01/11/2025
Nie da się odpiąć wózka od siebie. Ale da się pokochać życie.
Blondynka na kołach 👩🦽
Niepełnosprawność to nie temat, który wybieram – to moja codzienność. Nie da się jej odciąć, tak jak nie da się odłączyć wózka ode mnie. Pisząc ten tekst, chcę pokazać Wam świat z mojej perspektywy – z perspektywy kobiety, która żyje, czuje i marzy tak samo jak inni, choć jej droga wygląda nieco inaczej. To opowieść o akceptacji, o sile, która dojrzewa z czasem, i o pamięci, która sprawia, że nawet ci, których już z nami nie ma, wciąż są bardzo blisko.
Czasem słyszę, że w każdym moim tekście przewija się temat niepełnosprawności. Że jakikolwiek temat poruszę, gdzieś między zdaniami zawsze pojawia się ten wątek – jakby wszystko, o czym piszę, musiało do niego nawiązywać.
I wiecie co? To prawda. Bo ja nie potrafię i nie chcę oddzielać mojej niepełnosprawności od siebie.
Niepełnosprawność nie definiuje mnie w całości, ale jest częścią mojego życia. Tak samo jak dla kogoś innego częścią codzienności jest praca, rodzina czy pasja. Ja po prostu żyję – tyle że na wózku. I to właśnie z tej perspektywy patrzę na świat, piszę i przeżywam. Nie potrafię „odciąć wózka od siebie”, bo on jest ze mną wszędzie: gdy się budzę, gdy potrzebuję pomocy w porannej toalecie i w codziennym życiu, gdy potrzebuję wsparcia, by się napić, zjeść czy wyjść z domu.
I nie, to nieprawda, że skupiam się tylko na niepełnosprawności i wózku w każdym temacie. To nie jest tak, że piszę tylko o tym, czego nie mogę zrobić. Ja po prostu staram się uświadomić światu, że są pewne ograniczenia, o których warto mówić. Bo jeśli się o nich głośno nie powie – to często po prostu nikt o nich nie wie. Świat trzeba edukować, oswajać z różnorodnością, pokazywać mu na własnym doświadczeniu, jak wygląda życie z innej perspektywy.
Nie robię tego dla litości, poklasku czy pochwał. Nie znoszę słów: „O, jak ty sobie świetnie radzisz”. Nie robię niczego nadzwyczajnego – po prostu żyję.
Chcę pokazywać świat z mojej perspektywy, pokazywać, co osiągam razem z moją niepełnosprawnością i wózkiem. To jest moje życie. To jestem ja.
Mówi się czasem, że ktoś „odpina wrotki”, gdy wreszcie odpuszcza, luzuje. Ja niestety w taki sposób nie mogę „odpiąć wózka” od siebie. Nie mogę odpiąć niepełnosprawności i nagle zacząć chodzić, bo tak byłoby łatwiej. Bo w tłumie byłoby prościej się przemieszczać. Bo byłoby wygodniej.
Nie – to jest coś, co musiałam zaakceptować. I zaakceptowałam.
Tak, bywa coraz trudniej. Rodzice są coraz starsi, a ja coraz bardziej rozumiem, ile im zawdzięczam. Coraz bardziej doceniam wszystko, co dla mnie robią.
I właśnie dziś, w dniu, w którym wspominam babcię Lucynkę, wracają do mnie słowa, które kiedyś powiedziała do mojej mamy. To było wtedy, gdy byłam zła – zła, bo czegoś nie mogłam zrobić, bo nie mogłam chodzić. I choć wtedy nie słyszałam tej rozmowy, mama opowiedziała mi ją po latach.
Babcia powiedziała szeptem:
„Zobaczysz, że będzie jej jeszcze trudniej, bo Ola zacznie więcej rozumieć.”
I miała rację. Teraz to rozumiem. Dziś jestem w zupełnie innym miejscu w życiu. Już nie gdybam „co by było, gdyby”.
Bo gdybym nie była osobą z niepełnosprawnością, nie byłabym tą samą Olą – tą blondynką na kołach. Może nie pisałabym tego bloga, może nie mówiłabym do was tym głosem, którym mówię teraz. Może miałabym inne marzenia – łatwiejsze do spełnienia, a może trudniejsze. Może byłabym w zupełnie innym miejscu. Ale tego się nie dowiem, bo to byłoby inne życie.
Pamiętam też historię, którą babcia z mamą opowiadały mi wiele razy – o tym, jak babcia Lucynka dowiedziała się o mojej niepełnosprawności. Miałam wtedy osiem miesięcy, gdy usłyszeli diagnozę: Mózgowe Porażenie Dziecięce.
Babcia, gdy tylko się o tym dowiedziała… rzuciła palenie.
Nie dlatego, że ktoś ją do tego zmusił, ale dlatego, że w jej sercu pojawiło się pragnienie – żeby w jakiś sposób pomóc. Powiedziała wtedy:
„Skoro Ola nie może chodzić, to ja nie będę palić.”
Kiedyś, gdy byłam nastolatką i usłyszałam tę historię, po prostu się uśmiechnęłam – bo wydała mi się piękna.
Dziś, z perspektywy czasu, wzrusza mnie jeszcze bardziej. Babci już nie ma, nie mogę jej spojrzeć w oczy, nie mogę jej podziękować. Ale wiem, że to wyrzeczenie było wyrazem jej miłości. Babciu dziękuję Ci za to, że wytrwałaś w tym postanowieniu do końca swoich dni.