07/02/2025
Oczywiście, PZU w dalszym ciągu trzyma się swojego zdania, nawet nie wysilając się zbytnio – po prostu zrobiło klasyczne kopiuj-wklej do reklamacji, którą napisałem odnośnie decyzji odmownej. Cała sprawa trwała tydzień, a odpowiedź? Normalnie petarda – stwierdzili, że nie ma sensu. No cóż, jak się nie ma argumentów, to zawsze można powtórzyć to samo.
Teksty z odpowiedzi na reklamację Pzu
,,Pacjentka została położona na korytarzu. W trakcie oczekiwania na lekarza zmarła, co zauważono dopiero po pewnym czasie. Wykonano EKG, które stwierdziło asystolię, ale nie podjęto reanimacji. Zgon stwierdzono o 16:15,,
,,Dokumentację medyczną analizował niezależny lekarz orzecznik. W jego opinii, pacjentka nie została prawidłowo zakwalifikowana do odpowiedniej grupy – brak dokładniejszej oceny stanu zdrowia, jakiejkolwiek analizy parametrów życiowych i błędna kwalifikacja doprowadziły do tego tragicznego zdarzenia,,
A teraz przechodzimy do tego, co stwierdził lekarz orzecznik PZU. Zgodnie z jego opinią, jeśli pacjent trafia do szpitala godzinę przed śmiercią, to oznacza, że stan chorobowy jest tak zaawansowany, że nawet najlepsza pomoc nie byłaby w stanie uratować pacjenta. I według niego w takich przypadkach nie ma podstaw, by uznać, że zgon pacjenta byłby efektem nieprawidłowego postępowania personelu szpitala.
Zastanawiam się, jak można stwierdzić coś takiego, nie biorąc pod uwagę, że to właśnie SOR jest po to, by ratować życie – nawet wtedy, gdy stan pacjenta jest bardzo ciężki. Weźmy pod uwagę przypadek zawału serca – tam czas reakcji jest absolutnie kluczowy. Zgodnie z zasadą „czas to serce”, każda minuta opóźnienia ma ogromne znaczenie. To samo dotyczy wylewu, udaru czy anafilaksji. Nie możemy pozwolić na to, by opóźniona pomoc decydowała o życiu.
W takich przypadkach szanse na przeżycie mogą być minimalne, ale właśnie wtedy najważniejsze jest, by nie poddawać się bez walki. Pytanie brzmi: czy możemy zaakceptować tezę, że jeśli pacjent przychodzi w bardzo złym stanie, to nie warto już podejmować żadnej interwencji? Czy szpital nie ma obowiązku zrobić wszystkiego, co w jego mocy, nawet gdy szanse są minimalne? Oczywiście, w medycynie nie ma gwarancji, ale czy naprawdę możemy skreślić kogoś tylko dlatego, że czas na reakcję jest bardzo ograniczony?
Szpital powinien być miejscem, w którym podejmuje się walkę o życie – a nie tylko biernie czeka na nieunikniony koniec. Lekarze i personel medyczny codziennie mają do czynienia z pacjentami w skrajnie ciężkim stanie, ale dzięki szybkim i odpowiednim działaniom, niejednokrotnie udaje się ich uratować. Czy naprawdę powinniśmy rezygnować z tej walki tylko dlatego, że sytuacja jest skrajna?
Zgadzam się, że nie każdą śmierć da się przewidzieć, ale każda interwencja, każde podjęcie wysiłku, może dać nadzieję. Szpital powinien być miejscem, które nie poddaje się – nawet gdy szanse są minimalne. Takie podejście to prawdziwa misja medycyny.