08/05/2026
Rozczulił mnie dziś ten bratek. Urósł w miejscu, gdzie teoretycznie nie powinien, warunki mało sprzyjające, duża samotność. Dach nad głową z jednej strony chroni przed rozdeptaniem, a z drugiej zabiera dopływ wody z kropel deszczu. Trochę przykurzony, ale ciągle nie traci koloru. Pomyślałam: jaka chęć życia! A po czasie, że może nie chęć, a po prostu brak wyboru i wegetacja.. wiatr późną jesienią rozwiewał nasionka i ot, takie mu się miejsce trafiło. Można powiedzieć, że miał szczęście bo jest, ale czy on taki szczęśliwy..? Tego się nie dowiem, bo nic nie mówi… 😅
Podobnie z nami, ludźmi. Rodzimy się w różnych rodzinach i zastajemy w nich różne warunki. Żyjemy, choć czasem nasz umysł nie obejmuje tego co się dzieje wokół nas. Łatwo oceniać patrząc z boku, czy ktoś ma więcej woli życia czy życiowej rezygnacji i jakie za tym przemawiają argumenty… mówić jak ktoś ma żyć, z czego się cieszyć, na co godzić a na co nie.. jakby zawsze jedna droga prowadziła z punktu A do punktu B, a bilans życiowych zysków i strat dało się zmierzyć za pomocą liczb.
Choć uwielbiam matmę i logiczne myślenie cieszę się, że życia nie da się opisać za pomocą równania. Ani też możliwych konsekwencji naszych wyborów zamknąć w jakiś skończony zbiór przypadków, które jeszcze można by ze 100% pewnością przypisać do kategorii sukces lub porażka.
I im więcej w gabinecie (i poza nim) słucham ludzkich historii, tym więcej pokory mam w sobie. Bo choć dla spokoju głowy „chciałabym wiedzieć coś dziś napewno (...)” to ta niepewność pozwala mi zaciekawiać się ,zwyczajnym’ i sprawdzać, jak ,unikatowe’ jest to w przeżyciu tej osoby, która dzieli ze mną daną chwilę.