Dr Rawa

Dr Rawa Wsparcie na zakręcie życia

Gdybyś mogła dziś usłyszeć prawdziwą odpowiedź na jedno pytanie, które od dawna nosisz w sobie — o co byś zapytała?I kog...
24/03/2026

Gdybyś mogła dziś usłyszeć prawdziwą odpowiedź na jedno pytanie, które od dawna nosisz w sobie — o co byś zapytała?

I kogo?

Może jest w Tobie jakaś sprawa, która wciąż nie daje Ci spokoju.
Jakaś historia, do której wracasz myślami.
Jakiś moment, którego nie umiesz domknąć.
Jakaś relacja, po której zostały nie tylko wspomnienia, ale też znaki zapytania.

Nasz umysł bardzo źle znosi to, co niedokończone, niejasne i nierozwiązane.
Dlatego potrafimy miesiącami, a czasem latami, wracać do tego samego pytania:
dlaczego?

- Dlaczego to się stało?
- Dlaczego on odszedł?
- Dlaczego ona nie powiedziała prawdy?
- Dlaczego nie zauważyłam wcześniej?
- Dlaczego wtedy nie zareagowałam?
- Dlaczego przestałam wierzyć w siebie?
- W którym momencie zgubiłam swoją odwagę?
- Co tak naprawdę działo się w moim związku?
- Kiedy został wbity ten pierwszy gwóźdź do trumny mojego małżeństwa?
- I jak mogłam tak długo nie widzieć tego, co dziś wydaje się tak oczywiste?
-
To są pytania, które bolą nie tylko dlatego, że nie znamy odpowiedzi. Boli też to, że z tą niewiedzą zostaliśmy sami. Bez wyjaśnienia, bez domknięcia, bez słów, które pomogłyby sercu zrozumieć to, z czym rozum próbuje sobie poradzić rozum.

Czasem wydaje nam się, że gdybyśmy tylko poznali odpowiedź, wszystko wskoczyłoby na swoje miejsce.
Może rzeczywiście coś by się wtedy rozjaśniło.
Może byłoby mniej chaosu, mniej obwiniania siebie, mniej wracania do przeszłości.
Może odpowiedź nie zabrałaby całkiem bólu, ale przynajmniej dałaby jakiś grunt pod nogami.
Bo człowiek naprawdę wiele potrafi unieść, tylko dużo trudniej unosi się to, co nie ma kształtu.
To, co pozostaje niedopowiedziane i co trzeba sobie dopowiadać samemu.

Dlatego dziś chcę Cię zaprosić do łagodnego zatrzymania.

Napisz jedno pytanie, na które od dawna nie możesz uzyskać odpowiedzi.
Takie, które wraca, uwiera, które być może nosisz w sobie od lat.
A potem dopisz:
Co zmieniłoby się we mnie, gdybym naprawdę poznał/a odpowiedź?

- Może poczuł(a)byś ulgę.
- Może wreszcie przestał(a)byś obwiniać siebie.
- Może łatwiej byłoby Ci odpuścić.
- Może mogł(a)byś zacząć się żegnać z tym, co było.
- A może zobaczył(a)byś, że jeszcze bardziej niż odpowiedzi potrzebujesz dziś współczucia dla siebie - tej wersji siebie, która wtedy nie wiedziała tego, co wie dziś.

Nie musisz mieć wszystkich odpowiedzi, żeby zacząć się sobą opiekować.
Czasem samo nazwanie pytania, które w Tobie mieszka, jest już pierwszym krokiem do wewnętrznego porządku.

Możliwe, że nie dostaniesz odpowiedzi od tej osoby. Prawdopodobnie nie dowiesz się nigdy.

Ale możesz dać sobie coś bardzo ważnego: uznanie, że to pytanie jest ważne, że ten ból ma sens, i że Ty też masz prawo chcieć rozumieć.

I wiecie, jak dotąd, to pytanie mnie osobiście najbardziej porusza. Zapisuję sobie w dzienniczku i będę rozkminiać.

