18/09/2020
– 14 czerwca 1993, Zabrze
Przybieram się do tego opisu, jak pies do jeża …
Mówią, że cała rzesza tzw. metalowców przez długi czas nabijała się z FNM, a po latach opowiadali, że „zajebiste i słuchali od zawsze”. Muszę przyznać, że ja nie przepadałam z tym bandem, był dla mnie za wolny, a Mike śpiewał za ładnie. Gdy nagrałam całą kasetę VHS klipów z Headbangers Ball, wśród których znalazł się także „Epic”, to przewijałam potem ten kawałek, bo jakoś mi nie pasował do całej reszty, wydawał mi się obciachowy w zestawieniu z takim np. „Corporal Jigsore Quandary” 😉.
Wiedziało się o mającym się odbyć w czerwcu 1993 r. koncercie, ale kto by się na to wybierał? Jednak wybrałam się. Było to spontaniczne, akurat moi rodzice byli na jakimś wyjeździe, ja niby z wolną chatą, ale kompletnie spłukana po pierwszych dwóch dniach samotności. M. mówi, że jedzie, J. mówi, że jedzie, więc myślę sobie „jadę i ja”. Z Ostrołęki jechali jeszcze B. i G. M. i J. to znane z wcześniejszych opisów koncertowe rozrabiaki. B. – poszukiwacz przygód, też do najgrzeczniejszych nie należał, G. – w zasadzie spokojny chłopak, choć czasem go ponosiło (obaj > 190 cm).
Nie wiem, czy ktokolwiek z nas miał bilet. Pewnym novum było to, że część chłopców uprawiała w tamtym czasie kulturystykę, więc ja mogłam mieć w plecaku jakieś piwko, a panowie – pojemniki z gotowanym ryżem, aby o określonej porze zjeść odpowiednią porcję węglowodanów, jak na prawdziwych metalowców A.D. 1993 przystało. Hehehe
Standardowo wsiedliśmy do pociągu z Białegostoku. B. wszedł do zajętego przedziału i wyprosił długowłosych podróżnych zwięzłym, acz stanowczym „wypierdalać z przedziału”. Mieliśmy przedział dla siebie. Ja zostałam w przedziale z jednym z naszych, który mnie pilnował przed całym pociągiem, a pozostała trójka przeszła się po pociągu poprosić o drobne na bilety. I zebrali jakoś szybko, nie tylko na bilety na koncert, ale chyba też na bilety powrotne do domu. Nie wiem, czy nawet zdążyliśmy dojechać do Warszawy. A może to już było już na trasie Warszawa-Katowice? Nie jestem dumna z tego epizodu oraz z mojej funkcji księgowej „ad hoc”, ale takie to były czasy…
No i muszę to przyznać … Koncert był świetny (choć chyba z jakimś poślizgiem)!! To, co rzuciło mi się w oczy na tym koncercie, to strasznie duża liczba kompletnie pijanych osób, leżały nieprzytomne w różnych częściach hali i pod halą. Byłam ciekawa, jakie wywiozą wspomnienia...
Na dworcu w Katowicach była jeszcze taka sytuacja, że jakaś grupa łysych tłukła jednego metala. J. nie czekał, tylko włączył się sam w tę awanturę, a po chwili dołączyli inni. Wówczas po raz pierwszy dane mi było zauważyć figurę bitewną w postaci naskoku obiema nogami na plecy przeciwnika, ten się przewracał, a atakujący odbijał się i zeskakiwał do tyłu na obie nogi. Wyglądało to imponująco.
Tak sobie teraz myślę, że to był początek końca złotych lat metalu w Ostrołęce… Chłopcy zajęli się sportem, a muzycznie … od FNM się zaczęło, a potem poszło w jakieś Biohazardy, Body County i Cypress Hille…