23/03/2026
Mam 54 lata.
Jestem po ciężkich "neurologicznych" przejściach.
17 lat temu lekarz w szpitalu bardzo bezpośrednio powiedział mi, że nie przeżyję doby ... po takim udarze.
Jak przeżyłam, powiedział mi, że zostanę na wózku, nie wróci mi czucie w ciele, a twarz pozostanie zniekształcona na całe życie ... po takim udarze.
Tak, został mi spory deficyt neurologiczny, niewidoczny dla tych, co nie wiedzą czego szukać. Mojej niepełnosprawności nie widać, ale ona cały czas jest ze mną.
Mimo tego, co przeszłam i usłyszałam , skompensowałam wiele funkcji ciała dzięki temu, czym się zajmowałam i zajmuję, czyli m.in. dzięki terapiom twarzy z nurtu wielowarstwowego i refleksologii.
Udar w pniu mózgu był dla mnie przekleństwem, ale paradoksalnie był też błogosławieństwem, bo zrozumiałam na sobie czym są prawdziwe możliwości dziedzin, którymi się zajmuję i jakie wewnętrzne zasoby ma ludzkie ciało.
I warto tu też podkreślić, że zarówno metody, jak i ciało mają też ograniczenia.
Zrozumiałam też, że wyroki w postaci diagnoz i prognoz są po stronie akademików, a muszę Wam powiedzieć, że kocham medycynę akademicką, szanuję ją i z niej się wywodzę.
Dzięki mojej chorobie, stworzyłam nowe, bo wielowarstwowe podejście do pracy z twarzą, z uznaniem jej szczególnych warunków anatomo-fizjologicznych, z uznaniem stanu człowieka i okoliczności, w których żyje oraz z pełnym zrozumieniem paradygmatu holistycznego. Uczę tego od lat w wymiarze terapeutycznym i estetycznym.
Jako mentor medycyny dotyku nie stawiam żadnych diagnoz i prognoz, nie uczę też tego na moich kursach.
Człowiek/ciało, traktowany holistycznie, potrzebuje wsparcia i przestrzeni, a nie słów, które determinują jego przyszłość.
Nikt jej bowiem nie zna, to bardzo indywidualne i zależy od stylu życia i WOLI ŻYCIA, a nie tylko "widzimisię" diagnosty, nawet tego bardzo wyuczonego diagnosty.
Ja łączę światy - akademicki i holistyczny, buduję pomosty, nie lubię antagonizować. Nie wypieram się żadnej wiedzy, umiejętności, intuicji i intencji.
I tak prowadzę ludzi na kursach - że nie mogą być ortodoksami i nie mogą mieć "zakutych łbów" , patrzących tylko w swoją stronę i nie widzących konieczności integracji i synergìi różnych działań i wizji. PERSPEKTYWA to słowo klucz dla każdego, zdrowego i chorego, leczącego i tego, co robi terapię.
Nie, nie ma antidotum na wszystko i dla wszystkich.
Trzeba szukać tego, co wspiera i łączy różne światy, nie antagonizuje i nie szczuje, nie wynosi się ponad. Nie obiecuje cudów, nie determinuje przyszłości, ale otwiera przestrzeń na wszystko.
Nie oczekuj niczego, spodziewaj się wszystkiego!
To właśnie po udarze mózgu zrozumiałam jak źle byłam uczona o medycynie naturalnej przez jej nauczycieli, jak wiele mitów mi przekazano o wszechmocy różnych metod, a nie uczono o tym, że ciało samo decyduje, co weźmie, a co nie. To wtedy przekonałam się, że nie wszystko, co "naturalne" wszystkim służy i na dodatek u wszystkich nie działa tak samo. To dotyczy branży terapii, wellness i beauty, gdzie mity operują na poziomie mistrzostwa.
A ja je śmiało obalam w swoich książkach. Wskazuję na bzdury i nadinterpretacje. Refleksologia nie musi boleć, by działać.
Przemoc na twarzy nie odmładza, wręcz przeciwnie. Masaż twarzy jest elementem stylu życia, a nie podstawą jej pielęgnacji. Nie wystarczy zmałpować technikę, trzeba ją czuć i rozumieć.
Pierwszą książkę - Terapie Twarzy, Refleksologia manualna, Tom 1 wydałam 5 lat temu, po 18 latach pracy. Druga, właśnie wydawana, to Lifting wielowarstwowy twarzy DRE w ujęciu smart-aging. Pracowałam nad metodą ponad 15 lat.
Te publikacje "wyrosły" na doświadczeniu, a nie przypuszczeniach i przepisywaniu treści z innych książek; wyrosły na anatomii i fizjologii ciała, a nie na ich swobodnej interpretacji; na głębokim zrozumieniu potrzeb energetycznych i fizjologicznych ciała, a nie na modach i trendach rynkowych.
......
Po udarze skończyłam kolejne studia podyplomowe (life-coaching w Collegium Civitas), lata studiowałam koncept integracji oddechem i integrującej obecności u Colina Sissona i Grzegorza Pawłowskiego; jestem instruktorką tańca Groove (choć mówiono mi, że już nie zatańczę) i jogi jin.
Dalej prowadzę kursy stacjonarne i on-line. Udzielam się charytatywnie dla mojej społeczności.
W tym roku spełnia się też moje marzenie życia.
Poprowadzę dwie kameralne grupy przez USA, przez kolebkę współczesnej refleksologii :-).
Miejsca wyprzedały się jak świeże bułki.
Będziemy razem w drodze przez ponad dwa tygodnie, przemierzymy 8 stanów od wschodu do zachodu Ameryki. To nasze Route 66! Nasza droga.
I moja droga ... po takim udarze!
Za mną w tle zdjęcia Grand Canion, który jest tak wielki i niezmierzony, jak mądre ludzkie ciało!