Anita Rawa - wsparcie na zakręcie życia
https://doktorrawa.pl/

Czasem żyjemy bardziej w trybie „muszę” niż „chcę”.Muszę wstać. Muszę ogarnąć. Muszę odpisać. Muszę dać radę. Muszę być ...
16/03/2026

Czasem żyjemy bardziej w trybie „muszę” niż „chcę”.

Muszę wstać. Muszę ogarnąć. Muszę odpisać. Muszę dać radę. Muszę być rozsądny/a, produktywny/a, pomocny/a.

I nawet nie zauważamy, w którym momencie z naszego życia znika przestrzeń na pytanie:

- czego ja właściwie chcę?

„Muszę” potrafi być przydatne. Pomaga dowozić, organizować, trzymać pion.
Problem zaczyna się wtedy, gdy przejmuje stery całkowicie.
Gdy wszystko staje się zadaniem.

Gdy na odpoczynek trzeba „zasłużyć”, przyjemność „uzasadnić”, a własne potrzeby odłożyć na później.

A przecież życie nie składa się wyłącznie z obowiązków, na litość boską!

Składa się też z wyborów, z małych poruszeń serca, z rzeczy, które karmią, a nie tylko obciążają.

Nie chodzi o to, żeby nagle rzucić wszystko i wyjechać w Bieszczady; udawać, że nie istnieją rachunki, terminy i odpowiedzialność.

Chodzi raczej o to, żeby sprawdzić, czy wśród tego wszystkiego zostało jeszcze trochę miejsca na Ciebie.
Na Twoje tempo.
Na Twoją przyjemność.
Na Twoje „tak”.

Jak wyglądałby Twój dzień, gdybyś odpuścił/a „muszę”?
Wyobraź sobie dzień bez listy obowiązków.

Co wtedy robisz?

Może właśnie tam czeka coś ważnego.

Anita Rawa - wsparcie na zakręcie życia
https://doktorrawa.pl/umow-wizyte/

Oczywiście zapomniałam się pochwalić ale chwalę się teraz - bo jestem zadowolona z tej rozmowy. Radio Lublin - O rozstan...
13/03/2026

Oczywiście zapomniałam się pochwalić ale chwalę się teraz - bo jestem zadowolona z tej rozmowy. Radio Lublin - O rozstaniach.
Monika Niedziałek bardzo Ci dziękuję za świetny czas, mądre pytania i uważne prowadzenie :-)

https://radio.lublin.pl/2026/03/02-03-2026-licencja-na-zycie/

Anita Rawa- wsparcie na zakręcie życia

Jak przeżyć rozstanie? O tym na antenie Radia Lublin opowie psycholog i psychoterapeutka dr Anita Rawa.

Przeczytałam kiedyś, gdzieś, pewnie w książce (choć może to była mądrość instagramowa),  że dorosłość polega między inny...
09/03/2026

Przeczytałam kiedyś, gdzieś, pewnie w książce (choć może to była mądrość instagramowa), że dorosłość polega między innymi na tym, że tracimy zdolność do odczuwania beztroski. To dzieciństwo i dorastanie mogą być wypełnione beztroską zabawą, beztroskim czasem, beztroskim stanem.

W ogóle zobaczcie jakie to jest piękne słowo: beztroska. Bez-trosk, czyli bez zmartwień i problemów. Takie powinno być dzieciństwo, bo od martwienia się są dorośli.

No właśnie, dorosły się martwi, jest zatroskany a więc się troszczy, zapobiega, opiekuje i rozwiązuje problemy.
Więc dorosły nie może być beztroski z definicji, prawda?

“Beztroski dorosły” to oksymoron, to się nie powinno wydarzać, zwłaszcza jak się ma dzieci; “beztroski dorosły” to pewnie narcyz, Piotruś Pan, nieodpowiedzialny gnojek. A najgorzej, jak to jest beztroska dorosła, czyli kobieta. Wtedy to już zupełnie koniec świata.

Dorosłość bowiem składać się powinna z trudu, znoju i odpowiedzialności. Oraz powagi.

(Tak przynajmniej twierdzi moja mama, może nie wprost ale dość wyraźnie).

A poważny człowiek nie śmieje się jak głupi do sera, tylko się uprzejmie uśmiecha.
Nie rechocze, lecz wyraża ukontentowanie, nie skacze z radości tylko komunikuje zadowolenie.

