15/03/2025
"Pozostaną po nas tylko guziki…" - Historia por. Andrzeja Pelczara i ppor. Władysława Pelczara.
Za kilkanaście dni nadejdzie kwiecień – miesiąc, który przywoła rocznice szczególną w dziejach Polski. Jedną z najsmutniejszych i najtragiczniejszych - wspomnienie ofiar Zbrodni Katyńskiej, przypadające na jego 13. dzień.
82 lata temu wojska niemieckie pod nadzorem prof. Gerharda Buhtza (zadeklarowanego nazisty) rozpoczęły ekshumację zwłok z masowych grobów odkrytych w lutym 1943 r. w Katyniu.
Jak doszło do tego, że w tych dołach śmierci znalazły się ciała ponad 14 500 polskich oficerów, a także elity społecznej i politycznej? Jak wśród ofiar znaleźli się dwaj mieszkańcy Krościenka Wyżnego? Przeczytajcie koniecznie poniższy tekst, który miałem opublikować w kwietniu, jednakże nie chciałem, aby czekał. Myślę, że po jego lekturze sami stwierdzicie, że to odpowiedni moment...
Wszystko zaczęło się 17 września 1939 r., kiedy to Wojsko Polskie broniące się przed napaścią hitlerowskich Niemiec otrzymało cios w plecy od armii radzieckiej, będący pokłosiem paktu Ribbentrop – Mołotow z sierpnia 1939 r.
Wówczas do niewoli sowieckiej trafiło ponad 200 000 jeńców polskich, spośród których zwolniono szeregowych, których część trafiła do obozów pracy. Inny los czekał na oficerów… Trafili oni do specjalnych obozów NKWD w Kozielsku, Ostaszkowie i Starobielsku. Wśród uwięzionych znaleźli się generałowie, m.in.: Stanisław Haller, Leonard Skierski, Bronisław Bohaterewicz, Leon Billewicz, a zapowiedzią tego, jak zginą jeńcy polscy było brutalne zamordowanie gen. Olszyny-Wilczyńskiego, podczas ewakuacji jego sztabu jeszcze we Wrześniu 1939 r.
Krościeńska ziemia „wydała na świat” wielu oficerów, o których pisałem lub napiszę niebawem. Skupmy się jednak dziś na losie dwóch, noszących to samo nazwisko – Pelczar. Jak wspominają autorzy monografii „600 lat doli i niedoli Krościenka Wyżnego i Iskrzyni”, internowanymi po kampanii wrześniowej w obozach rosyjskich byli: dr Andrzej Pelczar – porucznik WP oraz inż. Władysław Pelczar – podporucznik WP.
Pozwólcie, że po krótce przybliżę Wam ich postacie…
Andrzej Pelczar, por. Wojska Polskiego, przyszedł na świat w Krościenku Wyżnym 28.11.1899 r., jako najstarszy syn Jana i Katarzyny z Pelczarów. Miał czworo rodzeństwa. Jego ojciec posiadał niewielkie gospodarstwo rolne. Mimo trudnych warunków materialnych rodziny, w latach 1907-1911 uczył się w szkole ludowej, aby w roku szkolnym 1911/1912 rozpocząć naukę w krośnieńskiej szkole realnej (obecnie I LO w Krośnie), po czym rok później przeniósł się do jasielskiego gimnazjum. Po ukończeniu VII klasy, a był to rok 1917, został powołany do wojska otrzymując przydział do 48 Pułku Piechoty. W sierpniu tego samego roku odbył szkolenie podoficerskie w 18 Pułku Piechoty, zostając instruktorem w II kompanii tejże jednostki.
