27/02/2026
Człowiek bardzo potrzebuje poczucia, że ma wpływ na swoje życie. Chcemy wierzyć, że nasze decyzje coś znaczą, że to, co robimy, nie jest całkiem przypadkowe. To poczucie sprawstwa jest jednym z fundamentów zdrowia psychicznego, kiedy go brakuje, pojawia się bezradność, zniechęcenie, a nawet depresja. Dlatego już samo przekonanie, że mamy wybór, potrafi poprawić samopoczucie i motywację, nawet jeśli ten wybór w rzeczywistości jest ograniczony.
Z tego bierze się skłonność do przeceniania własnego wpływu na bieg wydarzeń. Możemy czuć, że kontrolujemy sytuacje, które w gruncie rzeczy są losowe albo zależne od wielu czynników. Z poznawczego punktu widzenia jest to błąd - bo mylimy się co do rzeczywistego wpływu. Ale z psychologicznego punktu widzenia ta iluzja bywa pomocna, bo obniża lęk, daje poczucie bezpieczeństwa i zachęca do działania. Gdybyśmy zawsze widzieli świat w pełni realistycznie, moglibyśmy częściej się wycofywać, zamiast próbować.
Z iluzją kontroli wiąże się sposób, w jaki oceniamy własne sukcesy i porażki. Kiedy coś nam się uda, mamy naturalną tendencję przypisywać to sobie, swoim umiejętnościom, wysiłkowi, inteligencji. Kiedy się nie uda, chętniej widzimy winę w okolicznościach, pechu albo innych ludziach. Nie jest to przejawem złej woli, tylko mechanizmem ochronnym: pomaga zachować wiarę w siebie i w to, że dalsze działanie ma sens. Wadą tego jest, że może utrudniać uczenie się na błędach, bo nie zawsze chcemy przyjąć odpowiedzialność za porażki.
Gdy spotykają nas trudne albo negatywne wydarzenia, uruchamia się racjonalizacja. Staramy się nadać porażkom sens, zmniejszyć ich znaczenie albo wytłumaczyć je w sposób, który mniej boli. Mówimy sobie, że „to i tak nie było takie ważne” albo „to doświadczenie mnie wzmocniło”. Znowu: nie zawsze jest to obiektywnie prawdziwe, ale często pomaga wrócić do równowagi emocjonalnej.
Podobnie działa myślenie życzeniowe, szczególnie wtedy, gdy planujemy przyszłość. Mamy skłonność wierzyć, że wszystko pójdzie lepiej, niż wynikałoby to z chłodnych kalkulacji. Przeceniamy swoje szanse, nie doceniamy trudności. Dzięki temu łatwiej w ogóle zacząć działać, bo gdybyśmy dokładnie widzieli wszystkie przeszkody, moglibyśmy nigdy nie ruszyć z miejsca. Wadą jest oczywiście ryzyko rozczarowań i złych decyzji, jeśli optymizm całkiem oderwie się od rzeczywistości.
Wszystko to: iluzja kontroli, racjonalizacja i myślenie życzeniowe, składają się na subiektywne poczucie kontroli, które nie zawsze jest realistyczne, ale często jest adaptacyjne.
Badania pokazują, że osoby, które czują się sprawcze i mają poczucie wpływu, lepiej radzą sobie ze stresem, są bardziej aktywne i psychicznie odporniejsze. Dotyczy to nawet osób starszych, u których realny zakres kontroli obiektywnie się zmniejsza, samo przekonanie, że „coś jeszcze ode mnie zależy”, działa ochronnie.
Kluczowe jest jednak natężenie tych złudzeń. Umiarkowane pomagają żyć i działać. Skrajne mogą prowadzić do zaprzeczania faktom, lekceważenia ryzyka i powtarzania błędów. Zdrowa adaptacja polega więc nie na pełnym realizmie ani na całkowitym oszukiwaniu siebie, lecz na elastycznym balansie między prawdą a ochroną „ja”.
Prowadzi to do wniosku, że
człowiek nie funkcjonuje najlepiej wtedy, gdy widzi świat w 100% obiektywnie, ale wtedy, gdy potrafi podtrzymać poczucie sensu, wpływu i sprawstwa, nawet jeśli wymaga to pewnych łagodnych złudzeń. To nie wada umysłu to jeden z jego podstawowych mechanizmów przystosowawczych.
(Na podstawie Mirosława Kofty Złudzenia, które pozwalają żyć)