22/04/2026
"Panie i Panowie, przed Państwem: rozczarowania.”
Wczoraj zostawiłam ten cytat bez komentarza. Dostalam w odpowiedzi całą gamę emotek i tak sobie pomyślałam, ze każdy z nas coś do niego dopisał… w sobie.
Rozczarowanie często odbieramy jak sygnał, że coś poszło nie tak, że ktoś zawiódł, że życie nie spełniło obietnicy. Rozczarowanie jest przecież częścią życia.
To moment spotkania z rzeczywistością taką, jaka jest, a nie taką, jakiej potrzebowaliśmy.
W książce „Wszystko, co musimy utracić” pojawia się myśl, że życie nieuchronnie wiąże się ze stratą — wyobrażeń, oczekiwań, ról, ludzi, wersji siebie. Rozczarowanie jest jedną z form tej straty. Cichą, codzienną, często bagatelizowaną.
Ale kiedy przestajemy z nim walczyć, coś się zmienia.
Bo może rozczarowanie:
– mówi nam, że coś było dla nas ważne
– pokazuje, gdzie ulokowaliśmy nadzieję
– odsłania nasze potrzeby i tęsknoty
Zamiast traktować je jak coś, co trzeba szybko naprawić albo odepchnąć, warto spróbować je przyjąć.
Paradoksalnie, to właśnie zgoda na rozczarowanie sprawia, że ono mniej boli.
Rozczarowania nie znikną, ale możemy nauczyć się przez nie przechodzić z większą łagodnością dla siebie.
Może właśnie to jest jedna z ważniejszych umiejętności w życiu.
Ja kolekcjonuję swoje rozczarowania, myślę, że z biegiem lat coraz lepiej się rozumiemy :)