11/01/2026
WSTYD BYCIA – o którym pisze Piotr Karpiński - Psychoterapia dla Mężczyzn w swoim poście (zachęcam do przeczytania), to zjawisko często obecne w historiach zarówno mężczyzn, jak i kobiet. 🌫️
Zauważam je w relacjach mężczyzn (sam długo doświadczałem działania głęboko ukrytego i nieuświadomionego wstydu), z którymi spotykam się w Kręgach. 🤝
Ale wstyd bycia „niewłaściwym”, „niedopasowanym” dotyka również kobiety, z tą różnicą, że kobiety rzadziej zapętlają się tak głęboko w narrację „poradzę sobie” i „nikogo nie potrzebuję”, jak to ma miejsce wśród mężczyzn.
Ten wstyd, choć często nazywany inaczej – żal, odrzucenie, brak akceptacji, brak zrozumienia, „to nie jestem ja” – jest cichym autosabotażystą. Długo pozostaje nieuświadomiony, ponieważ nie wiąże się z jedną konkretną sytuacją, lecz ze zbiorem, czasem nakładających się, czasem powiązanych, innym razem nie, zdarzeń z wczesnych lat życia, od dzieciństwa aż po okres dojrzewania i indywiduacji. 🧩
Co gorsza, często nie powstał ze złej woli. Dla przykładu, rodzice, kierując się troską, przez lata próbują nas chronić przed rzekomą „katastrofą” życia, jeśli nie będziemy postępować tak, jak oni uznają za właściwe.
„Wstyd bycia” towarzyszy nam zawsze i sabotuje z podświadomości, działając na poziomie autonomicznego układu nerwowego — jak systemowe procesy komputerowe w tle — skryty w różnych wspomnieniach, w różnych częściach ciała i umysłu. ⚙️
Istnieje jednak rozwiązanie! ✨
Napisałem wczoraj tekst (opublikuję go na dniach) o autonaprawczych zjawiskach wewnętrznych, które, w przeciwieństwie i/lub na przekór „wstydowi bycia”, pozwalają nam budować, zmieniać i wzrastać. 🌱
Są to RADOŚĆ, PODZIW, ZACHWYT 🌟
Jeśli nie pojawiały się one w naszym życiu w okresie dziecięcym i dojrzewania, pojawia się ich deficyt na rzecz nadreprezentacji „wstydu bycia”. To utrudnia sprawę, ale możemy nauczyć się te zasoby odnajdywać i pielęgnować, by w końcu wygrać ze „wstydem bycia”. 💚
Pomocne są różne praktyki autoregulacji, współregulacji i, przede wszystkim, rozwijanie świadomości. Z relacji uczestników Męskich Kręgów i kursów Mindfulness wyłania się obraz wzrastających zdolności autonaprawczych, ale zawsze zaczyna się od świadomości. 🕯️
Ukierunkowana świadomość, mająca na celu zrozumienie przyczyn dysfunkcji, przenosi nas z poziomu nieświadomej niekompetencji na poziom świadomej niekompetencji, a stąd już niedaleko do świadomej kompetencji, dalszego rozwoju i uwalniania od starych, niewspierających schematów. Wewnętrzne poczucie RADOŚCI, PODZIWU I ZACHWYTU znacząco wspiera proces uwalniania od „wstydu bycia”, a także wzmacnia naszą odporność i elastyczność psychiczną — co przydaje się w trudnych sytuacjach życiowych. 🌈
I na koniec moja gorąca prośba do Ciebie 🔔
Jeśli rozpoznajesz w sobie jakikolwiek dysonans między tym, jak myślisz, że powinno być, a tym jak jest, nie pozostawaj z tym sam. Wyjdź ze swojej skorupy i szukaj wsparcia — w terapii, warsztatach i kursach, Męskich czy Żeńskich Kręgach.
Czasem wystarczy otwarta rozmowa, w przestrzeni akceptacji i zrozumienia. 🤲
Nie pozostawaj z tym sam/a.
Wstyd kojarzy się nam najczęściej z czymś, co zrobiliśmy nie tak. Z przekroczeniem zasad, norm, oczekiwań – własnych albo kulturowych. Z tym wstydem umiemy jakoś pracować: przeprosić, naprawić, zmienić zachowanie. To wstyd związany z czynem. Ale jest też inny wstyd. Cichszy, głębszy i znacznie trudniejszy do uchwycenia. To wstyd nie tego, co robię, lecz tego, że jestem. Wstyd bycia. Poczucie, że sama moja obecność, moje potrzeby, emocje czy zależność od innych są czymś niewłaściwym.
Ten wstyd często nie boli wprost. Bywa oparty na dumie. Na narracji: „poradzę sobie sam”, „nikogo nie potrzebuję”, „nie będę się narzucać”, „lepiej nie zawracać głowy”. Z zewnątrz wygląda to jak siła, samodzielność, dojrzałość. W środku bywa strategią przetrwania. Kiedyś, w relacjach, w których zależność była ryzykowna albo zawstydzana, taka postawa mogła chronić. Jeśli nie potrzebuję – nie narażam się na odrzucenie. Jeśli nie proszę – nie doświadczam upokorzenia. Wstyd zostaje przykryty autonomią, a kruchość – kontrolą.
Problem pojawia się wtedy, gdy ten sposób bycia zostaje z nami na długo. Gdy wstyd staje się stylem adaptacyjnym, a nie chwilowym sygnałem. Wtedy relacje zaczynają być bezpieczne, ale puste. Bliskie, ale nieintymne. Człowiek funkcjonuje, radzi sobie, osiąga – a jednocześnie gdzieś pod spodem nosi przekonanie, że gdyby naprawdę było go widać, mógłby być „za dużo”, „nie taki”, „nie do przyjęcia”. I właśnie z tym wstydem najczęściej spotykamy się w terapii. Nie z tym, który mówi: „zrobiłem coś złego”, ale z tym, który szepcze: „ze mną jest coś nie tak”. I od niego zaczyna się bardzo delikatna, ale fundamentalna praca – przywracania prawa do bycia.