26/11/2023
Zmiany i transformacje, pożegnania, powitania, właściwie każdego dnia coś w nas umiera i rodzi się coś nowego. Nie zawsze efekt widać od razu w świecie zewnętrznym, ale kiedyś nadchodzi ten moment.
Prezentuję Wam moje logo. Jest namalowane na ścianie w moim salonie (choć bardziej pasuje nazwa duży pokój 😉). Powstawało w trakcie mojej przemiany. Etapami. Krok po kroku. Nie wiedziałam, że efekt końcowy będzie właśnie taki. W skupieniu, z uważnością i ciekawością podążałam za procesem.
Właściwie ten obraz przedstawia mnie. Posklejaną złotem, niczym kitsungi, zakorzenioną w sobie by móc rozkwitnąć. To proces, który wciąż trwa. I trwać będzie do końca życia.
Kitsungi to japońska technika i sztuka naprawy potłuczonych lub wyszczerbionych wyrobów ceramicznych, polegająca na łączeniu elementów wyrobu laką z dodatkiem sproszkowanych metali szlachetnych, takich jak: złoto, srebro lub platyna. Efektem końcowym jest odtworzenie zniszczonego przedmiotu i dodatkowe ozdobienie go żyłami szlachetnych metali. Technika kintsugi jest pracochłonna, dlatego też naprawie poddawane są zazwyczaj przedmioty szczególnie ważne lub lubiane. Ponadto tradycyjnie przypisuje się tak naprawionemu przedmiotowi większą wartość artystyczną, niż posiadał przed zniszczeniem.
Sztuka ta zrodziła się z dwóch idei: żalu po stracie i zmarnowaniu czegoś oraz akceptacji zmiany. Unikatowe połączenia pęknięć i wzory mają być widoczne i podkreślone złotym lakierem, aby przypominać o historii naczynia.
A gdyby tę metaforę odnieść do siebie? Te podkreślone złotem pęknięcia, to zabliźnione rany, które nabywamy przez całe życie i które zostawiają ślad w każdym z nas. To niedoskonałości, błędy, porażki, wszelkie doświadczenia które nas ukształtowały. Dzięki nim staliśmy się silniejsi, wrażliwi, bardziej autentyczni. Według filozofii kitsungi wszelkie niedoskonałości to dary. Warto je przyjąć, nauczyć się z nimi żyć i nosić je z dumą. Pozwala to w pełni wykorzystać potencjał, podkreślając przy tym wagę prawdziwego piękna.
Jak to często bywa, zmiana w jednym obszarze, pociąga za sobą zmiany w innych obszarach. Chociaż metafora patrzenia na siebie jak na ogród wciąż jest mi bliska, to czas na zmianę nazwy. Dla mnie ta nowa nazwa jest bardziej dynamiczna, do działania, do leczenia, uzdrawiania i budowania nowego.
Tu mi daj Oddech.
Tu mi daj oddech, do tego miejsca, do tej relacji, do tej sytuacji. Daj oddech, czyli wpuść oddech tam, gdzie się dusisz. W te miejsca i sytuacje, gdzie go wstrzymałaś, gdzie czegoś nie było wolno. Może wciąż zaciskasz zęby i wstrzymujesz oddech i wytrzymujesz. Żeby się nie rozpłakać, żeby nie powiedzieć, być cicho, grzeczna, mądrzejsza, rozumiejąca, nikogo nie urazić, nie zepsuć atmosfery. Wpuść oddech w swoje ciało, żeby rozluźnić ściśnięte gardło, krtań, rozmrozić ciało, rozprężyć klatkę, przestać wciągać brzuch, by móc nareszcie odetchnąć.
Tu mi daj Oddech
Ty wiesz gdzie. Wiesz gdzie i kiedy Ci go brakuje. Wpuść go tam świadomie i przygotuj się na zmiany. Bo one przyjdą na pewno. Jeśli sobie pozwolisz. Jeśli sobie pozwolisz odetchnąć głębiej, rozluźnić się, odprężyć, odezwać, nazwać, poczuć bardziej, przyjąć, rozpaść się i posklejać na nowo. Bardziej po Twojemu być może tym razem. Ty się zmienisz, a może raczej bardziej będziesz sobą, bo odpadnie to co nie Twoje. A blizny, pokryte złotem podkreślą Twoją wyjątkowość, piękno i unikalną wartość.
I rozkwitniesz 🌸
Jeśli zechcesz, chętnie Ci będę w tym towarzyszyć.
Z czułością i miłością.
💚