24/05/2026
Właśnie zakończył się i nadal nie potrafię wyrzucić z głowy emocji, które ze sobą zostawił 🤍
Miałam przywilej być wśród ludzi, którzy przypominają czym jest prawdziwa pasja. Młodych. Odważnych. Niesamowicie autentycznych. Takich, którzy jeszcze nie nauczyli się grać pod oczekiwania świata — i może właśnie dlatego ich sztuka trafia tak mocno.
Największe wrażenie zrobił na mnie spektakl „Czyż nie zabija się koni?”. Historia ludzi tańczących aż do granic wytrzymałości. Nie dla sławy. Nie dla przyjemności. Tylko dlatego, że system wymaga od nich, żeby tańczyli dopóki nie upadną.
Siedziałam i myślałam, jak bardzo ta historia z lat 30. mówi o nas dzisiaj. O presji. O zmęczeniu. O tym, co robimy sobie nawzajem, kiedy stawką staje się przetrwanie, sukces albo bycie „wystarczającym”.
A jednocześnie patrzyłam na tych młodych ludzi na scenie i miałam wrażenie, że zapominam gdzie jestem. Byli tak prawdziwi w emocjach, tak odważni i tak pełni życia, że ten kontakt działał jak reset.
Wyszłam z tego festiwalu cichsza. Z pytaniami, które nie chcą odpuścić. Ale też z ogromną wdzięcznością, że są jeszcze miejsca, gdzie sztuka ma odwagę mówić prawdę. I że są ludzie, którzy wybierają scenę nie dla pieniędzy czy rozpoznawalności — tylko dlatego, że po prostu inaczej nie potrafią.
I chyba właśnie takie momenty przypominają nam, dlaczego warto w życiu robić rzeczy, które naprawdę mają znaczenie 🔥