Czyż nie?

No właśnie mam wielką nadzieję, że nie.

Że jako dorosła, odpowiedzialna kobieta mam prawo się chichrać, płakać ze śmiechu, mieć ubaw po pachy.

Że mogę sobie pozwolić na beztroskę i spontaniczność.

I chciałabym móc sobie przypomnieć, kiedy ostatnio był taki czas, że śmiałam się do bólu brzucha… ale nie mogę. To było dawno, choć mam nadzieję że już w dorosłości.

I gdybym miała sobie czegoś życzyć z powodu minionych niedawno kolejnych urodzin, to chyba tego właśnie - żebym miała okazje śmiać się do rozpuku, do łez, do bólu brzucha.

A wy pamiętacie, kiedy ostatnio tak się śmialiście?

Anita Rawa - wsparcie na zakręcie życia
https://doktorrawa.pl/

Nie wiem, z czym się mierzysz, ale założę się, że masz coś takiego. Jakiś temat zamiatany pod dywan. Albo coś, co jest ś...
02/03/2026

Nie wiem, z czym się mierzysz, ale założę się, że masz coś takiego.

Jakiś temat zamiatany pod dywan. Albo coś, co jest świeżą, krwawiącą raną. Przewlekła żałoba. Niepodjęta ważna decyzja. Trudna rozmowa. A może pakiet premium czyli wszystko naraz.

I możliwe, że jest tak, że kiedy komuś bliskiemu się sypie, to potrafisz być ciepły/a, wspierający/a i wyrozumiały/a.

A jak Tobie się sypie, to włącza się wewnętrzny krytyk, surowy sędzia, który mówi: „Nie przesadzaj, inni mają gorzej.”; “Nie obciążaj innych swoimi problemami”. „Znowu zawaliłeś?”, „Mogłaś się bardziej postarać” .

Zresztą zapewne masz swoje własne anty-afirmacje, teksty, których nigdy nie powiedział(a)byś bliskiej osobie, a siebie nimi chłostasz.

I nawet jeśli to na jakiś czas pomaga, to samo-dzielność, twardość i zosio-samosizm mają tak dużo negatywnych skutków ubocznych, że to się kompletnie nie opłaca.

Zdecydowanie bardziej użyteczna jest postawa samowspółczucia i autowyrozumiałości, zwane z angielska self-compassion.

I niezależnie od tego, jak bardzo krindżowo, kołczingowo czy niuejdżowo (pisownia celowa) teraz zabrzmię, to umiejętność traktowania samego siebie jak swojego przyjaciela/przyjaciółkę, bardzo się w życiu przydaje i to życie czyni znacznie znośniejszym a może nawet szczęśliwszym.

Więc zamiast wymagać od siebie superbohaterstwa, przypomnij sobie, że jesteś zwykłym człowiekiem i radzisz sobie z kłopotami raz lepiej, raz gorzej, a czasem wcale.

Czasem radzenie sobie wygląda tak, że robisz mniej, odpuszczasz perfekcję, przestajesz gadać do siebie jak do wroga, i godzisz się z tym, że na wiele rzeczy nie masz wpływu. Jak każdy inny człowiek na świecie.

Dlatego dziś proponuję:

Zapisz jedno zdanie, które powiedział(a)byś ukochanej osobie w kłopocie i powiedz je sobie.

Niech to będzie takie zdanie, które naprawdę działa, a nie afirmacja w stylu „jesteś zwycięzcą”.

Na przykład:
- Nic dziwnego, że Ci ciężko.
- Na dziś wystarczy wersja minimum.
- Nie musisz mieć planu na życie, zrób jeden krok.
- Zanim się zajedziesz: zjedz coś, pij wodę, oddychaj.
- To nie lenistwo tylko przeciążenie.
- Nie jesteś zepsuty/a, jesteś zmęczony/a.
- Masz prawo nie wiedzieć, co robić.
- Nie zawsze musisz działać.

I żeby to nie zostało tylko ładnym zdaniem, zrób do niego dopisek:
„Dziś zrobię to, co realnie mogę.”

