21/12/2025
Jestem na brzegu świata, nie uciekam, wybieram miejsce, gdzie słychać serce.
Nie zapalam wielu świec. Jedną. Patrzę na nią nie z nadzieją, tylko z uznaniem.
"Jesteś. Ja też"
Yule to moje święto uczciwości wobec siebie. Pozwalam,by rzeczy były takie jakie są. Siedzę chwilę w półmroku, nie medytuję, nie uciekam myślami. Jest w tym łagodność, ale i odwaga.
W pewnym momencie przychodzi myśl. Nie dramatyczna. Cicha jak śnieg.
"Nie muszę już dźwigać tego, co nie jest moje". I to jest mój rytuał - wewnętrzne oddanie ciężaru.
Dziękuję temu, co przetrwało, nawet jeżeli było poranione. Moje Yule jest jak szept do samej siebie...
"Jestem po swojej stronie. Nawet w najdłuższą noc"
Yule jest bardzo cielesne, mówi "wróć do ciała, tu jest bezpiecznie".
Teraz przychodzi cisza, nie ta duchowa, tylko zwykła, trochę niezręczna. I pozwalam jej być. Bo w tej ciszy wychodzą rzeczy, które cały rok nie miały głosu.
Yule nie potrzebuje dialogów, ono lubi współobecność. Na koniec gaszę światło, świadomie, nie dlatego, że koniec, tylko dlatego, że ufam, że wróci.
Nie wszystko musi narodzić się dziś, wystarczy, że zaczęło oddychać.
Ktoś kiedyś zobaczył, że ta noc jest najdłuższa i pomyślał: "Jeśli teraz zapalę ogień i on przetrwa, to znaczy, że ja też mogę".
To nie rytuał z instrukcją, tylko ludzki odruch - chronić ciepło i pamiętać, że cykl się nie kończy na ciemności. Że słońce nie umarło, tylko odpoczywa.
Yule nie każe być lepszym, ono mówi "wystarczy, że jesteś". Że przyniosłeś swoje zmęczenie do ognia i nie uciekłeś.
Zielone gałązki, to nie dekoracja. To upór życia.
Świece nie do magii, do skupienia, żeby zobaczyć twarz drugiego człowieka w półmroku. Albo swoją, bez filtra.
Dawniej ludzie w tę noc opowiadali historie, bo noc była długa. Nie po to by uczyć, po to by być razem i nie zwariować.
To święto nie chce tłumu, chce prawdy, ognia i szczerego serca.
Yule to moment, gdy świat mówi: " Nie musisz świecić, wystarczy, że nie zgaśniesz".
To moment, gdy świat robi pauzę. I wszystko wygląda jakby umarło...a tak naprawdę zbiera siły.
To święto ciemności, której się nie boję. Bo Yule mówi; "Zobacz nawet teraz rodzi się światło. Malutkie. Prawie niewidoczne. Ale prawdziwe".
Ogień w środku. Nie po to, żeby świecić innym - tylko, żeby nie zgasnąć.
Yule to zgoda na bycie wolniejszym. Na zmęczenie. Na to,że coś się kończy bez dramatu. Że nie trzeba już walczyć, udowadniać , poprawiać siebie. Wystarczy przetrwać noc w prawdzie.
"Jestem. Ty też jesteś.To wystarczy na teraz".
Zdj net