzo majętni, kupione przez nich mieszkanie zmienia w melinę i ląduje na ulicy albo w szpitalu psychiatrycznym.

Odwrotna sytuacja, czyli przeciążanie odpowiedzialnością wcale nie musi kończyć się lepiej. W dziesięciu przypadkach na dziesięć dzieci, którym nauka przychodzi z trudem, rodzic deklaruje, że nie zależy mu na ocenach. Tymczasem prawie wszystkie dzieci, dla których zdanie do kolejnej klasy samo w sobie jest dużym sukcesem, postrzegają trójkę, jako ocenę negatywną. Sportowcy, w których rodzice upatrują spełnienia własnych ambicji, porzucają obiecującą nawet karierę z balastem przyniesionego zawodu. Dzieci ze spektrum wstydzą się tików lub innych widocznych oznak zaburzenia, choć nikt prócz ich rodziców nie przywiązuje do tych detali większej wagi. Czy one mają szansę kiedykolwiek być szczęśliwe? Zamiast dążyć do celu i cieszyć z jego osiągnięcia tam, gdzie to możliwie, uczą się, że to co ważne, jest poza ich zasięgiem, a staranie jest bezproduktywnym marnowaniem zasobów. Ostatecznie niezdolni dzielić los Syzyfa, szukają ucieczki. Paradoksalnie najlepiej kończą Ci, którzy tej ucieczki szukają w agresji. Trafiają do specjalistów i przynajmniej niektórzy mają jeszcze szansę poszukać drogi właściwej dla swoich butów. Jeśli jednak bezsilność skutkuje apatią i wycofaniem, blisko już do depresji i jej konsekwencji, czasem w postaci zaburzeń odżywiania czy autodestrukcji…

Jeszcze inną pułapkę na drodze do dorosłej odpowiedzialności stanowią różnego rodzaju opinie, czy orzeczenia. Te potrafią magicznie odbarczyć młodego człowieka z odpowiedzialności. Nie muszę się starać, bo mam dysortografię albo dysleksję. To nie ja jestem winny tylko moje ADHD. A już nie daj Bóg, jak w papierach znajdzie się coś wymagającego bezpośredniego wsparcia… Takie trudności w oczach rodziców, czasem nauczycieli, a często też samych zainteresowanych, odpowiedzialność za zachowanie przenoszą z ucznia na jego terapeutę. Czasem rzeczywiście niezbędny jest taki krok wstecz, ale jeśli pomoc pojawia się w starszych klasach szkoły podstawowej, może być za późno na stopniowe przywracanie jej dryfującemu ku dorosłości dziecku.

Informatycy, stworzywszy sztuczną inteligencję, zdefiniowali odpowiedzialność jako zdolność do osiągania własnych celów bez szkody dla całego systemu. Bardzo mi się ta definicja podoba. Myślę, że tak w uczeniu maszyn, jak i ludzi istotą budowania odpowiedzialności jest przekazywanie dokładnie takiej wolności, jakiej skutki kształcony jest w stanie udźwignąć. Dopóki nie jest, obowiązuje stare rosyjskie przysłowie: Zaufanie jest dobre, kontrola jeszcze lepsza.

Śpieszmy się i nieśpiesznie delektujmy się czasem z tymi, którzy są dla nas ważni.
01/11/2025

Śpieszmy się i nieśpiesznie delektujmy się czasem z tymi, którzy są dla nas ważni.

Dzień Nauczyciela, więc moje ciepłe myśli płyną w kierunku przedstawicieli tego zawodu.Chciałabym uświadomić, że NAUCZYC...
14/10/2025