Czyli np.
- ogarnę jedną rzecz i koniec
- napiszę do kogoś, nie będę udawać, że wszystko gra
- zrobię 20 minut przerwy bez tłumaczenia się światu
- odpuszczę jedną rzecz, która nie musi być zrobiona TERAZ
- schowam się w kąt i popłaczę a potem pomyślę, co dalej.

Bo radzenie sobie to nie jest bycie twardym, to robienie małych, możliwych do wykonania ruchów, kiedy w środku masz bałagan.

I pomaga w tym traktowanie siebie tak, jak traktujesz tych, których kochasz.

Jeśli chcesz – wrzuć w komentarzu swoje jedno zdanie.

Ja mam dziś takie: “Jestem po twojej stronie, Anito”.

Anita Rawa - wsparcie na zakręcie życia
https://doktorrawa.pl/

Czasem to, co najbardziej nas zatrzymuje, nie jest brakiem siły ani brakiem motywacji.Czasem to coś, co wciąż czeka na z...
24/02/2026

Czasem to, co najbardziej nas zatrzymuje, nie jest brakiem siły ani brakiem motywacji.
Czasem to coś, co wciąż czeka na zauważenie, uznanie i spokojne domknięcie.

Nosimy w sobie różne niedokończone historie:
- rozmowy, które nigdy nie wybrzmiały,
- relacje, które się zmieniły,
- oczekiwania, które bolały,
- obrazy siebie, które już do nas nie pasują, a jednak trudno je puścić.

To naturalne, że niektórych rzeczy nie da się zostawić szybko, od razu, definitywnie.
Serce często potrzebuje więcej czasu niż głowa, chociaż głowa też potrafi bez ustanku zadawać pytania "dlaczego?", "dlaczego ja?" i "co by było gdyby?" i tworzyć alternatywne scenariusze.

To, co nie zostało pożegnane, ma tendencję do wracania: w napięciu, w zmęczeniu, w ruminacjach, w poczuciu utknięcia.

Pisząc te zdania, uświadamiam sobie, ile we mnie jest jeszcze niedokończonych i niepożegnanych emocji, spraw, relacji, historii.

Daję więc sobie i wam propozycję - zacznijmy domykać i żegnać to, co nam nie służy.

Lub to, czego już nie ma.

Ale też: nadzieje i złudzenia, że wydarzy się coś, co się przez lata nie wydarzyło.

Domknięcie jest formą troski o siebie.
Robieniem miejsca na oddech, przestrzeń, spokój, nowe decyzje, na siebie w bardziej prawdziwej wersji.

To może być bardzo mały krok: zdanie zapisane w notesie, myśl wypowiedziana na głos, jedno symboliczne „dość” wobec czegoś, co od dawna zabiera Ci energię.

Nazwij to, co było ważne, i uznaj, że już tego nie ma.
Uznaj swój ból i zmęczenie i puść to w cholerę.
Pozwól sobie już tego nie nieść.

Anita Rawa - wsparcie na zakręcie życia
https://doktorrawa.pl/

Komu, komu szkolenie z TSR stacjonarnie? Polecam serdecznie!W Lublinie będzie można spotkać się ze mną :-)
17/02/2026

Komu, komu szkolenie z TSR stacjonarnie? Polecam serdecznie!

W Lublinie będzie można spotkać się ze mną :-)

📍 LUBLIN & WARSZAWA - ruszamy ze szkoleniem TSR I stopnia w formie stacjonarnej!

Zapraszamy na Studium Terapii i Podejścia Skoncentrowanego na Rozwiązaniach - kurs podstawowy (TSR I stopień) realizowany stacjonarnie w Lublinie i Warszawie.

To szkolenie dla osób, które chcą:
– poznać fundamenty TSR,
- nauczyć się podstaw prowadzenia rozmowy skoncentrowanej na rozwiązaniach,
- rozwijać kompetencje pomocowe w oparciu o konkretne narzędzia i strukturę pracy,
- doświadczać procesu w bezpiecznej, wspierającej grupie.

Pracujemy warsztatowo... dużo ćwiczeń, symulacji, analizy przypadków i informacji zwrotnej.

