05/12/2025
Nie da się już spokojnie o tym pisać.
Bo to, co dzieje się wokół nas, przestaje być tragedią jednostek — a staje się lustrem naszego społeczeństwa.
14-letnia Natalia z Andrychowa siedziała godzinami na zimnie pod marketem.
Dziecko. Samotne, przerażone, zdezorientowane.
Obok niej przewijały się dziesiątki ludzi.
Nikt nie podszedł. Nikt nie zapytał: „czy wszystko w porządku?”.
Dziewczynka zmarła.
Zmarła, bo nikt nie miał odwagi okazać serca.
16-letni Eryk z Zamościa — skatowany na oczach przechodniów.
Bity, kopany, błagający o pomoc.
I znowu: nikt nie zareagował.
Bo przecież „to nie moja sprawa”.
A w Malborku mężczyzna zasłabł pod sklepem.
Leżał dwadzieścia minut.
Dwadzieścia minut – tyle trwało nasze milczenie.
Aż zmarł. Na oczach ludzi, którzy zamiast pomóc, patrzyli.
Niektórzy nagrywali.
Powiedz mi, co się z nami stało?
Dlaczego dziś łatwiej wyjąć telefon niż wyciągnąć rękę?
Dlaczego ludzie potrafią nagrać śmierć, ale nie potrafią uratować życia?
Nie każdy, kto leży na ulicy, jest pijany.
Nie każdy, kto wygląda „inaczej”, jest bezdomny z wyboru.
To może być ktoś, kto się źle poczuł. Ktoś, kto cierpi.
Ktoś, kto po prostu nie miał już siły.
To mogłaby być Twoja córka. Twój syn. Twój ojciec.
I może wtedy dopiero zrozumiałbyś,
jak potworna jest nasza obojętność.
Nie przechodź obok.
Nie udawaj, że nie widzisz.
Nie myśl, że ktoś inny pomoże — bo może tym kimś masz być właśnie Ty.
Znieczulica zabija szybciej niż choroba.
Bo śmierć z obojętności boli najbardziej.
– Kobus