06/12/2025
Siedzę w restauracji. Obok stolik – dwie kobiety, jakiś mężczyzna, kawa, wino, niedzielny gwar.
W którymś momencie słyszę pytanie:
– Oglądałaś „Dom dobry”?
– Tak, widziałam – odpowiada jedna z kobiet – I powiem ci, że tak mnie ten film zirytował… Bo ona jest sobie sama winna. Serio. Przecież widziała, co się dzieje. Po co w ogóle była w tej relacji? Dlaczego nie odeszła? Ja na jej miejscu dawno bym spakowała walizkę i wyszła.
Mówi to spokojnym, pewnym tonem.
I w tym samym czasie jej córka siedzi obok. Słucha. Niby patrzy w telefon, ale słucha.
I myślę sobie wtedy nie tylko o tej bohaterce filmu.
Myślę o tym dziecku. O tym, jakich historii o świecie i o sobie właśnie słucha.
Bo jeśli jesteśmy konsekwentni, to ta logika musi działać wszędzie, prawda?
To wyobraźmy sobie tę samą dziewczynkę. Niech będzie np. w w szóstej, siódmej klasie. W szatni chłopaki „dla żartu” podnoszą jej spódnicę, śmieją się, mówią, że jest gruba. Ktoś nagrywa filmik, wrzuca do sieci, idzie po klasowych grupkach.
W toalecie słyszy, że jest „łatwa”, „brzydka”, „nikim”.
Na korytarzu ktoś ją szturcha, ktoś inny szepcze jej w plecy „i tak nikt ci nie uwierzy”.
Na TikToku krąży przerobione zdjęcie, pod którym są setki komentarzy.
To co? w myśl tej samej zasady – też powiemy, że jest sobie sama winna?
Że „mogła zmienić szkołę”, „mogła schudnąć”, „mogła nie przesadzać”, „mogła nie ubierać się tak, jak się ubiera”?
Bo to jest dokładnie ten sam komunikat.
„Ofiara jest winna temu, co ją spotyka. Gdyby naprawdę chciała, to by odeszła / zmieniła się / zrobiła coś innego”.
I teraz wyobraźmy sobie tę dziewczynkę jeszcze raz – już dorosłą.
Wraca do domu, zbiera się na odwagę i mówi mamie:
– Mamo, ja chyba jestem w przemocowej relacji. On na mnie krzyczy, wyzywa, grozi, że jak odejdę, zabierze mi dzieci. Kontroluje pieniądze. Czasem się boję wracać do domu.
Co wtedy usłyszy?
Oczywiście chcemy wierzyć, że mama powie:
„Uciekaj. Pomogę ci. Nie możesz tak żyć”.
Ale bardzo wiele kobiet słyszy coś innego:
„Rodziny się nie rozwala”.
„Trzeba ratować małżeństwo”.
„On jest ojcem twoich dzieci”.
„Wytrzymaj, dla dobra dzieci”.
To są zdania, które sprawiają, że kobiety nie odchodzą z przemocowych relacji.
Dlaczego ona naprawdę nie odchodzi?
Po pierwsze: strach.
Nie metaforyczny – bardzo konkretny.
Groźby typu:
„Jak odejdziesz, zrobię ci piekło”,
„zabiorę ci dzieci”,
„nikt ci nie uwierzy, zniszczę cię finansowo”,
„jak pójdziesz na policję, pożałujesz”.
Stalking, śledzenie, telefony w środku nocy, stanie pod blokiem, wypytywanie sąsiadów, groźby wobec rodziny.
Z tej perspektywy odejście naprawdę może wydawać się groźniejsze niż zostanie.
Po drugie: wyuczona bezradność.
Ona już próbowała.
Próbowała stawiać granice, rozmawiać, mówić, że tak nie można.
Próbowała odejść na kilka dni, zamknąć się w pokoju, zagrozić rozwodem.
