30/04/2026
Jeśli miałabym zaproponować Ci jakieś słowa z którymi mogłabyś/ mógłbyś pochodzić się w głowie...to byłoby to to.
Dobrych przemyślen!
PS Pamiętajcie, ze trwa rekrutacja do Szkoły Psychologicznej Pomocy Okoloporodowej w Laboratorium Psychoedukacji. To wspaniale szkolenie tworzone przez Justyna Dąbrowska dla wszystkich, którzy chcą umiejętnie pomagać w tym obszarze❤️
Anna Goc: Matka może dać spokój swojej córce, gdy ta staje się matką – pisałaś w jednym z tekstów. W jaki sposób?
Justyna Dąbrowska: Nie chciałabym idealizować tej relacji, bo przecież matka nie zawsze potrafi dawać, a córka nie zawsze umie brać. Jednak gdy młoda kobieta staje się matką, ważne, by mogła z relacji ze swoją matką wziąć sobie trochę troski, wiary w siebie i oparcia. Może to wziąć z realnej relacji lub z tej uwewnętrznionej, którą „nosimy” w środku.
Macierzyństwo zawraca nas w jakimś sensie do naszego własnego dzieciństwa i ożywia przeszłe sprawy. Jeśli kiedyś udało nam się coś dostać i wziąć z relacji z naszą mamą, możemy teraz usłyszeć głos, który będzie nam podpowiadał: „wspaniale sobie radzisz”, „wszystko będzie dobrze”, „też przez to przechodziłam, to minie”.
I ten głos jest naprawdę drogocenny.
AG: A jeśli go nie ma?
JD: Wtedy można usłyszeć inny głos – poczucia winy, lęku, oceny, zagubienia. Gdy stajemy się rodzicami, mogą pojawić się różne uczucia. Skomplikowany to proces i dużo się na niego składa. Dobrze jednak, by młodzi rodzice nie zostawali z tym wszystkim sami: by ktoś, nawet jeśli nie realna babcia dziecka, wszedł w rolę babci.
AG: Jaka to jest rola?
JD: Chodzi o to, by ktoś wierzył, że młoda matka sobie poradzi w tej nowej sytuacji, że odnajdzie drogę - swoją drogę - do dziecka. By dawał podparcie a nie rywalizował. I żeby był ktoś, kto słucha. „Mamo, wiesz co, ja widzę, że ty nie lubisz, gdy robię różne rzeczy inaczej, niż ty robiłaś, gdy byliśmy mali” – powiedziała mi córka, gdy zostałam babcią.
Wspaniałe, prawda? Nie było to przyjemne, ale ucieszyłam się, że mogła mi coś takiego powiedzieć. Jeśli komunikacja w rodzinie jest otwarta, bezpośrednia i jeśli traktujemy się serio, takie zdania mogą paść z wiarą, że będą usłyszane.
Gdy pojawił się mój pierwszy wnuk, dla nas wszystkich była to nowa sytuacja. Chciałam pomóc, a jednocześnie nie chciałam się wtrącać. Nie chciałam być inwazyjna i zabierać córce jej doświadczenia ale nie chciałam też by czuła się opuszczona. Pilnowałam się, żeby nie wchodzić w tę sytuację jako "specjalistka od małych dzieci", która zajmuje się tym tematem zawodowo od wielu lat. Ani moja córka, ani ja nie byłyśmy pewne, gdzie będzie to dobre nowe miejsce dla każdej z nas.
AG: Dlatego napisałaś, że starałaś się „nie zdradzić swojej córki z wnukiem”.
JD: Widziałam to zagrożenie. Ciągnęło mnie, żeby się nim zachwycać, a jednocześnie pouczać córkę, co i jak powinna robić. Była we mnie taka część. Wiedziałam jednak, że to głupie i że nie mogę tak robić. Raczej chcę jej dać oparcie, którego potrzebuje, żeby sama mogła dać więcej swojemu pierwszemu, a potem drugiemu synowi.
AG: Może młode matki też nie wiedzą, jakiego wsparcia potrzebują.
JD: Ludzie zazwyczaj wiedzą, czego potrzebują. „Mamo, chcemy pobyć trochę sami” – możemy usłyszeć. Albo: „może weźmiesz psa na tydzień do siebie, bo logistycznie to dla nas chwilowo za dużo”. Albo: „wiesz co, potrzebujemy pieniędzy, bo okazało się, że jednak nam nie starcza”. A jeśli nie mówią, warto pytać: słuchaj, jak wam mogę pomóc? Może wam zrobię zupę na cały tydzień i pozamrażam? Chcecie, żebym wam ją przywiozła, czy wolicie sami przyjechać?
Urodzenie dziecka ożywia w nas wczesnodziecięce doświadczenia – naszą delikatność, kruchość, wrażliwość. I to rozwrażliwienie ma sens, to się nam przydaje, ale bywa też trudne. Zarówno u rodziców, jak i u dziadków pojawiają się uczucia, których nie rozumiemy.
fragment rozmowy dla Tygodnika Powszechnego
fot Anita Monteiro