Dzień Nauczyciela, więc moje ciepłe myśli płyną w kierunku przedstawicieli tego zawodu.
Chciałabym uświadomić, że NAUCZYCIEL TO CZŁOWIEK,a nie przedmiot, z którym jest często utożsamiany.
Nauczyciel czuje, targają nim emocje, bywa zmęczony, boli go coś…
Tylko on nie może tego okazać, nie może być niedysponowany. Dlaczego?
Bo jest oceniany na każdym kroku.
Od momentu przekroczenia progu szkoły oceniają go najbardziej srodzy krytycy- uczniowie.
Jak się ubrała, uczesała, umalowała. Jak stoi, siedzi, mówi. Jakie miny robi, gdy wykłada.
Nauczyciel codziennie występuje przed audytorium, wykłada, tłumaczy.
Występ publiczny mieści się wysoko w skali stresu, a nauczyciel występuje kilka godzin dziennie przez pięć dni w tygodniu.
Później jeszcze podlega innym ocenom-rodziców,kolegów z pracy, dyrekcji.
Mało kto pamięta, że to CZŁOWIEK, mało kto wie o nim więcej. Co go cieszy, bawi, martwi? Czym się interesuje? On to o swoich uczniach wie, a nawet, według opinii, powinien wiedzieć.
I kiedy wraca do domu, nieistotne, że z torbą zeszytów, notatek i pomysłów na kolejne lekcje, niesie na plecach niewidzialny plecak, w którym są zmartwienia, kłopoty uczniów i jego wątpliwości, czy dzisiaj zrobił wszystko jak należy, bo nauczyciel jest swoim największym krytykiem.
DRODZY NAUCZYCIELE życzę Wam DOBROSTANU, który odbierze frustrację i przypomni, dlaczego wybraliście ten piękny zawód.

Drodzy Rodzice, skorzystajcie z porad specjalisty nim wyślecie dzieci do szkoły. Naprawdę warto przeczytać.
23/08/2025

Drodzy Rodzice, skorzystajcie z porad specjalisty nim wyślecie dzieci do szkoły. Naprawdę warto przeczytać.

Drodzy Rodzice,
Przed początkiem nowego roku szkolnego warto pamiętać o kilku rzeczach. Wasze dzieci/ nastolatki:

1. Mają prawo nie wiedzieć.
Po to wszak chodzą do szkoły.

2. Mają prawo odczuwać stres, lęk, niepokój nawet, jeśli nie zmienili szkoły.
Bywa, że Wasze dzieci „denerwują się”, bo nie wiedzą, co je czeka. Niezależnie od powodów ich „nerwów” warto – zamiast „wszystko będzie dobrze” lub „nie ma powodu, żebyś…” – warto stwierdzić:
- Widzę, że jest ci trudno. To naturalne, zwłaszcza, gdy mamy przed sobą coś nowego. Pamiętaj jednak, że cię kocham i jeśli tylko będziesz potrzebować mojej pomocy – daj znać.

3. Mają prawo prosić o pomoc i wytłumaczenie.
Super, że o to proszą! To znak, że potrzebują pomocy! Pomagajcie, wspierajcie, ale nie wyręczajcie! Wasze jedyne zadanie: wlewanie w nich wiary, że będzie dobrze. Tę wiarę w sukces możecie podkreślać zawsze. Naprawdę: zawsze. Świadomość, że mogą na Was liczyć (bez oceny czy cierpkich komentarzy) sprawia, że macie dostęp do czegoś, co dla nich często wstydliwe i trudne. Doceńcie tę możliwość.

4. Mają prawo oczekiwać szacunku od tych, którzy ich uczą.
Od szacunku zaczyna się autorytet. Od poważnego traktowania zaczyna się relacja. Od akceptacji zaczyna się zaufanie. To działa w obie strony. Ba, a w trzy – rodzic – uczeń – nauczyciel.

5. Mają prawo oczekiwać pomocy w sytuacjach trudnych.
To Wy jesteście odpowiedzialni na budowanie sojuszu między Wami, a pedagogami. Sojusz to nie zgoda na wszystko. Sojusz to nie przytakiwanie, ale świadomość, że gracie z nauczycielem do jednej bramki. Nauczyciele – wiadomo, że bywają różni, ale to wy macie wpływ na swoje reakcje i działanie. Weryfikujcie to, co słyszycie na temat konkretnych sytuacji. Działajcie zdecydowanie. Dziecko oczekuje Waszej reakcji. W tej relacji jest od Was zależne, choćby było najbardziej samodzielnym młodym człowiekiem pod słońcem.