Każda próba kończyła się: karą, wyśmianiem, jeszcze większą kontrolą.
Mózg uczy się wtedy prostego równania:
„Cokolwiek zrobię – będzie gorzej”.
I naprawdę zaczyna wierzyć, że nie ma ruchu, który mógłby cokolwiek zmienić.
Po trzecie: brak wsparcia i wiary otoczenia.
„Przesadzasz”.
„On nie wygląda na takiego”.
„Jak jest tak źle, to się rozstań”.
Kiedy najbliżsi bagatelizują, uciszają, albo – co gorsza – stają po stronie sprawcy, ofiara zostaje sama ze swoją historią.
A głos „wszyscy myślą, że przesadzam” bywa głośniejszy niż własna intuicja.
Po czwarte: pieniądze.
Zależność finansowa to nie metafora, tylko bardzo realne kajdany.
„Z czego będę żyć?”
„Jak utrzymam dzieci?”
„Gdzie ja mam pójść, z samą pensją i dwójką dzieci?”
„Nie stać mnie na prawnika, na mieszkanie, na życie od zera”.
System też często zawodzi – na papierze ma chronić, w praktyce bywa powolny, przeciążony, nie zawsze bezpieczny. I to wszystko ta osoba wie, zanim ktokolwiek powie jej: „Po prostu odejdź”.
Po piąte: dzieci.
„Zostanę dla dobra dzieci” – to zdanie słyszę częściej, niż jestem w stanie zliczyć.
Za nim stoi lęk przed sądem, przed tym, że on „wygryzie” ją z opieki, że będzie manipulował dziećmi, nastawiał je przeciwko niej.
Lęk, że dzieci stracą szkołę, kolegów, poczucie stabilności.
Czasem łatwiej jest znosić „tylko” przemoc, którą się zna, niż perspektywę wojny, której nie sposób przewidzieć.
Po szóste: wstyd i poczucie winy.
„To pewnie moja wina”.
„Może przesadzam”.
„Co ludzie powiedzą?”
„Jestem dorosła, powinnam sobie poradzić”.
Wstyd ucisza skuteczniej niż jakikolwiek zakaz.
Sprawia, że zamiast prosić o pomoc, ona zakłada jeszcze grubszą maskę „u mnie wszystko ok”.
Po siódme: więź, która przypomina uzależnienie.
Strach → napięcie → wybuch → wyzwiska → przeprosiny → „miodowy miesiąc”.
On płacze, obiecuje, kupuje kwiaty, zabiera na weekend, mówi:
„Wiem, że zawaliłem, bez was nie dam rady, ja się zmienię”.
Dla mózgu to jest rollercoaster bólu i ulgi.
A ulga po przemocy bywa jak narkotyk – na chwilę naprawdę jest lepiej.
Często właśnie tuż po tym, jak najbardziej ją zranił, ona czuje coś, co przypomina miłość.
Po ósme: rany z dzieciństwa.
Jeśli od małego żyjesz w chaosie, krzyku, przemocy, odrzuceniu – to taki klimat staje się „normalny”.
Dorosła przemoc nie zapala czerwonej lampki – ona wywołuje znajome emocje.
„Tak jest, jak ktoś cię kocha – bywa trudno, bywa, że krzyczy, ale przecież wraca, przeprasza, nie odchodzi”.
Po dziewiąte: lęk przed zmianą i brak dokąd pójść.
Przemoc jest bolesna, ale przewidywalna.
Nieznane po odejściu („gdzie będę mieszkać?”, „jak dam radę sama?”, „czy ktoś uwierzy w moją historię?”) bywa straszniejsze niż znane piekło.
Po dziesiąte: błąd utopionych kosztów.
„Tyle już razem przeszliśmy…”.
„Dzieci niedługo wyjdą z domu, jakoś przetrwam”.
„Nie mogę tak po prostu wyrzucić tylu lat”.
