07/01/2026
Ludzie przychodzą po ulgę. Jednemu ulgą będzie szybkie zniknięcie objawów, innemu zapewnienie, że wszystko jest z nim w porządku, jeszcze innemu uznanie całej jego drogi.
Czasem zniknięcie objawów zajmuje sporo czasu. Często nie znikają w całości. Jak u jednego z moich klientów, z którym pracowałam pół roku w temacie nowotworu. Objawy co prawda zniknęły, ale po jakimś czasie wróciły. Warto zaznaczyć, że jednocześnie korzystał z leczenia alopatycznego.
Ale jak ktoś ma żyć, to nawet chemioterapia mu nie przeszkodzi ;)
Wiedząc, jak bardzo zmienił się przez te pół roku, zadałam mu wtedy pytanie:
- Czy gdybyś w tym momencie wyzdrowiał całkowicie i definitywnie, kontynuowałbyś nowo obraną ścieżkę czy wrócił do starego?
Chwilę myślał, po czym stwierdził, że nie da się już wrócić do tamtej wersji jego, bo bycie tamtą wersją bardzo bolało.
O ile istnieją dobre odpowiedzi, ta była dobra. Dobrze wróżyła.
Bo czasem szybka ulga zatrzyma nas w połowie drogi, albo wręcz zawróci na stare tory.
Czując to, wiele Istot wybiera drogę wyboistą i trudną, żeby mieć pewność, że proces przebudowy ich struktur będzie gruntowny.
Pewien bliski mi człowiek wybrał dla siebie taką trudną drogę. Taką, której ja, choć zaprawiona w życiu nigdy bym nie przeszła. Lecz kiedy w pewnym momencie zobaczyłam stojącą za tym intencję, jedyne, co mogłam powiedzieć to:
- Kłaniam się twojej decyzji i podziwiam, jak genialnie to sobie wymyśliłeś.
Natychmiast też przestałam cierpieć z jego powodu. Zobaczenie tego nazywam łaską.
Podobnie szybkiej ulgi nie doznała jedna z pięknych istot, z którymi miałam przyjemność pracować. Bardzo sobie cenię taką dojrzałą pracę z drugą osobą.
Pracowałyśmy już razem kilka lat wcześniej, efektem było ustąpienie dolegliwości obecnych przez całe dorosłe życie klientki.
Cieszyłam się więc, kiedy odezwała się do mnie ponownie, ciekawa z czym tym razem.
Okazało się, że potrzebuje delikatnego wsparcia w procesach, które obecnie przechodzi. Nic dramatycznego, więc przyszła kilka razy w odstępie miesiąca. Na jednym spotkaniu powiedziała:
- Iza, czy ty sobie wyobrażasz, że ja wciąż nie pozwalam sobie odpoczywać? Kiedy na przykład leżę na kanapie i słyszę, że ktoś idzie, mąż lub dziecko, natychmiast się zrywam gotowa do działania. Przecież to nienormalne!
Zrobiłam oczyszczanie fantomu i w pewnym momencie „zobaczyłam” na jej sercu coś na kształt odznaki.
- Czy wiesz, co to może być? - zapytałam.
- Jedyne, co przychodzi mi do głowy to odznaka wzorowej uczennicy. Kurcze, ja nawet mam jeszcze taką odznakę z czasów szkolnych.
- Dla kogo to było?
- Dla mamy. Wszystko robiłam, żeby mama mnie zobaczyła. Pracowałam ponad swoje dziecięce siły, żeby tylko dostać pochwałę od mamy.
- I co? Działało?
- Nie bardzo.
- Jak czujesz? Czy możemy to wyjąć? Bo to coś widocznie kaleczy twoje serce.
- Tak.
Wyjęłyśmy, a wraz z odznaką uwolnił się ogromny ładunek emocjonalny u nas obu. Obie w jednym momencie poczułyśmy wielki smutek małej dziewczynki, która straciła dzieciństwo, żeby zasłużyć na miłość mamy. Na próżno.
Miesiąc później spotkałyśmy się po raz ostatni.
- Iza, chciałam do ciebie dzwonić po tygodniu od tamtej sesji, żeby zapytać, kto teraz będzie ogarniał moją chatę – zaśmiała się na dzień dobry – bo ode mnie wszystko odpadło.
- I jak ci z tym?
- Zdałam sobie sprawę, że to był najważniejszy program w moim życiu i teraz, kiedy odpadł czuję smutek i dziwną pustkę. A także niewyobrażalne zmęczenie w ciele.
- Straciłaś punkt odniesienia?
- Tak.
- Coś odpadło, a na to miejsce nie ma nic nowego?
- Dokładnie.
- Jeśli mogę coś doradzić to … nie próbuj na siłę zapełnić tej pustki. Pozwól sobie być w tym stanie zawieszenia, bez naciskania na siebie.
- Wiesz, ja stwierdzam, że właściwie siebie nie znam poza tym programem.
- Szykuj się na najlepsze zatem. Jak wytrzymasz, to w pewnym momencie objawisz się ty prawdziwa. Dowiesz się, jaka jesteś i co lubisz, kiedy nic cię nie przymusza. A za rolę wzorowej uczennicy, córki, żony, matki należą ci się brawa. Świetnie odegrałaś!
- Oskar mi się należy!
- Tak! Oskar dla tej pani 😁😁😁
Śmiech. Kurtyna.
Jak widać, nie musi być natychmiastowej i ewidentnej ulgi po odinstalowaniu programu rządzącego życiem.
Jest pustka, bo coś było przez lata, a nagle zniknęło.
Jest żałoba, bo jakże inaczej wyglądałoby moje życie, gdyby nie ta rola.
Jest cisza.
Jako preludium nowego.
Ale trzeba wyczekać.
A czekanie dla umysłu jest bardzo niewygodne.
To taki pas ziemi niczyjej, mogą pojawić się strach, niepewność, zniecierpliwienie.
I tendencja, żeby natychmiast zapełnić czymś tę pustkę.
Warto wyczekać.
Dziękuję P. za zgodę na publikację 🙏🙏🙏
Izabela Wudarczyk