6. Mają prawo nie lubić kogoś ze swojej klasy, nie wyłączając nauczyciela.
Nielubienie nie może jednak oznaczać braku szacunku (patrz: punkt 4). Gdy Wasz nastolatek mówi o jakimś „kretynie” z klasy, warto wspomnieć, że to niemożliwe, by lubić wszystkich i on/ona ma prawo do nielubienia. Jego/ jej niesympatia jest OK. Zapytajcie jednak, co kryje się pod tym „kretynem”? O to samo powinniście dopytywać, gdy „idiota” lub inne inwektywy dotyczą nauczyciela. Pytajcie i czekajcie na odpowiedź:
- Co ten człowiek ma w sobie takiego, że zasłużył na takie określenie? Co konkretnie zrobił/robi? Wierzcie dziecku, pytajcie nauczyciela o tę samą sytuację. Czasem emocje są na tak wysokim poziomie, że nie widać spod nich nawet tego, od czego się zaczęło.

7. Reagujcie na hejt. Konkretnie. Ostro. Łącznie z wezwaniem służb. To nie Wasza rola być detektywem i za wszelką cenę dowiedzieć się, czy to o czym opowiada Wasz syn/córka, to prawda. Zapytajcie wychowawcę. Jeśli po Waszym zgłoszeniu nic się nie zmieni, a Wasze dziecko nadal będzie wracało ze szkoły smutne, markotne, złe, bo znowu X. mu coś zrobił, powiedział – porozmawiajcie z rodzicem X. Jeśli i to nic nie pomoże – zgłoście sprawę na policję. Niezależnie od wieku agresorów.

8. Zauważajcie i akceptujcie ich emocje i… pytajcie o konkrety.
- Podejrzewam, że jesteś zły na panią X. Co się konkretnie wydarzyło? Opisz mi to, bo chcę ciebie lepiej zrozumieć.
Nie przytakujcie na przekleństwa kierowane w stronę pedagogów. Dopytujcie, gdy słyszycie złośliwe komentarze pod adresem wychowawcy czy przedmiotowca. Pytajcie o perspektywę Waszego dziecka/ nastolatka. Nie zatrzymujcie się jednak wyłącznie na jego/jej wersji wydarzeń. Warto zapytać:
- A jak ci się wydaje, jak tę sytuację mogła zinterpretować pani X.?
Jeśli trzeba – porozmawiajcie z nauczycielem, którego sprawa dotyczy.

8. Mają prawo być akceptowanymi, bez względu na to, kogo kochają, jakiej muzyki słuchają, w co wierzą lub nie wierzą.
Tu sprawa jest prosta jak budowa cepa: każde zachowanie, które nie krzywdzi drugiego człowieka jest OK. Każdy pogląd jest dopuszczalny, każda miłość, hobby, przyjaźń i muzyka jest OK. Nie oceniajcie, nie wyśmiewajcie, a przyjmujcie. Przecież to Wasze dziecko. Wasza krew. Wasz skarb.

8. Mają prawo być wysłuchanymi.
Nie zakładajcie z góry, że to, co chce Wam powiedzieć Wasze dziecko jest „głupotką”. Jeśli przychodzi do Was to znaczy, że a) uznał, że to dla niego/niej ważne, b) uznał, że warto Wam o tym powiedzieć. Żeby zrozumieć i zareagować musicie wiedzieć. Domyślanie się zostawcie na inne okazje…

9. Mają prawo nie być najlepszymi w klasie.
Nie porównujcie z innymi. Nie stwarzajcie presji na wynik. Wasz nastolatek będzie próbował wielu rzeczy, również tych poza szkołą. Jeśli nie jest to niebezpieczne dla niego/niej to jest OK. Pasje i zainteresowania można realizować poza szkołą. Serio, może mieć 3 z matmy, a to, że jej/jego koledzy mają 4 nie zachęca do „cięższej pracy”, a znacznie szybciej spowoduje frustrację i niechęć.

10. Mają prawo do porażki (tej dużej i tych mniejszych).
Porażka uczy najwięcej. Przy Waszym wsparciu może to być nowy początek. Akceptujcie, a jeśli to będzie możliwe kierujcie jego/jej uwagę na możliwe rozwiązania, a nie na to, że popełniło błąd. Nie bądźcie dla nich kotwicą. Bądźcie żaglem.