📌 Grupa 7 – LUBLIN (stacjonarnie)

Zjazd I – 20-22 marca,
Zjazd II – 18 - 19 kwietnia,
Zjazd III – 9-10 maja,

📌 Grupa 11 – WARSZAWA (stacjonarnie)
Zjazd I – 8-10 maja,
Zjazd II – 30-31 maja,
Zjazd III – 20-21 czerwca,

🔎 Szczegóły i zapisy: https://szkoleniatsr.pl/produkty/studium-terapii-i-podejscia-skoncentrowanego-na-rozwiazaniach-kurs-podstawowy

Do zobaczenia w Lublinie i Warszawie 💙

Integri TSR

Terapia skoncentrowana na rozwiązaniach, szkolenia dla psychologów, psychoterapeutów

Dziś krótko, bo ostatnio się rozpisałam ;-)Sytuacje, w których rezygnujemy z siebie dlatego, że lubimy cierpieć, to rzad...
16/02/2026

Dziś krótko, bo ostatnio się rozpisałam ;-)

Sytuacje, w których rezygnujemy z siebie dlatego, że lubimy cierpieć, to rzadkość. Zwykle robimy to, bo chcemy, żeby było spokojnie. Żeby ktoś nie wybuchł. Żeby komuś nie było przykro. Żeby „nie robić problemu”. Żeby nie zostać tą/tym „trudną/trudnym”.
I to często wygląda bardzo niewinnie:

- nie mówisz, że Cię coś boli, bo „to nic takiego”

- nie prosisz o pomoc, bo „inni mają gorzej”

- nie mówisz, że Cię to wkurza, bo „po co się kłócić”

- zgadzasz się, choć nie chcesz, bo „nie odmówię, bo się obrazi”

- bierzesz winę na siebie, bo „ktoś musi być dorosły”.

Tylko że cena za ten „święty spokój” zwykle przychodzi później: w napięciu, zmęczeniu, frustracji, dystansie do ludzi albo w poczuciu, że znikasz, że Twoje potrzeby są zupełnie nieważne.

Ćwiczenie na dziś jest jak Terapia Skoncentrowana na Rozwiązaniach - proste ale niełatwe ;-)

Jak dokończysz zdanie: „Nie mówię tego, bo…”?

Możesz odpowiedzieć w komentarzu albo wziąć to pytanie na spacer / do notatnika / pod prysznic.

Anita Rawa - wsparcie na zakręcie życia
https://doktorrawa.pl/

O lekcjach pokory i o tym, jak bardzo nie mamy wpływu.W sklepach Wielkanoc, ptaki świergolą, dni coraz dłuższe. Przyzwyc...
15/02/2026

O lekcjach pokory i o tym, jak bardzo nie mamy wpływu.

W sklepach Wielkanoc, ptaki świergolą, dni coraz dłuższe. Przyzwyczajeni do ciepłych zim, założyliśmy, że odwilż trwająca kilka dni, zostanie z nami do wiosny. Ba, nawet mieliśmy takie oczekiwanie, bo “ileż może trwać ta zima!”

A wczoraj spadł świeży śnieg. I powrócił mróz. Przynajmniej u mnie, w Lublinie. Wprawdzie nie jest to pogodowa anomalia w połowie lutego, ale przecież miała być odwilż. I już nie chcemy zimy.

Tylko, że niezależnie od tego, ile będziemy psioczyć, zrzędzić, jęczeć, przeklinać, złorzeczyć na tę zimę - nic nie możemy zrobić. Możemy tylko przyjąć, że jest jak jest, i przystosować się do tych warunków, jakie mamy. Niby oczywiste, ale cholernie trudne.

Bo przecież uczono nas, że jesteśmy kowalami swojego losu. Że chcieć to móc. Że nie można być bezczynnym; trzeba działać, pracować, zmieniać świat. Planować, robić check-listy, odhaczać wykonane zadania.
Że możemy wszystko.

A pogoda pokazuje nam, że to g***o prawda.

I jak się tak zastanowić (wcale nie trzeba głęboko), to nie mamy wpływu na znakomitą większość tego, co nas spotyka. Począwszy od naszych narodzin.
Nikt nas nie pytał o zdanie, czy chcemy się pojawić na świecie. Nie mieliśmy wpływu na to, kto i gdzie powołał nas na świat, jakie dostaliśmy geny i warunki życia.
Nie mamy wpływu na to, że Ziemia kręci się wokół Słońca w taki a nie inny sposób. I że w ogóle się kręci. Że mieszkamy na jednej z wielu planet, na jednym z wielu układów a może i wszechświatów (jak o tym za długo myślę, to ogarnia mnie lęk).

