01/04/2026
Złość, złorzeczenie na przedmioty, spóźnienia, wracanie się po kilka razy do domu, problemy z wyborem, unikanie zarazków.
Idzie osiwieć, wyłysieć i co tam jeszcze babcie z dziadkami powtarzały.
Obsesyjne myśli czy też kompulsje, których mnogo w życiu ocedeowca, zjadają nerwy i czas - nierzadko odbijając się na osobach trzecich.
Codziennie funkcjonowanie to masa dywagacji z samym sobą, denerwowania się na rzeczy, na które nie mamy wpływu, trwonienie czasu, żeby sprawdzić po kilkanaście razy te same rzeczy w kółko.
Nie dziwne zatem, że nasze ciało może zachowywać się, jakby szybciej się starzało.
A tłumaczenie otoczeniu, co się dzieje, to drugie tyle dodatkowej siwizny czy łysiny.
Najgorsza jest świadomość własnej nieudolności - nie tylko czujemy się źle z powodu natręctw, czujemy się źle umiejąc je zinterpretować - gorsi, mniej wartościowi, czując się niemal jak kaleka, nie potrafiąc prostych czynności.
To istny nalot rakietowy;
-> natręctwa same w sobie: utrudniają życie.
-> świadomość: poczucie bycia niepełnowartościowa jednostką, autowykluczenie.
-> otoczenie: opinie innych, komentarze, krytyka, błędna interpretacja zachowania.
a dla niektórych, trzeci czynnik, to wręcz atomówka, której fala uderzeniowa sprawia, że nerwicowiec chce uzupełnić za wszelką cenę dziurę, którą krytyką mu wytknięto.
Niemal zawsze jest to droga przez mękę. Tak się nie da pomóc sobie, ani być fair wobec innych.
Nie można tkwić w procesie, który się wyklucza z naszym ciałem i umysłem - ile tak pociągniemy?
Uważam, że każdy człowiek ma swoje mikro-nerwice. Każdy z nas ma swoje dziwne zachowania, guilty pleasure czy czynności, które rozumie tylko on sam, a tłumaczenie przyprawia o kapkę wstydu.
Spotkaliście kogoś w swoim życiu, kto zaakceptował wasze mikro- bądź makro- nerwice bezinteresownie, lub Wam z nimi pomógł, bo po prostu taki jest?