Kiedy 1918 r. przyniósł odrodzenie Rzeczypospolitej, rozpoczęło się tworzenie Wojska Polskiego, do którego ochoczo zgłaszali się Polacy do tej pory walczący w armiach zaborczych. Podobnie było z kapralem Andrzejem, który zaciągnął się do 5 Pułku Piechoty Legionów dowodzonego wówczas przez kpt. Michała Karaszewicza-Tokarzewskiego (późniejszego generała dywizji, komendanta Służby Zwycięstwu Polski). Warto nadmienić, że Andrzej brał udział w wojnie Polsko-Ukraińskiej, podczas której będąc zastępcą dowódcy plutonu (początkowo w 10 kompanii, następnie 16 kompanii), uczestniczył w odsieczy Przemyśla, a następnie Lwowa, które zaskoczone atakiem wojsk ukraińskich potrzebowały natychmiastowej pomocy i wsparcia. Za walki o „Miasto zawsze wierne” został odznaczony Krzyżem Obrońców Lwowa. 10 maja 1919 r., podczas walk pod Mikołaszowem został ranny, w wyniku czego przebywał na rekonwalescencji do końca września.
Po powrocie do służby otrzymał awans na plutonowego. Następnie przystąpił do kursu oficerskiego w Warszawie, po którym w stopniu sierżanta odbył praktykę w Warszawskim Korpusie Kadetów.
Burzliwy był okres po odzyskaniu niepodległości przez Polskę, która powstała jako zlepek trzech zaborów, a więc trzech diametralnie różnych systemów prawnych, ekonomicznych, społecznych. Wisła połączyła obywateli mówiących po: polsku, rosyjsku, niemiecku, ukraińsku i w jidysz. Warzących w: kilogramach, funtach i cetnarach. Mierzących w: kilometrach, wiorstach, hektarach i łanach. Mimo, iż nie było polskiego banku, obowiązywało aż pięć różnych walut. Obowiązywał ruch prawo i lewostronny, dwa rozstawy szyn kolejowych.
Młode państwo polskie miało teraz stanąć przed jednym z najtrudniejszych wyzwań, których w owym czasie jak już zauważyliście nie brakowało - obroną suwerenności. U naszych granic stanęła armia bolszewicka, która niosła Rzeczypospolitej na swoich sztandarach „wolność” według wizji ogólnoświatowej rewolucji proletariackiej...
Andrzej Pelczar chcąc spełnić patriotyczny obowiązek, do walczącego na wschodnich kresach wojska, 25 lipca 1920 r. wstąpił jako ochotnik. W 1921 r. awansowany został do stopnia podporucznika, a w 1923 r. zwolniono go do rezerwy.
Podjął decyzję o rozpoczęciu studiów medycznych na Uniwersytecie Jana Kazimierza we Lwowie, które ukończył w 1929 r. Pracował w szpitalu w Stryju (obecnie Ukraina) jako kierownik oddziału chirurgicznego. Został awansowany do stopnia porucznika WP w 1930 r.
W 1939 r. został powołany do Wojska Polskiego, a dokładnie do sformowanego w 1939 r. przez 1 Pułk Artylerii Motorowej ze Stryja, II Dywizjonu Artylerii Motorowej, gdzie służył jako lekarz. W tym oddziale walczył w kampanii wrześniowej, podczas której 25 września 1939 r. w starciu z wojskiem sowieckim został ranny pod Zawałowem. Dostał się do niewoli. Wówczas rodzina nie otrzymała od niego żadnej wiadomości. Kiedy w kwietniu 1990 r. Związek Radziecki przyznał się do zbrodni katyńskiej i ujawnione zostały oficjalne dokumenty, okazało się, że por. Andrzej Pelczar był więźniem obozu w Starobielsku. Został zamordowany wiosną 1940 r. strzałem w tył głowy w Charkowie, a jego ciało spoczęło w masowych grobach obok wielu tysięcy Polaków.
Więźniem starobielskiego obozu był również ppor. inż. Władysław Pelczar - młodszy o pięć lat od swego przyjaciela Andrzeja. Władysław urodził się 17 sierpnia 1904 r., jako najstarsze z siedmiorga dzieci Jana, który trudnił się kowalstwem i Karoliny z Habratów. Dnia 5 czerwca 1924 r., egzaminem maturalnym ukończył 8-klasową Szkołę Realną w Krośnie. Następnie rozpoczął studia na Uniwersytecie Jana Kazimierza we Lwowie, gdzie po dwóch latach postanowił przenieść się na Politechnikę Lwowską, kontynuując naukę na wydziale chemii, finalnie uzyskując tytuł inżyniera 12 kwietnia 1935 r., opracowując temat: „Redukcyjność mieszaniny węglowodanów”. Znał dwa języki obce: niemiecki i francuski.