W zasadzie nie mamy też wpływu na to, jakie decyzje podejmą politycy dla naszego “dobra”.

Nie jesteśmy w stanie uchronić się przed chorobami, kryzysami, starością i śmiercią. Nie możemy ochronić naszych dzieci.
Nie mamy nic do gadania jeśli chodzi o rozwój sztucznej inteligencji ani w kwestii tego, czy będzie wojna. A nawet jeśli sobie pogadamy czy poprotestujemy, to i tak ma to niewielkie znaczenie.

I wbrew pozorom nie piszę tego, żeby was załamać ani po to, żeby zniechęcić do jakiegokolwiek działania. Sama jestem wojowniczką i nie poddaję się łatwo, nie przekonują mnie słowa “nic się nie da zrobić”.

Ale pamiętanie o tym, jak mało jesteśmy znaczący we Wszechświecie może być bardzo uzdrawiające. Świadomość własnej marności świetnie kalibruje rozdęte ego. A jednocześnie pozwala nie tracić energii na kopanie się z koniem, pozwala - przynajmniej mnie - szukać kawałka wpływu tam, gdzie wydaje mi się że go mam.

Nie mogę zrobić nic z tym, że siwieję, starzeję się i umrę, jak wszyscy. Ale mam jakiś kawałek wpływu na to, jak będzie wyglądało moje dzisiaj, i może jutro. Jak będę mieć szczęście, to spędzę wakacje tak, jak sobie wymarzyłam - ale nie ma żadnej gwarancji. Mimo to, będę marzyć i planować.

Nie mam pojęcia, jakie choroby czają się w moim organizmie i ile będę żyła - mam jednak kawałek wpływu na to, co jem, ile się ruszam i jak się o siebie troszczę.

Jako terapeutka nie mam wpływu na to, co zrobi ze swoim życiem mój klient. Mimo to, będę go zachęcać do szukania rozwiązań.

Jako mama nie mam wpływu na to, jakie dorosłe życie będą miały moje dzieci, jakich będą dokonywać wyborów życiowych i jakie decyzje podejmą. Ale mam kawałek wpływu na to, jak teraz wyglądają nasze relacje. A kiedy były młodsze, miałam kawałek wpływu na to, jak się rozwijały i uczyły świata.

Jako żona nie miałam wpływu na to, jakie decyzje podejmował mój mąż. Ale miałam wpływ na to, co zrobię z ich konsekwencjami i jak zadbam o siebie.

Jako partnerka, nie mam żadnej gwarancji, że mój związek będzie tym właściwym, forever and ever - ale mam wpływ na to, jak się komunikuję z moim chłopakiem i jak dbam o naszą relację.

I jeszcze wiele mam refleksji, ale wyjdą mi zaraz dzieła Lenina, więc na tym skończę.

A wszystko to dzięki powrotowi zimy ;-)

Jeśli macie ochotę dodać coś od siebie, bardzo zapraszam do komentowania 🙂

Anita Rawa - wsparcie na zakręcie życia
https://doktorrawa.pl/

Czy potrafisz docenić siebie za to, co robisz dobrze? Dobrze, czyli przyzwoicie, nieźle, OK. Dobrze, czyli nie idealnie....
09/02/2026

Czy potrafisz docenić siebie za to, co robisz dobrze?
Dobrze, czyli przyzwoicie, nieźle, OK.
Dobrze, czyli nie idealnie.
Czy może dopiero nagroda Nobla przekonałaby cię, że do czegoś się nadajesz?

Pewnie zabrzmię banalnie, pisząc, że życie składa się z serii małych chwil, małych decyzji, małych kroków - ale tak właśnie jest.

Tylko że większość z nas nie zatrzymuje się na tych chwilach; musimy przecież pędzić, zdobywać, rozwijać się.

