20/12/2025
Autyści radzą sobie lepiej lub gorzej. Wiadomo, że na radzenie sobie wpływa np. IQ w normie oraz rozwój mowy. Poza tym przydatna jest zdolność maskowania. Tak, jest dla nas toksyczna, ale „dzięki” temu przynajmniej możemy mieć pracę i jakoś funkcjonować.
Ale w menu metod radzenia sobie jest jeszcze jeden element, który zaobserwowałam i nazywam go kompensacją.
💡Czym jest kompensacja autystyczna?
Maskowanie, to wiemy, jest próbą ukrycia cech autystycznych i zachowywania się jak osoba neurotypowa. W angielskim ma często nazwę „camouflaging” – to samo słowo, którego używa się w stosunku do zwierząt, jak np. patyczaki. Chęć wtopienia się w tło i niewyglądania inaczej. Ale maskowanie, to też wiemy, nie jest w pełni skuteczne, bo neurotypowi potrafią często rozpoznać, że „coś jest nie tak”.
Kompensacja to jest więc, konsekwentnie, nadmierne staranie się, by nadrobić straty, negatywne postrzeganie i konsekwencje życiowe związane z cechami autystycznymi, których nie umiemy maskować.
Warto zaznaczyć, że używam pojęcia „kompensacja” w innym znaczeniu niż Livingston i Happé (2019), którzy opisują przede wszystkim strategie kompensacyjne jako element maskowania, czyli próbę ukrywania autystycznych trudności. W moim ujęciu chodzi raczej o sytuacje, w których osoba autystyczna nie ukrywa (skutecznie) swoich cech, lecz podejmuje nadmierny wysiłek, aby mimo nich pozostać lubianą, zatrudnialną, 'kochaną' czy godną akceptacji.
💡Jak objawia się kompensacja?
W życiu prywatnym kompensacja może oznaczać na przykład oferowanie pomocy – np. pożyczek finansowych, wsparcia, miejsca na imprezy. U nastolatków może to być też podejmowanie ryzykownych działań i zachowań, by „być cool” (i zrekompensować bycie postrzeganym jako dziwak z powodu cech autystycznych). U kobiet – tkwienie i poświęcanie się w nierokujących lub toksycznych związkach.
W życiu zawodowym autystycy będą robić kolejne kursy, dyplomy i kwalifikacje, aby zrekompensować brak umiejętności networkingu czy „sprzedania się” na rozmowie kwalifikacyjnej. Innym objawem jest branie dodatkowych projektów, bycie na zawołanie szefa czy próby nauczenia się jak najwięcej o działaniu firmy i każdego jej działu, aby w razie czego móc przejść do innej jej części.
Takie działania kompensacyjne zbiegają się również z cechami autystycznymi. Ostatnio autorka konta na FB, które bardzo lubię, napisała, że jest „uzależniona od wiedzy i jej poszerzania”. Mam to samo, ale jednocześnie wiem, że część tych dyplomów, które zbieram jak pokemony, ma mi załatwić, że nie zostanę bez pracy. Tak kombinuję, nie wiem, czy zadziała.
Z jednej strony mamy więc autystyczną chęć dłubania w jakimś temacie, a z drugiej potrzebę kompensacji, która nas w to pcha. Podobnie może być z wymienionymi zachowaniami niebezpiecznymi: z jednej strony autystyczne problemy z oceną poziomu niebezpieczeństwa, z drugiej – chęć kompensacji.
💡Jakie są skutki kompensacji autystycznej?
Myślę, że odpowiedź na to pytanie jest zniuansowana. Coś, co pozwala prowadzić niezależne życie, automatycznie ma ten właśnie plus. Zdobywanie kwalifikacji zawodowych nie jest przecież złe.
Z drugiej strony przepracowywanie się ma oczywiste negatywne skutki. Inwestowanie w edukację bez przełożenia na zarobki (bez awansów, a jedynie po to, żeby się utrzymać) wpływa negatywnie na finanse. Ponadto tkwienie w toksycznych związkach czy nieszczerych przyjaźniach nie jest dla nas dobre. Negatywnym skutkiem kompensacji może być także to, że osoby autystyczne, poprzez swoje nadmierne starania i oferowanie wsparcia, bywają wykorzystywane przez pseudoprzyjaciół/partnerów, którzy chętnie biorą, ale nie odwzajemniają relacji.
Myślę również, że, tak jak maskowanie, kompensacja może prowadzić do wypalenia. Przyszło nam jednak żyć w świecie, gdzie, tak jak maskowanie, kompensacja jest niezbędna, by przetrwać.
Uważam, że warto wyraźnie rozróżnić kompensację od maskowania, bo w mojej opinii są to dwa odrębne, choć powiązane zjawiska.
Takie mam przemyślenia. Co o tym sądzicie? Wymyślone czy realne zjawisko?