1 sierpnia 1932 r. zgłosił się do odbycia ćwiczeń wojskowych w stopniu sierżanta podchorążego rezerwy, gdzie po sześciu tygodniach zwolniono go do rezerwy.
Jakim był żołnierzem? Bardzo dobrym, a świadczą o tym m.in. opinie na jego temat, a oto jedna z nich – opinia z rocznej listy kwalifikacyjnej wydanej 1 października 1938 r., przez kpt. Jana Jarosza – komendanta kursu „Cechy indywidualne: Inteligencja duża. Charakter zrównoważony spokojny. Umysł bystry, myśli logicznie i konsekwentnie. Stanowczy, ma wyrobione swoje zdanie, na wpływy postronne odporny. Towarzysko obyty, bardzo taktowny.”
1 stycznia 1933 r. został awansowany na podporucznika piechoty ze starszeństwem. W 1936 r. odbył czterotygodniowy kurs gazowy dla oficerów rezerwy w Szkole Gazowej, a w opinii na jego temat przełożeni wypowiadali się tak: „Na wypadek wojny nadaje się na dowódcę plutonu chemicznego i oficera gazowego pułku do przemysłu chemicznego”.
Z kolei zdolności ogólne i zawodowe oceniano: „Zmysł taktyczny, ogólne uzdolnienie wojskowe i znajomość regulaminów dobra. Decyzja dobra, orientuje się w nowych warunkach zupełnie dobrze.”
Przed wybuchem II wojny światowej pracował jako kierownik fabryki tytoniu w Czyżynach (obecnie dzielnica Krakowa). Z uwagi na unoszący się w powietrzu zapach wojny i ogłoszoną powszechną mobilizację, pozostawił posadę, a przede wszystkim rodzinę: żonę w ciąży oraz pierwszego syna.
Ppor. Władysław Pelczar służył w 51. Pułku Piechoty Strzelców Kresowych, który sformowany został w ramach Armii Polskiej we Włoszech jeszcze w 1918 r, a następnie przetransportowany do Francji, gdzie wszedł w skład Błękitnej Armii gen. Józefa Hallera.
W okresie międzywojennym jednostka ta stacjonowała w garnizonie Brzeżany (obecnie Ukraina). Pod dowództwem ppłk. Emila Fieldorfa na wojnę pułk wyruszył w składzie 12 Dywizji Piechoty, podporządkowanej Południowemu Zgrupowaniu Armii "Prusy". Z powodu opóźnień dopiero 3 września z Brzeżan ruszyły pierwsze transporty kolejowe z pododdziałami pułku do wyznaczonych miejsc koncentracji. Wyznaczono trasę przez Lwów - Przemyśl - Przeworsk - Rozwadów - Ostrowiec.
Po ciężkich walkach, w rejonie leśnej wioski Piotrowe Pole dnia 9 września 1939 roku pułk został rozwiązany. Jego straty w kampanii wrześniowej są oceniane na 70 % stanu wyjściowego. Żołnierze małymi grupkami przebijali się dalej za Wisłę na własną rękę.
Podporucznik Władysław Pelczar dostał się do niewoli sowieckiej. Osadzony został podobnie jak jego przyjaciel Andrzej w obozie w Starobielsku. Wiosną 1940 r. został zamordowany w Charkowie. Na uwagę zasługuje fakt, iż w monografii „600 lat doli i niedoli…” autorzy zauważają, iż „ostatnia wiadomość nadesłana do rodziny pochodziła z grudnia 1940 r.” Niestety rodzina nie mogła wówczas wiedzieć, że Władysław od około 6 miesięcy już nie żył, a sowieci próbując zrzucić winę na wojska niemieckie czyniły wszystko, włącznie z dokładaniem do zwłok m.in. wycinków gazet z 1941 r.
