28/04/2026
Mam w sobie obraz wędrówki. Nie takiej „do celu”, ale takiej, w której można na chwilę przysiąść, obejrzeć się za siebie i sprawdzić, co z tej drogi naprawdę jest moje, można też coś zostawić, zakopać i wrócić inną już drogą.
Z taką wędrówką, w której można iść do przodu, ale można też cofnąć się– do miejsc z przeszłości. Można mieć towarzystwo lub wybrać samotną podróż. Patrzę na to inaczej. Czasem biorę coś ze sobą, a czasem zostawiam mówiąc: ,,Żegnaj...". Z większą łagodnością niż kiedyś.
Ukończyłam szkolenie „Hipnoza w psychoterapii”.
I czuję, że to była właśnie taka droga – pomiędzy tym, co już znane, a tym, co dopiero się odsłania.
Spotykało się tam ciepłe z zimnym.
Miękkie, puchate – z tym, co kolczaste i niewygodne.
Ruch – z bezruchem.
Ziemia – z powietrzem.
Ogień - z wodą.
Trudność - z przyjemnością.
Agresja - z czułością.
I zamiast wybierać, coraz bardziej uczę się pozwalać im być obok siebie.
Bo kiedy przestaję rozdzielać, a zaczynam łączyć
pojawiają się nowe, świeże odcienie.
Nieoczywiste emocje.
Takie, które mieszczą więcej.
Zostaję teraz z pytaniem, które we mnie pracuje:
jakie jakości rodzą się wtedy, kiedy naprawdę pozwalamy temu wszystkiemu się spotkać?
To ciekawe, bo być może właśnie w tym spotkaniu – dzieje się coś najważniejszego.
Nie w „naprawianiu”, zmienianiu, a w byciu, łączeniu, integrowaniu.