11. Mają prawo nie spełniać oczekiwań Waszych i nauczycieli.
Dlatego tak ważne jest, byście „puścili je wolno”. To pozwoli im na eksplorowanie i wybieranie tego, co służy IM. Tak się właśnie wspiera motywację – super, jeśli porzucicie swoje nawet najlepsze pomysły na rzecz ich samodzielnych odkryć. Dzieci nie są od spełniania Waszych oczekiwań. Jesteście dla nich najważniejsi – o tym Wam raczej nie powiedzą – w sytuacji, gdy szukają swojej drogi, gdy konkretne rzeczy ich ciekawią. Wasze komentarze na ten temat są ważne. Liczą się z Waszym zdaniem, bo (jeszcze) jesteście dla nich autorytetem. Bo wierzą, że chcecie dla nich dobrze. Owszem, nauczyciele też oczekują określonych aktywności. Nie jest to jednak jedyny wyznacznik tego, że Wasze dziecko jest „zdolne”. Warto uznać, że nasza perspektywa (rodzica i nauczyciela) może być pomocna przy odkrywaniu potencjału, ale pamiętajcie, że to Wasze dziecko/ nastolatek jest tu kimś, od kogo najwięcej zależy. Wy za to możecie zastanowić się, co konkretnie prowadzi do Waszej frustracji: czy chodzi rzeczywiście o Wasze dziecko, czy może o to, czego sami doświadczaliście na początku Waszej edukacyjnej drogi…

12. Mają prawo czuć smutek, gdy ktoś ich zawiedzie lub jakaś ważna dla nich relacja się skończy.
Dajcie więc czas na żal, poczucie rozczarowania. Nie pocieszajcie na siłę. Często cisza znacznie głośniej wyraża to, że jesteście w tym z Waszym dzieckiem, niż najwspanialsze słowa pocieszenia. Dzięki temu będzie wiedziało, że to ok, że są rzeczy do przepłakania. To trening przed innymi wyzwaniami, które czekają ją/go za rogiem, w przedpokoju do dorosłości.

13. Mają prawo być wystarczająco dobrymi i to wystarczy.
Czy porównujecie? Czy ze wstydem w oczach mówicie (przy nich), że macie w domu „zdolnego lenia”? A może twierdzicie, że to „urodzony matematyk” dając presję na udział w olimpiadzie, dokręcając śrubę, by uzyskało zadowalającą Was średnią? A może uznajecie, że tak, jest ok, że Wasz nastolatek może się mylić, nie musi być bardzo dobry ze wszystkiego, że najważniejsze jest to, by uczył się na błędach, nawiązywał satysfakcjonujące relacje oparte na wzajemności, by był empatyczny, by czuł się kochany i akceptowany. By wierzył, że jest OK, bo… jest Waszym dzieckiem. Jeśli macie wątpliwości – idźcie na konsultację do psychologa. We dwójkę. Z żoną, mężem, partnerem/partnerką. Pójdźcie, gdy tworzycie rodzinę pachworkową. Pójdźcie, gdy nie macie partnera/ partnerki, jesteście po rozwodzie.

14. Mają prawo BYĆ SOBĄ.
Mogą więc denerwować się w sytuacji, która w Was nie powoduje ścisku w żołądku. Mogą marzyć o zupełnie innych rzeczach, niż Wy. Mogą chcieć dla siebie zupełnie co innego, niż Wy dla nich.

15. Mogą nie radzić sobie.
Często, mając takie a nie inne doświadczenia, nie chcąc Was martwić, nie przyznają się do tego, że od dłuższego czasu czują się źle. Może być i tak, że przychodzą do Was i mówią:
- Chciałbym/chciałabym zniknąć.
Mając do czynienia z rodzicami nastolatków z diagnozą depresji mogę powiedzieć jedno: nie wahajcie się. Gdy obniżony nastrój towarzyszy Waszym dzieciom od dłuższego czasu i nie widzicie zmian na lepsze trzeba skonsultować się z psychologiem. Ważne, by mieć świadomość, że są sytuacje, w których szkoła nie jest najważniejsza. W których frekwencja zupełnie się nie liczy. W których zdrowie jest naprawdę ważniejsze, niż zdanie do następnej klasy. W których złe samopoczucie może być początkiem o wiele trudniejszych przeżyć… Trzymajcie więc rękę na pulsie.

Pamiętajcie: żaden rodzic nie jest doskonały. Doceniajcie starania – również swoje. To może pomóc, gdy przyjdzie kryzys.

Trzymam za Was kciuki!