Obserwując imponujące osiągnięcia innych (prawdziwe czy wykreowane, działają tak samo), myślimy raczej, że do niczego się nie nadajemy. Że inni to mają prawdziwe talenty i lepsze życie.

Że miarą sukcesu jest dojść do czegoś, cokolwiek to znaczy. Wejść na metaforyczny szczyt wcześniej, bardziej, lepiej niż inni.
I broń boże na nim nie pozostać, bo przecież czeka następny do zdobycia. I następny.

Dlatego ja proponuję coś innego: doceń siebie za małe, zwykłe rzeczy, które robisz dobrze, nieważne jak robią je inni.

Na przykład:
- dobrze umyłam podłogę. Albo - dobrze, że umyłam podłogę ;-)
- zapakowałam córce marchewkę do śniadaniówki i zaplotłam jej takiego-sobie warkocza (poczułam się dobrą mamą)
- zagadałam do sąsiadki i pogłaskałam jej psa (jestem dobra w small talku i głaskaniu)
- kupiłam dobrą kawę do ekspresu (i dobrze, że go kupiłam 3 lata temu)
- upiekłam całkiem niezłe ciasto (choć do ideału mu daleko, ale zniknęło w dwa dni)
..

Im bardziej myślę o tych małych, dobrze zrobionych rzeczach, tym więcej ich sobie przypominam. I z każdą chwilą bardziej zauważam i doceniam to, z jak wielu kawałków składa się moje życie i jak wiele kawałków robię dobrze.

I jasne, że czasem coś spieprzę, nawet spektakularnie... ale jak się tak zastanowić, to tego "OK" jest dużo, dużo więcej.

A może to brak ambicji i celów? Jak sądzicie?

Być może to co tu napiszę, będzie strzałem we własne kolano… ale i tak napiszę. Bo mi się zbiera, a że z natury jestem o...
06/02/2026

Być może to co tu napiszę, będzie strzałem we własne kolano… ale i tak napiszę. Bo mi się zbiera, a że z natury jestem osobą szczerą, podzielę się tym z wami, nawet jeśli nie chcecie ;-)

Drogie koleżanki i koledzy pomagacze.
Drodzy obserwatorzy, którzy może korzystaliście, może korzystacie a może będziecie korzystali z pomocy psychologicznej.

Zaprawdę powiadam wam, są różne obszary pomocy psychologicznej. A psychoterapia jest jedną z nich. I to nie jedyną. Choć obserwując ostatnio social media mam wrażenie, że niektórzy uważają, że tak.

I zaprawdę powiadam, nie wszyscy ludzie potrzebują psychoterapii. Nie oznacza to zaprzeczenia, wyparcia czy narcystycznego zaburzenia osobowości. Po prostu niektórzy ludzie radzą sobie sami ze swoim życiem (szok!).
Niektórzy za to owszem - potrzebują pomocy - ale nie chcą, nie mogą, albo nie muszą przebudowywać całego swojego życia i przepracowywać dzieciństwa.

Pomoc psychologiczna ma różne oblicza.

Może być psychoedukacją.
Może być wsparciem.
Może być konsultacją.
Może być diagnozą.
Może być interwencją kryzysową.
Może być coachingiem.
Może być mentoringiem.
Może owszem, być także psychoterapią. Długo-, albo krótkoterminową w nurcie dowolnym.

Zatem psychoterapia nie jest opcją jedyną. Ani nawet opcją najlepszą. Wszystko oczywiście… zależy. Psychoterapeuta nie jest automatycznie lepszy od psychologa, pedagoga, psychotraumatologa, terapeuty itp. itd.

Pomagacz bez certyfikatu psychoterapeuty nie jest automatycznie niekompetentny, ani tym bardziej, nie jest automatycznie szarlatanem. Osoba z certyfikatem psychoterapeuty nie jest automatycznie wszechwiedząca i najlepsza dla wszystkich.

Czy jestem przeciwna psychoterapii? Oczywiście, że nie! Ale zdecydowanie nie zgadzam się na upraszczanie rzeczywistości. Jestem za promowaniem różnorodności i możliwością wyboru.

