12/05/2026
Jakiś czas temu miałam pomysł na tak zwany biznes, coś, co przynosi dochód. Jednak wyjechałam na Hel, a tam przyszły myśli, co ja właściwie chcę i lubię, co mi sprawia frajdę w życiu. Ta chwila nostalgii i refleksji była mi potrzebna, by zrozumieć, że warto iść za głosem serca.
Moja nazwa fanpaga i opis przeszły zmiany. Nie wstydzę się tego. Bo kto szuka drogi, nie błądzi. Już jako dziecko lubiłam pisać, nawet czasem wychodziły mi wiersze. Potem pisałam jako nastolatka pamiętnik i nigdy, bym nie przypuszczała, że wydam go prawie 30 lat później.
Dziś przychodzę, by powiedzieć, że nie wszystko dobre to, co się złotem świeci.
Moja droga prowadziła, a może miała prowadzić od liceum plastycznego, ale że w moim mieście go nie było, a rodziców nie było stać na wydatek poza granice miasta, poszłam do liceum ekonomicznego. Świetnie mi szła rachunkowość i tutaj widziałam swoje miejsce. I tak było. Potem przyszedł kryzys psychiczny i schizofrenia. Zmieniłam swoją drogę, żeby być asystentem zdrowienia i coachem. Z ludźmi widziałam swoją drogą i we wspieraniu ich. I nadal tak jest, co będę realizować Fundacja Para-No-Ja.
Jednak, kiedy miałam już przygotowane usługi, jakie będę świadczyć zawodowo, zrobiłam stronę internetową - przyszło olśnienie. A co z pisaniem? Znowu zejdzie na boczny tor i będzie w tle?
Szło za mną jedno zdanie - kiedyś znana osoba powiedziała mi, że ja lepiej piszę niż mówię. Ubodło mnie to wtedy, zasmuciło. Ja tak bardzo chciałam fajnie mówić. Płynnie i lekko. Bo przez lata nie mówiłam pełną piersią. Tego, co chciałam. I nie chciałam już pisać.
A ja... urodziłam się, żeby pisać. Tutaj oddychałam, gdzie przez lata nie mogłam. Łapałam tam oddech. I oddycham do dziś. Tylko dziś przychodzi mi to z lekkością, płynnie. Wiecie dlaczego? Bo piszę to, co w sercu głęboko ukryte.
Dziś wybieram pisanie, bo wierzę, że trzeba iść za tym, co serce dyktuje, a nie umysł. Chcę być zgodna z tym, co w środku czuję.