Obraz: Olga z Pixabay
___________________________________
Jacek Wolszczak
psycholog, pedagog, terapeuta EMDR
pracujący z młodzieżą i dorosłymi.
Pracownia Terapii i Rozwoju Badanie Świata
e-mail:
jacek@depresjanastolatkow.pl

Nadchodzi wrzesień.Pozwalam sobie udostępnić porady, z którymi zgadzam się w 100%
23/08/2025

Nadchodzi wrzesień.
Pozwalam sobie udostępnić porady, z którymi zgadzam się w 100%

Drodzy Uczniowie, Drogie Uczennice!
Przed początkiem nowego roku szkolnego warto, byście pamiętali/ły o kilku rzeczach. Oto moja ściąga przed 1 września.

1. Macie prawo nie wiedzieć.
Po to wszak chodzicie do szkoły, żeby się dowiedzieć, nauczyć, a potem wykorzystać swoją wiedzę w życiu.

2. Macie prawo odczuwać stres, lęk, niepokój. Nawet, jeśli nie zmieniliście szkoły, czy klasy.
Bywa, że przed rozpoczęciem roku szkolnego będziecie się denerwować, może nawet obawiać czegoś… Nie, nie musicie wiedzieć czego dokładnie. Ale… macie prawo TO czuć. Tak samo, jak np. ekscytację przed spotkaniem z Waszymi koleżankami i kolegami.

3. Macie prawo prosić o pomoc i wytłumaczenie.
Super, że o to prosicie! Pamiętajcie, że jeśli tego nie powiecie, nikt nie będzie o tym wiedział. Może być różnie, ale, no wiecie… to Wy decydujecie, czy sami sobie poradzicie, czy z czyimś wsparciem. Jeśli zobaczycie, że mimo najszczerszych chęci coś Wam nie idzie, może warto dać SOBIE i INNYM szansę na zobaczenie Was w tych kłopotach? Może warto spróbować zaufać? Może warto zacząć od wspierającej Was osoby? Nie musi być to nauczyciel, a na przykład tata, mama, pedagog, psycholog szkolny?

4. Macie prawo oczekiwać szacunku od tych, którzy Was uczą.
Od szacunku zaczyna się autorytet. Od poważnego traktowania zaczyna się relacja. Od akceptacji zaczyna się zaufanie. Jeśli widzicie, że jest inaczej – dzielcie się swoimi spostrzeżeniami, np. z wychowawcą. To nie „kablowanie” ani „sześćdziesiona”. To dbanie o siebie. I szukanie wsparcia (patrz: punkt: 3).

5. Macie prawo nie lubić kogoś ze swojej klasy, nie wyłączając nauczyciela. Nie macie jednak prawa go obrażać. NIGDY!
Nielubienie nie może oznaczać braku szacunku. Mówienie o kimś per „kretyn”, „idiota” [wiem, że czasem zdarza się Wam używać jeszcze mocniejszych słów] nic nie daje, a tylko utrudnia, powiem wprost: RANI. Sprzedam Wam protipa: możecie za to BEZKARNIE o nim/o niej tak MYŚLEĆ. Ważne, by czasem – oprócz myślenia w ten sposób o kimś – zastanowić się: DLACZEGO mam o nim/ o niej takie zdanie? Czy rzeczywiście nie ma w sobie żadnych pozytywnych cech? Co konkretnie mnie w nim/niej denerwuje? To może być początek do zrozumienia samego siebie. Jeśli czas mija, a Wy wciąż myślicie o nim/niej jak najgorsze rzeczy, może warto z kimś o tym porozmawiać? Nic Wam nie każę. Daję Wam tylko znać, że macie taką możliwość.

6. Macie prawo myśleć inaczej, niż inni.
Tu nie ma rozwinięcia… Tu wszystko jest jasne!

7. Macie prawo być akceptowanymi, bez względu na to, kogo kochacie, z kim się spotykacie, jakiej muzyki słuchacie, w co wierzycie lub nie wierzycie. Tu sprawa jest prosta jak budowa cepa: każde zachowanie, które NIE KRZYWDZI drugiego człowieka jest OK. Każdy pogląd jest dopuszczalny, każda miłość, hobby, przyjaźń i muzyka jest OK. Wiem, wiem, niektórzy z Waszych rodziców mogą mieć inne zdanie, ale… oni mają o tego prawo. Tak, jak Wy. Ważne, by nie wyśmiewali. Ważne, by z automatu nie mówili, że to „głupie”. Jeśli Wasi rodzice/opiekunowie mają, co do tego, jakieś wątpliwości – pokażcie im ten post. Śmiało możecie powiedzieć:
- Tata, a pan Jacek napisał…

