20/04/2026
Muszę coś sprostować.
Przez jakiś czas sam wierzyłem w wykres, który krąży w internecie i który sugeruje, że „ponad 90% współczesnych zdrowych ludzi hiperwentyluje”. Sam też kiedyś przedstawiałem ten temat w podobny sposób, bo na pierwszy rzut oka wygląda to bardzo przekonująco. Są słupki, są liczby, są nazwiska autorów, są lata badań. Problem pojawia się dopiero wtedy, gdy człowiek siądzie do źródeł i zacznie je czytać nie jak grafikę, tylko jak badania.
I właśnie to zrobiłem.
Nie po to, żeby udawać, że problem z oddychaniem nie istnieje. Istnieje. Ale jeśli chcemy traktować oddech poważnie, to nie możemy opierać się na wykresach, które wyglądają naukowo, a w praktyce mieszają rzeczy, których mieszać nie wolno.
Po przejrzeniu zestawu prac, na które zwykle powołuje się ten słupek, mój wniosek jest prosty: ten wykres nie jest rzetelnym dowodem EBM. Nie pokazuje jednego czystego trendu w stylu: „dawniej zdrowi ludzie oddychali spokojniej, a dziś prawie wszyscy przewlekle hiperwentylują”. Pokazuje raczej zbiór badań z różnych epok, różnych laboratoriów, różnych metod pomiaru, różnych populacji i różnych sytuacji fizjologicznych, wrzuconych do jednej grafiki tak, jakby mówiły dokładnie o tym samym. Nie mówią.
🔶Najpierw to, co w tych badaniach jest naprawdę wartościowe.
Jedna z mocniejszych prac w tym zestawie to Matheson i Gray z 1950 roku. Badano 100 zdrowych młodych mężczyzn. Autorzy podali średnią spoczynkową wentylację na poziomie 6,87 l/min, a zakres dla 95% populacji mniej więcej 5,90-7,84 l/min. To ważny punkt odniesienia. Ale równie ważne jest coś jeszcze: autorzy bardzo wyraźnie zaznaczyli, że wentylację raportowali w BTPS, a zużycie tlenu w STPD. To nie jest drobiazg techniczny. To jest rzecz, która realnie wpływa na porównywanie badań. Jeśli jedne prace raportują objętości w innych warunkach przeliczeniowych niż drugie, to część rzekomego „historycznego wzrostu” może wynikać nie ze zmiany biologii człowieka, tylko ze zmiany sposobu liczenia.
🔶Druga ważna praca to Douglas i wsp. z 1982 roku. U 19 zdrowych dorosłych wentylacja minutowa wynosiła około 7,66 l/min na jawie, 7,18 l/min w śnie NREM i 6,46 l/min w REM. To pokazuje rzecz fundamentalną: nie istnieje jedna magiczna wartość VE, która definiuje zdrowe oddychanie w każdej sytuacji. Zdrowy człowiek oddycha inaczej na jawie, inaczej podczas snu, a organizm stale dostosowuje wentylację do stanu fizjologicznego.
🔶Kolejna sensowna praca to Turley i wsp. z 1993 roku. U zdrowych osób wentylacja podczas pomiaru spoczynkowego metabolizmu wynosiła około 7,1 ± 1,1 l/min po nocy spędzonej w domu i 7,0 ± 1,1 l/min po nocy spędzonej w klinice. Znowu - zdrowe wartości spoczynkowe krążą raczej wokół 6-8 l/min, a nie wokół 11-12 l/min jako jakiejś „nowej normy”.
❗️No dobrze - to skąd w takim razie biorą się w tym słupku wartości rzędu 11-12 l/min?
Właśnie tutaj zaczyna się problem.
Część tych wysokich wartości pochodzi z badań, które w ogóle nie opisują zwykłego spokojnego oddychania zdrowego człowieka, tylko odpowiedź układu oddechowego na bodziec.
Dobry przykład to Smits i wsp. z 1987 roku. U zdrowych ochotników po 30 minutach odpoczynku w leżeniu bazowa wentylacja wynosiła około 6,3 ± 0,8 l/min. Ale potem badanym podawano adenozynę i wentylacja rosła nawet do 12,5 ± 1,7 l/min. To nie jest „nowoczesna norma”. To jest farmakologicznie pobudzona wentylacja. Jeśli ktoś bierze z takiej pracy wartość 12,5 i wkłada ją do słupka podpisanego jako „modern normals”, to zmienia sens badania.
🔶Podobnie wygląda Pathak i wsp. z 2006 roku. Przy placebo w normoksji zdrowi badani mieli wentylację około 6,7 ± 0,5 l/min. Po dobutaminie rosła ona do 7,8 ± 0,4 i 8,7 ± 0,4 l/min, a w hipoksji odpowiedź była jeszcze większa. To również nie jest opis zwykłego spoczynku. To badanie reaktywności chemorefleksu pod wpływem leku.
