29/03/2026
Jedną z najważniejszych ludzkich potrzeb - poza podstawowymi, takimi jak jedzenie, sen lub odpoczynek - jest 𝐩𝐨𝐭𝐫𝐳𝐞𝐛𝐚 𝐛𝐲𝐜𝐢𝐚 𝐰𝐢𝐝𝐳𝐢𝐚𝐧𝐲𝐦 𝐢 𝐮𝐳𝐧𝐚𝐧𝐲𝐦.
Nie da się jej realizować w innym kontekście niż z drugim człowiekiem - to oczywiste. Chcę przez to napisać, że istota ludzka potrzebuje innych istot ludzkich jak ryba wody.
Skoro bycie widzianym i uznanym przez innych jest dla nas tak ważne, nic dziwnego, że tak usilnie staramy się dobrze wypaść wśród ludzi.
Właściwie gdyby spojrzeć na dowolne ludzkie życie, rozrysowane na osi czasu językiem decyzji, marzeń, aspiracji i planów, można by pewnie większości elementów, które znalazły się na tej osi nadać kategorię: chęć bycia widzianym lub chęć bycia uznanym.
Dbanie o swój wygląd jako odpowiedź na niemiłościwie nam panującą obsesję piękna i młodości. Bogacenie się, kupowanie nowych gadżetów jako symboli statusu, kolejne osiągnięcia, tytuły naukowe, zajmowane stanowiska.. Ale też bycie zawsze uprzejmym, pomocnym, bycie postrzeganym jako ta zaradna, ten przedsiębiorczy i w ogóle dążenie do bycia „jakoś” postrzeganym - przez pryzmat własnych cech, w odbiciu przedmiotów ale też ludzi, którymi się otaczamy, miejsc, w jakich bywamy itp.
Te wszystkie usiłowania są bardzo ludzkie, ale też bardzo męczące. Dla niektórych nawet tak bardzo, że celowo wycofują się z wielu relacji, wybierając samotność i płynące z niej wytchnienie. Tylko czy na dłuższą metę znajdują tam poczucie szczęścia i spełnienia? Zwłaszcza, gdy taka samotność podszyta jest lękiem i brakiem pewności siebie..
W ubiegłą niedzielę spędziliśmy wraz z grupą entuzjastów uważności i medytacji niemal cały dzień na wsi, w zwykłym byciu - razem ale bez czynnego werbalnego kontaktu między sobą.
Praktykowaliśmy różnego rodzaju prowadzone medytacje, chodziliśmy razem po lesie, jedliśmy wspólny obiad - i to wszystko bez rozmawiania, ale też bez zaglądania do telefonu, tego jakże oczywistego generatora porównań i dążeń.
Tylko na sam koniec wyszliśmy z ciszy, by podzielić się doświadczeniami i by to, co w ciągu naszych wspólnych siedmiu godzin zapisało się w matrycy pamięci, mogło zostać nazwane i usłyszane przez pozostałych życzliwych uczestników tego przedsięwzięcia.
Wśród wielu pięknych słów, które padły na koniec, pojawiła się jedna 𝐬𝐳𝐜𝐳𝐞𝐠𝐨́𝐥𝐧𝐢𝐞 𝐝𝐥𝐚 𝐦𝐧𝐢𝐞 𝐰𝐚𝐳𝐧𝐚 𝐫𝐞𝐟𝐥𝐞𝐤𝐬𝐣𝐚 o naszym wspólnym byciu tego dnia.
Przytaczam ją za uprzejmą zgodą jej autorki:
𝐏𝐫𝐚𝐰𝐝𝐳𝐢𝐰𝐞 𝐰𝐲𝐭𝐜𝐡𝐧𝐢𝐞𝐧𝐢𝐞 przychodzi, gdy czujemy się przyjęci przez grupę otaczających nas ludzi (okazuje się, że nawet wtedy, gdy widzimy ich po raz pierwszy w życiu!), ale nie musimy wchodzić z tego powodu w ŻADNE ROLE!
Możemy być razem, otoczeni przyjazną ciszą (bo cisza też przecież miewa różne zabarwienie). Nie ma potrzeby się starać by być jakimś, nikogo zabawiać, brzmieć mądrze, przyjmować obronnych postaw, pilnować swoich granic, nikogo rozśmieszać ani też śmiać się z czyichś żartów, aby temu komuś było miło. Nie trzeba dawać i przyjmować rad, nikogo uprzejmie zagadywać ani udawać, że się słucha.
Można zajmować się własnym doświadczeniem prostoty życia, obserwować jak to życie przez nas przepływa - w oddechu, w pulsowaniu ciała, poczuciu ciepła i zimna, w odbieraniu dźwięków i obserwowaniu, dokąd zabierają nas myśli i jak nasze wewnętrzne energie zmieniają się pod wpływem bodźców przychodzących z zewnątrz, a jak pod wpływem tych przychodzących z naszego własnego wnętrza.
Ale to wszystko odbywa się w życzliwym towarzyszeniu innym ludzkim istotom obserwującym swoje własne „tu i teraz”, i w przyjmowaniu ich życzliwego towarzystwa. Czy można sobie wyobrazić lepsze okoliczności życia?
Oczywiście robimy to od czasu do czasu, aby zwyczajnie, po ludzku ODPOCZĄĆ.
A potem z większą lekkością w „prawdziwym” życiu wchodzimy w kontakt, rozmawiamy, kłócimy się i śmiejemy, dbamy o swoje życiowe role i dążymy do swoich celów.
To między innymi dlatego postrzegam 𝐃𝐧𝐢 𝐜𝐢𝐬𝐳𝐲 𝐢 𝐦𝐞𝐝𝐲𝐭𝐚𝐜𝐣𝐢 - uwielbianą przeze mnie i przez Was formułę naszych spotkań - jako chyba najważniejszy i najpiękniejszy kawałek mojej pracy.
A ponieważ już od dłuższego czasu docierają do mnie sugestie, że ten kawałek mógłby przyjąć nieco bardziej obszerną postać, postanowiłam najbliższej jesieni zaprosić Was na 𝟑-𝐝𝐧𝐢𝐨𝐰𝐞 𝐨𝐝𝐨𝐬𝐨𝐛𝐧𝐢𝐞𝐧𝐢𝐞 𝐳 𝐦𝐞𝐝𝐲𝐭𝐚𝐜𝐣ą 𝐢 𝐜𝐢𝐬𝐳ą.
Na razie jeszcze klarują się szczegóły, starannie dobieram czas i miejsce tego wydarzenia oraz snuję się po lasach myśląc o programie.
Wkrótce na pewno pojawi się tu więcej konkretów, a ja już teraz zapraszam wszystkie osoby praktykujące i zakochane w medytacji (nie początkujące!) na wspólne 3-dniowe zwykłe bycie i doświadczanie, w nowym dla mnie miejscu, nieco dalej od Olsztyna. Możecie 𝐳𝐨𝐬𝐭𝐚𝐰𝐢𝐜 𝐤𝐨𝐦𝐞𝐭𝐚𝐫𝐳, jeśli jesteście zainteresowani, bo może tylko mi się wydaje, że jest sporo chętnych na taki wyjazd ze mną 😉
Ściskam Was! ❤️
Marta Markocka-Pepol
—————-
To piękne analogowe zdjęcie zrobił podczas naszego Dnia ciszy w Leśniczówce Gaja 22 marca 2026 nieoceniony Maciej Szymanek 😍