25/03/2026
Ludzie często mówią, że wybaczyli.
Tylko, że potem wystarczy jedno wspomnienie
i wraca napięcie, złość, ścisk w ciele.
I to jest moment prawdy - to nie jest wybaczenie. To jest przykrycie.
Radykalne wybaczanie nie polega na tym, że sobie coś powiesz i temat znika.
To jest proces, który trzeba przejść uczciwie.
Na początku jesteś w tej całej historii jako ofiara.
I to jest ok. Serio.
Bo jeśli coś Cię zabolało, to nie będziesz udawać, że nie.
Mówisz wprost: to było dla mnie trudne, to mnie wkurzyło, to mnie zraniło.
Bez lukrowania i omijania tematu.
Dopiero później zaczyna się coś ważniejszego.
Zaczynasz patrzeć szerzej. Nie na tę osobę, tylko na siebie.
Zadajesz sobie pytanie: co tak naprawdę mnie w tym ruszyło?
I nagle się okazuje, że to nie ta sytuacja była „problemem”.
Ona tylko dotknęła czegoś, co już w Tobie było.
Jakiejś starej emocji, schematu, historii, którą nosisz.
I teraz masz wybór.
Możesz dalej się wkurzać na tę osobę…
albo zobaczyć, że dzięki tej sytuacji coś z Ciebie wyszło na powierzchnię.
I kiedy naprawdę to zobaczysz - nie z głowy, tylko tak w środku-
zaczyna puszczać.
Nie dlatego, że „powinnaś wybaczyć”.
Tylko dlatego, że już nie masz w sobie tego ładunku.
I to jest ten moment, gdzie:
- Nie analizujesz tego więcej.
- Nie wracasz do tego z emocją.
- Jest spokój.
Czasem pojawia się coś jeszcze - takie ciche „ok, rozumiem”.
A czasem nawet wdzięczność.
Za to, że dzięki temu coś w Tobie się domknęło.
I dopiero wtedy można mówić o radykalnym wybaczeniu.
Nie wtedy, kiedy mówisz, że wybaczyłaś.
Tylko wtedy, kiedy już nic w Tobie nie reaguje.
www.cudfundacja.pl