🔶Kolejna sprawa to sama aparatura.
Gilbert i wsp. już w 1972 roku pokazali, że samo założenie ustnika i klipsa na nos zmienia wzorzec oddychania. Tidal volume rosło średnio o 124 ml, częstość oddechów spadała średnio o 6 oddechów na minutę, a zmiany wentylacji minutowej były zmienne. Weissman i wsp. w 1984 roku pokazali podobny problem: mouthpiece plus noseclip zwiększały VE i VT podczas oddychania powietrzem pokojowym. Czyli samo mierzenie oddychania może je zmieniać. To oznacza, że porównywanie badań wykonanych różnymi układami pomiarowymi bez dużej ostrożności jest metodologicznym błędem.
Jeszcze ciekawiej robi się przy starszych badaniach historycznych.
🔶Griffith i wsp. z 1929 roku rzeczywiście raportowali niższe wartości, ale sami autorzy opisują ważny problem: w pierwszym roku ich aparatura miała większy dead space, a w kolejnym został on praktycznie zredukowany do minimum. I właśnie ta różnica wpływała na wzorzec oddychania i wyniki. To nie jest więc czysty dowód, że „dawniej człowiek oddychał lepiej”. To także dowód na to, że sprzęt pomiarowy potrafi zmienić rezultat.
🔶Shock i Soley z 1939 roku są wartościowym źródłem danych bazalnych, ale tam również trzeba uważać na warunki przeliczeniowe. Autorzy redukowali objętości gazów do standard conditions. To znowu oznacza, że bez ostrożnego porównania tych danych z późniejszymi pracami można łatwo dojść do zbyt mocnych wniosków.
❗️I teraz najważniejsze.
To wszystko nie oznacza, że nie ma problemu z oddychaniem. Nie oznacza, że wzorzec oddechowy jest nieważny. Nie oznacza, że dysfunkcjonalny oddech, hiperwentylacja, niestabilny oddech, dominacja toru piersiowego czy związek między oddechem, stresem i objawami to wymysł.
Nie.
Problem istnieje. U części ludzi jest realny i klinicznie istotny.
Ale istnienie problemu nie oznacza jeszcze, że każdy atrakcyjny wykres w internecie jest dowodem EBM.
Z perspektywy fizjologii hiperwentylacja nie oznacza po prostu „wentylacji większej niż jakaś jedna liczba”. Gardner definiował ją jako oddychanie ponad potrzeby metaboliczne, zwykle związane z obniżeniem PaCO2. To kluczowe rozróżnienie. Sama VE nie wystarcza. Trzeba patrzeć na metabolizm, CO2, kontekst, objawy, stan fizjologiczny, choroby towarzyszące i sposób pomiaru.
To samo potwierdzają nowsze przeglądy. W obszarze dysfunctional breathing nadal nie ma jednego złotego standardu diagnostycznego. To ważne, bo pokazuje, że temat jest istotny, ale wciąż bardziej złożony, niż sugerują popularne grafiki.
I tu dochodzę do rzeczy osobistej.
Sam się na ten wykres złapałem. Sam uznałem go kiedyś za mocny argument. Sam też przedstawiałem go z przekonaniem, że stoi za nim twarda nauka. Dzisiaj, po przeczytaniu źródeł, uważam, że była to zbyt szybka interpretacja.
Piszę to wprost, bo zależy mi na jednej rzeczy: jeśli mamy rozwijać edukację oddechową, terapię oddechową i całą rozmowę o oddechu w Polsce, to musimy budować to na badaniach, które naprawdę coś pokazują, a nie na grafikach, które po prostu dobrze wyglądają.
❗️Moje uczciwe podsumowanie jest więc takie:
Tak - problem z oddychaniem istnieje.
Tak - wzorzec oddechowy ma znaczenie.
Tak - niektórzy ludzie oddychają dysfunkcyjnie i to może nasilać objawy.
Ale nie - ten konkretny wykres nie jest dobrym dowodem na to, że „ponad 90% współczesnych zdrowych ludzi hiperwentyluje”.
To nie jest rzetelna synteza badań. To jest uproszczenie, które miesza różne typy danych i wyciąga z nich zbyt mocny wniosek.
W linku pod postem wrzucam dostęp do badań, żeby każdy mógł sprawdzić to sam.
I może właśnie to jest najzdrowszy kierunek: mniej wiary w efektowne wykresy, więcej cierpliwego sprawdzania źródeł.
Bo oddech zasługuje na coś więcej niż marketing.
Zasługuje na rzetelność.
Tutaj link do badań oraz strona z grafiki https://drive.google.com/drive/folders/1E8qYpEkxCshgR-oHcxLoB2e1wREJkqZP?usp=share_link
https://www.normalbreathing.com/hyperventilationx/
A tak ogólnie to zapraszam na warsztaty Trenera oddechu :)
https://www.facebook.com/oddechkoncentracja/events
Ściskam
Seba