Nie macie gwarancji, że Wam czy mnie uwierzą. Ale być może będzie to początek do zrozumienia, co dla Was jest ważne. Wiecie, w tej pogoni za kasą (która jest ważna również dla Was) czasem dorośli nie mają czasu… Ale to nie znaczy, że Was nie lubią, mają w nosie. Kochają Was i - głęboko w to wierzę, że chcą dla Was dobrze. Tylko czasem tego po nich nie widać.

9. Macie prawo nie być najlepszymi w klasie.
Nie porównujcie się więc z innymi. Nie narzucajcie sobie presji na wynik. Uwierzcie na słowo: będziecie w najbliższym czasie próbowali/ły wielu rzeczy, również tych poza szkołą. Jeśli nie jest to niebezpieczne dla Was to jest OK. Pasje i zainteresowania można realizować poza szkołą. Serio! Można mieć 3 z matmy, a to, że porównujecie się do Waszych kolegów/koleżanek, którzy mają 4 nie zachęca do „cięższej pracy”, a znacznie szybciej spowoduje frustrację i niechęć.

10. Macie prawo do porażki (tej dużej i tych mniejszych).
Porażka uczy najwięcej. NAPRAWDĘ! Porażka uczy najszybciej. NAPRAWDĘ! Kierujcie swoją uwagę na rozwiązania, a nie na to, że popełniliście/łyście błąd. Nie bądźcie dla siebie samych kotwicą. Bądźcie żaglem. Owszem, nie macie wpływu na zmianę wiatru, ale świadomość, że jesteście po swojej stronie to najlepsze, co możecie sobie dać. Pamiętajcie też, że nawet kilka-kilkanaście porażek, nie oznacza, że nie odnotujecie sukcesu!

11. Macie prawo mieć wątpliwości.
Nie ma człowieka, który wie WSZYSTKO. Nie ma człowieka, który zna odpowiedzi na wszystkie pytania. Podważajcie, zastanawiajcie się, eksplorujcie! To, ile przy okazji odkryjecie – to WASZE. A właśne TERAZ jest najlepszy na to czas! Gdy jeszcze nie musicie zarabiać. Gdy jeszcze nie musicie iść do pracy.

12. Bądźcie wyrozumiali. Dla innych. Dla siebie.
Bo tak, jak nie ma osoby, która wie wszystko tak nie ma też osoby, która nie popełniłaby żadnego błędu. Być może ktoś z dorosłych blisko Was twierdzi inaczej, ale… to nieprawda. Warto od czasu do czasu zapytać:
- Tato, mamo, opowiedz mi o jakimś swoim błędzie. Czy teraz, po czasie, myślisz o nim w taki sam sposób, jak wtedy, gdy się pomyliłeś?

Ciekaw jestem, co Wam odpowiedzą?

Powodzenia w nowym roku szkolnym. Pamiętajcie, że nie musi być codziennie wspaniale. Nie musi być też dzień w dzień do kitu. Zapewniam Was, że będzie... RÓŻNIE. I często nie od Was będzie to zależało. Ale…

Tylko od Was w 100% zależy, jak to przyjmiecie, jak zareagujecie i co z tym zrobicie.
To naprawdę super moc!

P.S. Niedługo napiszę podobną ściągę dla rodziców.


Zdjęcie: Freepik
___________________________________
Jacek Wolszczak
psycholog, pedagog, terapeuta EMDR
pracujący z młodzieżą i dorosłymi.
Pracownia Terapii i Rozwoju Badanie Świata
e-mail: jacek@depresjanastolatkow.pl

Adres

Andersa
Iława
14-200

Telefon

+48662057478

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Psycholog Joanna Bakaluk umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Praktyka

Wyślij wiadomość do Psycholog Joanna Bakaluk:

Udostępnij

Share on Facebook Share on Twitter Share on LinkedIn
Share on Pinterest Share on Reddit Share via Email
Share on WhatsApp Share on Instagram Share on Telegram