W jednym obozie, po transporcie w wagonie przeznaczonym do wożenia bydła, los splótł drogi dwóch przyjaciół z jednej miejscowości. Dwóch mężczyzn, którzy dobrze się znali, którzy zapewne widywali się na ulicy, w kościele… Mężczyzn, którzy wyruszając na wojnę zapewne mówili swoim rodzinom: "wszystko będzie dobrze, niebawem się zobaczymy"... Jeńcy polscy wbrew konwencjom międzynarodowym zostali oddani do dyspozycji NKWD, które opracowało system obozów, o których wspomniałem wcześniej. W notatce skierowanej w marcu 1940 r. do Stalina, Ławientij Beria stwierdził, że jeńcy polscy stanowią „zadeklarowanych i nie rokujących nadziei poprawy wrogów władzy sowieckiej” uważając za uzasadnione rozstrzelanie ponad 14 000 Polaków bez przedstawienia zarzutów i aktu oskarżenia. Los naszych Bohaterów oraz ich współtowarzyszy był już przesądzony.
Wywożeni ciężarówkami w głąb lasu, mając zazwyczaj skrępowane sznurem ręce, prowadzeni byli przez rosyjskich oprawców nad doły i ustawiani na ich skraju, widząc już zapewne leżących w nich zamordowanych kolegów. To był ich ostatni widok… Przedziwna cisza, dźwięk szumiących drzew… Nagły strzał…
Historia uczy, że żaden sojusz, nastawiony na czyjąś krzywdę nie trwa długo. Podobnie było z braterskimi relacjami Niemiecko-Rosyjskimi, które zakończyła wcielona w czyn operacja Barbarossa z czerwca 1941 r.
13 kwietnia 1943 r. Niemcy poinformowali o wstrząsającym odkryciu, którym były groby polskich oficerów w Katyniu. Do prac ekshumacyjnych zaproszono przedstawicieli Międzynarodowego Czerwonego Krzyża. Już wtedy, zdaniem ekspertów niezależnych oraz badaczy z Polski wiedziano, kto odpowiada za tę zbrodnię. Także amerykański raport z 1952 r. wskazał jednoznacznie na ZSRS.
Sowieci nie ustawali jednak w próbach zakłamania zbrodni, a także komuniści w Polsce ukrywali prawdę.
W PRL cenzura blokowała wszelkie próby wskazania faktycznych sprawców. Represjonowano osoby głoszące prawdę o zbrodni katyńskiej. Rosjanie dopiero w kwietniu 1990 r. uznali swoją odpowiedzialność za zbrodnię. W roku 1992, na polecenie ówczesnego prezydenta Rosji Borysa Jelcyna strona polska otrzymała kopie dokumentów dotyczących zbrodni, w tym wspomnianej tajnej decyzji politbiura z 5 marca 1940 r. Rosja wszczęła nawet śledztwo, które zakończono jednak w 2005 r. uznając, iż mord na polskich jeńcach nie był ludobójstwem, lecz „zwykłym” przestępstwem, które uległo przedawnieniu.
Ciała wówczas 40-letniego por. Andrzeja i 36-letniego ppor. Władysława z ranami postrzałowymi głowy spoczywają w Piatichatkach, na otwartym w 2000 r. Cmentarzu Ofiar Totalitaryzmu. Ciała oficerów – Patriotów, walczących bohatersko za Ojczyznę. Mężczyzn, mających jeszcze przed sobą całe życie, kochające rodziny i zapewne wiele planów czekających na realizację.
Naszym zadaniem jest czynić wszystko, aby nie pozostały po nich tylko guziki, ale przede wszystkim wieczna pamięć i cześć!
Dysponuję aktami obydwu Bohaterów powyższego tekstu. Jeżeli ktoś z rodziny zamordowanych czytał ten tekst proszę o kontakt. Udostępnię wówczas posiadane materiały.
Opracowanie: M. Liput
Fot.: Centralne Archiwum Wojskowe, ogrodywspomnien.pl
Parafia pw. św. Marcina w Krościenku Wyżnym