I tak każdy rok dokłada kolejny kamień do plecaka, z którym iść coraz trudniej – a jednocześnie coraz trudniej zawrócić.
I jeszcze jedno: idealizacja sprawcy.
Bo on nie zawsze jest potworem.
Bywa czuły, śmieszny, dobry dla dzieci, wzruszony na filmach.
Gdzieś w niej żyje obraz „tego dobrego człowieka, który w środku jest poranionym chłopcem”.
I nadzieja, że jeśli jeszcze trochę się postara, jeszcze trochę go zrozumie, to w końcu tamten, łagodny, wygra z tym agresywnym.
A jak wygląda sam mechanizm przemocy?
Najczęściej nie zaczyna się od ciosu.
Zaczyna się od love-bombingu:
„Nikt cię tak nie rozumie jak ja”,
„Jesteś wyjątkowa”,
„Wreszcie ktoś, kogo mogę kochać naprawdę”.
Na początku jest troska, opieka, bycie „nadmiernie obecnym”, codzienne wiadomości, zainteresowanie każdą emocją.
A potem powoli, prawie niezauważalnie, wchodzą „drobne zdania”:
„Serio o takich głupotach płaczesz?”
„Jakbyś ogarniała dom, nie musiałbym się tak denerwować”.
„Widzisz, jak normalne żony potrafią wspierać męża, a nie tylko marudzić”.
„Ja zarabiam, więc chyba mam coś do powiedzenia, na co wydajesz pieniądze”.
„Nie rób scen przy ludziach, wstyd mi za ciebie”.
Kiedy ona próbuje postawić granicę – on się wycofuje, karze ciszą, przestaje się odzywać. Albo przeciwnie – podnosi głos, wybucha, trzaska drzwiami, przekracza kolejne granice.
A potem… znowu kwiaty, przeprosiny, „nowy początek”, wspaniały seks, „od teraz będzie inaczej”.
I tak kręci się to koło.
Z zewnątrz widać tylko migawki: wspólne wakacje, śmiech przy grillu, zdjęcia z dziećmi. Są taką dobrą para mówią inni.
W środku – dramat, o którym nikt nie wie.
Chcę, żebyś pamiętała o jednym:
To, że ona jeszcze nie odeszła, nie znaczy, że „lubi tak żyć”.
Znaczy, że jest uwikłana w system przemocy, w którym strach, wstyd, brak wsparcia, uzależnienie emocjonalne, finanse i dzieci splatają się w jedną, bardzo ciasną sieć.
Zanim więc powiemy:
„Ja na jej miejscu dawno bym spakowała walizkę”, warto mieć w głowie zdanie, które kiedyś powiedział ktoś mądry:
„Tyle o sobie wiemy, ile nas sprawdzono”.
Jeśli życie nie sprawdziło cię w roli osoby uwikłanej w przemoc,
to naprawdę nie wiesz, co byś zrobiła na jej miejscu.
Zanim więc powiesz: „Sama jest sobie winna, mogłaby odejść”, spróbuj zadać sobie inne pytanie:
"Co mogę zrobić, żeby kobietom w takich sytuacjach było choć odrobinę łatwiej poprosić o pomoc – zamiast jeszcze bardziej się wstydzić?
Myślisz, że to ważne? Udostępnij
P.S.
A jeśli czytając to, myślisz o sobie, o przyjaciółce, siostrze, sąsiadce – i widzisz w tym kawałek czyjejś historii to daję znać, że w niedzielę ma premierę odcinek podcastu:
„Jak wyjść z przemocy psychicznej krok po kroku. Wsparcie psychologiczne i prawne w jednym miejscu” – rozmowa z radczynią prawną Alicją Praszkiewicz.
Jeśli chcesz dostać ode mnie maila do rozmowy z prawniczką i listę miejsc, gdzie możesz szukać pomocy zapisz się tutaj:
https://miedzyparami.pl/lpz/newsletter-2/
wyślę Ci wszystko w wiadomości.