Anita Rawa - wsparcie na zakręcie życia
https://doktorRawa.pl/umow-wizyte/

Masz czasami dosyć? Mam nadzieję, że tak! A właściwie - wiem, że tak, bo to ludzkie, ale mam nadzieję, że dopuszczasz do...
02/02/2026

Masz czasami dosyć? Mam nadzieję, że tak!
A właściwie - wiem, że tak, bo to ludzkie, ale mam nadzieję, że dopuszczasz do siebie to uczucie.

Bo trzeba mieć dosyć, żeby w ogóle chcieć coś zmienić.
Dosyć jakiegoś stanu, emocji, miejsca, relacji, sposobu myślenia...

Podoba mi się określenie "serdecznie dosyć", bo jest takie... mięsiste, treściwe, to jest takie poważne "dosyć". Takie "dosyć", które czuje się w ciele.

Pytanie, co zwykle robisz z tym "dosyć".
Ignorujesz, przełykasz, wytrzymujesz, czekasz aż ci przejdzie?
Czy może zauważasz, szanujesz, poddajesz refleksji?

Przyznam wam się, że (na swoje szczęście i nieszczęście) jestem osobą silną psychicznie. Mam duży poziom rezyliencji.
I to jest świetny zasób, gdy jest trudno, chaotycznie, kryzysowo.
Ale to jest też ogromne obciążenie, ponieważ jestem w stanie długo wytrzymywać swoje "dosyć".

Przeciążam się, biorąc na siebie za dużo pracy, odpowiedzialności, obowiązków ale też emocji innych ludzi.

I bywa, że dochodzę do momentu, w którym moje "dosyć" krzyczy tak głośno, że mam ochotę rzucić wszystko i wyjechać w Bieszczady.

A jeśli i ten głos zignoruję, po prostu zaczynam chorować. Wtedy wiem, że mój organizm ma mnie serdecznie dosyć ;-)

Uczę się więc odczytywać swoje "dosyć" wcześniej; uczę się nie być taka silna, wytrzymała i dzielna. Uczę się odpoczywać, delegować obowiązki, prosić o pomoc.

To dla mnie znacznie trudniejsze, niż wytrzymywanie.

Na dziś mam serdecznie dosyć całkiem wielu rzeczy, i nie chodzi mi o zimę (choć wiadomo że też).

A jak jest u was?

Anita Rawa - wsparcie na zakręcie życia
https://doktorrawa.pl/

Address


Alerts

Be the first to know and let us send you an email when Dr Rawa posts news and promotions. Your email address will not be used for any other purpose, and you can unsubscribe at any time.

Contact The Practice

Send a message to Dr Rawa:

  • Want your practice to be the top-listed Clinic?

Share

Share on Facebook Share on Twitter Share on LinkedIn
Share on Pinterest Share on Reddit Share via Email
Share on WhatsApp Share on Instagram Share on Telegram

Pomagam i wspieram w pomaganiu

Życie to wiele dróg i ścieżek pełnych niespodzianek i zakrętów. Za niektórymi z nich roztaczają się zachwycające widoki, inne wyglądają jakby prowadziły w przepaść, sprawiają wrażenie ślepych uliczek albo są tak mocno zarośnięte, że wydają się być nie do przejścia. Czasem idziemy przez życie z podniesionym czołem, pełni nadziei i wiary. Innym razem - tracimy siły i upadamy. Ważne by mieć wtedy towarzysza, kogoś, kto pomoże wstać, otrzepać się, spojrzeć na siebie inaczej i powędrować nową ścieżką. Od kilku lat staram się być właśnie takim towarzyszem. Jeśli zdecydujesz się na podróż ze mną, możesz liczyć na wsparcie, zrozumienie, akceptację, poczucie humoru ale i wyzwania. Nie powiem Ci jak żyć, raczej pokażę, że już to wiesz. Spróbujesz?

Kim jestem i co tu robię?

Jestem człowiekiem, kobietą, psycholożką. Zajmuję się pomaganiem ludziom na różne sposoby: wspieram w kryzysach prowadząc konsultacje psychologiczne i sesje terapeutyczne, pomagam młodym pomagaczom w ich ścieżce zawodowej, wspieram psychologów w budowaniu ich marki osobistej.

Lubię słuchać ludzi, pisać dla ludzi i mówić do ludzi.