18/12/2025
Psoas — mięsień duszy
Strach mieszka w brzuchu, ale tam też rodzi się spokój.
Psoas jest jednym z najmniej rozumianych mięśni ludzkiego ciała. Ukryty głęboko, biegnący wzdłuż kręgosłupa do miednicy, rzadko bywa zauważany w klasycznej pracy z ciałem. A jednak to właśnie on bardzo często decyduje o tym, czy człowiek czuje się stabilnie i bezpiecznie, czy żyje w ciągłej gotowości.
Przez wiele lat sam zmagałem się z napięciem w tym obszarze. Zaczęło się od brzucha — bóle, dyskomfort, później problemy żołądkowe i nadżerki. Dopiero z czasem zobaczyłem, że nie chodziło o sam żołądek, lecz o niemożność „strawienia” życia i ciągłe funkcjonowanie w trybie przetrwania. Mimo kontaktu z różnymi formami terapii, fizjoterapii i masażu, nikt nie zwrócił mi uwagi na to centrum. Jakby brzuch był zbyt oczywisty, by stać się kluczem.
Przełom przyszedł wtedy, gdy zacząłem pracować z innymi ludźmi poprzez dotyk. Wciąż na nowo odkrywałem to samo: napięty brzuch i napięte lędźwie. Niezależnie od wieku, płci czy kondycji fizycznej. Zauważyłem, że im bardziej ktoś próbował „trzymać się w życiu”, tym twardszy był jego brzuch. I im dłużej ktoś musiał radzić sobie sam, tym głębiej to napięcie schodziło — aż do psoasa.
Zauważyłem rownież, że większość problemów w relacji i cała reaktywność, która się w niej pojawiała, miały swoje źródło w napięciu zapisanym w ciele. Gdy ciało jest w gotowości, łatwo o impulsywność, obronę i zamknięcie — nawet wtedy, gdy intencje są dobre.
Razem z partnerką zdecydowaliśmy się świadomie rozbrajać, korzystając ze starosłowiańskiego masażu brzucha w głębokiej uważności. Jednak szybko okazało się, że kluczowa nie jest sama technika, lecz przestrzeń, którą zaczęliśmy tworzyć — taką, w której możemy naturalnie się poddać, rozluźnić i zrzucić swoje tarcze ochronne.
To przestrzeń, w której mówimy o tym, co czujemy, dbamy o swoje potrzeby i wyrażamy je z szacunkiem. Przestrzeń, w której jest również miejsce na ciszę — bezpieczną i żywą — pozwalającą na kontakt z traumami uwięzionymi w ciele.
To doświadczenie nauczyło mnie, że psoas nie jest mięśniem do rozciągania. Jest mięśniem czuwania. Reaguje nie tylko na ruch, lecz na wewnętrzny stan świadomości . Gdy brzuch jest wciągnięty, oddech płytki, a życie oparte na „muszę”, psoas pozostaje napięty. Rozciąganie w takim stanie często tylko pogłębia napięcie, bo ciało odbiera je jako kolejne zagrożenie.
Zauważyłem też coś jeszcze: największe zmiany nie zachodzą podczas intensywnej pracy, lecz w momentach, gdy człowiek pozwala sobie na miękkość. Gdy brzuch może opaść. Gdy nie trzeba niczego poprawiać. To wtedy pojawia się spontaniczny wydech, drżenie, uczucie ciężaru w miednicy. To znaki, że ciało przestaje czuwać.
Z własnego doświadczenia wiem również, że najgłębsza praca odbywa się w codzienności — poza salą, poza sesją. W chwilach, gdy wybieram mniej napięcia, a więcej czucia. Gdy decyduję się działać z brzucha i serca, a nie z presji głowy. Pozwalając sobie na tempo, które jest prawdziwe, a nie narzucone.
Psoas zaczął puszczać u mnie nie wtedy, gdy „pracowałem z nim najmocniej”, lecz wtedy, gdy przestałem żyć w ciągłym trybie udowadniania. Gdy zacząłem ufać, że nie muszę być cały czas gotowy. Że mogę się zatrzymać i nadal być bezpieczny.
Dziś widzę wyraźnie, że napięty psoas nie jest błędem ciała. Jest jego inteligencją. Świadectwem historii, dzieciństwa w którym trzeba było przetrwać. I jednocześnie zaproszeniem do zmiany — nie przez walkę, lecz przez doświadczenie oparcia.
Sesje rozbrajania psoas są naturalnym przedłużeniem tej drogi. Są przestrzenią, w której ciało może przestać trzymać i przypomnieć sobie, że życie nie musi być walką.
Ciało Subtelne - Grzegorz Gilewski