Koncertowe wspominki

  • Home
  • Koncertowe wspominki

Koncertowe wspominki Contact information, map and directions, contact form, opening hours, services, ratings, photos, videos and announcements from Koncertowe wspominki, Witryna poświęcona zdrowiu i dobremu samopoczuciu, ul. Batorego 10, .

Jak tam Wasze plany koncertowe w najbliższym czasie?
11/07/2022

Jak tam Wasze plany koncertowe w najbliższym czasie?

11/01/2022

! - lipiec 1991, Biała Podlaska

To był dość ciekawy festiwal, na którym można było w ciągu jednego dnia zobaczyć czołówkę polskiego metalu.

Jakoś tak znienacka pojawił się nieśmiały plan wyjazdu… Ówczesny facet mojej przyjaciółki P. chciał ją naciągnąć, żeby dorzuciła mu grosza, to pojedzie z nami. Byłam przy tej ich rozmowie, skomentowałam ją po swojemu i grosz nie został dorzucony, a facet musiał zostać w domu. Nie znosił mnie jeszcze długo po tym. Pojechałyśmy więc we dwie, autobusem z przesiadką w Siedlcach.

W Białej Podlaskiej wylądowałyśmy dość wcześnie. W tamtych czasach (lub w tym wieku) o nowe znajomości nie było trudno, więc dość szybko znalazłyśmy się w jakimś osiedlowym barze pełnym metali. Z baru pamiętam niewiele. Jakiś gość skrytykował mój image, co wtedy mnie trochę zabolało, bo wydawało mi się, że wizerunek „taki trochę podstrzyżony Joey Tempest plus taki trochę Vince Neil” jest git 🤩 (różowe jeansy w czarne cętki, sprana katana z wyszytą własnoręcznie na plecach w rogu małą pajęczyną, opaska w panterkę wpleciona we włosy, jakieś przypinki, w tym na 100% Bathory). I właśnie ten Bathory nie korelował mu z całą resztą. Po latach myślę zresztą, że słusznie. Z drugim kolesiem, który był ogromnym fanem RHCP pospierałam się w następującej sprawie… Zachwalałam klip do „Breaking the girl”, a on mi na to ... że nie ma takiego klipu 😲. Że wie wszystko o Redhotach, ma wszystko, śledzi wszystko i wiedziałby pierwszy, gdyby taki klip wyszedł, ale nie wyszedł. I nikt nie był w stanie mnie poprzeć, bo okazało się, że nikt tego klipu jeszcze nie widział. Poza tym było tam bardzo miło i bardzo głośno. Były też chyba śpiewy.

Sam festiwal odbywał się w amfiteatrze, w parku. Pamiętam, że grał Sparagmos. I chyba to był główny powód naszego wyjazdu, bo P. była ogromną fanką, choć z tego co pamiętam cała ich twórczość wówczas sprowadzała się do jakiegoś splitu z innym zespołem. Katowała ciągle tę kasetę, choć w zasadzie tylko jedną jej stronę. Z czasem ja stałam się fanką Sebastiana Z., ale z powodów raczej pozamuzycznych 😉 Wokalista Łukasz spadł wtedy ze sceny. Chyba był trzeźwy, tylko coś źle wymierzył. Jeszcze chyba grali Guardian. Geisha Goner... Ale bardziej pamiętam te nazwy z takiego plakatu-ksero, który przez lata wisiał u mnie w pokoju, niż z ich występów. Jest sporo nagrań z tego wydarzenia, ale Sparagmosa nie wiedziałam, a grali na 100%. Na nagraniach nie ma też publiki (a szkoda), tylko sama scena. W ogóle byłam przekonana, że gwiazdą wieczoru był wtedy Vader, ale nigdzie nie mogę znaleźć potwierdzenia tego przekonania, więc pewnie coś sobie wymyśliłam.

Bardziej długofalowym skutkiem tego wyjazdu były pisane przez kilka lat listy, wysłane na ul. Piaskową w Białej Podlaskiej 😎

Ps. No i wkurzyłam się właśnie, bo chyba zgubiłam mój bilet. Chciałam wstawić zdjęcie i nie mogę go znaleźć. Mały na ksero, nic ciekawego, ale fajna pamiątka i fajnie by obrazowała to prehistoryczne wydarzenie.

M.

  –  14 czerwca 1993, Zabrze Przybieram się do tego opisu, jak pies do jeża … Mówią, że cała rzesza tzw. metalowców prze...
18/09/2020

– 14 czerwca 1993, Zabrze

Przybieram się do tego opisu, jak pies do jeża …
Mówią, że cała rzesza tzw. metalowców przez długi czas nabijała się z FNM, a po latach opowiadali, że „zajebiste i słuchali od zawsze”. Muszę przyznać, że ja nie przepadałam z tym bandem, był dla mnie za wolny, a Mike śpiewał za ładnie. Gdy nagrałam całą kasetę VHS klipów z Headbangers Ball, wśród których znalazł się także „Epic”, to przewijałam potem ten kawałek, bo jakoś mi nie pasował do całej reszty, wydawał mi się obciachowy w zestawieniu z takim np. „Corporal Jigsore Quandary” 😉.

Wiedziało się o mającym się odbyć w czerwcu 1993 r. koncercie, ale kto by się na to wybierał? Jednak wybrałam się. Było to spontaniczne, akurat moi rodzice byli na jakimś wyjeździe, ja niby z wolną chatą, ale kompletnie spłukana po pierwszych dwóch dniach samotności. M. mówi, że jedzie, J. mówi, że jedzie, więc myślę sobie „jadę i ja”. Z Ostrołęki jechali jeszcze B. i G. M. i J. to znane z wcześniejszych opisów koncertowe rozrabiaki. B. – poszukiwacz przygód, też do najgrzeczniejszych nie należał, G. – w zasadzie spokojny chłopak, choć czasem go ponosiło (obaj > 190 cm).
Nie wiem, czy ktokolwiek z nas miał bilet. Pewnym novum było to, że część chłopców uprawiała w tamtym czasie kulturystykę, więc ja mogłam mieć w plecaku jakieś piwko, a panowie – pojemniki z gotowanym ryżem, aby o określonej porze zjeść odpowiednią porcję węglowodanów, jak na prawdziwych metalowców A.D. 1993 przystało. Hehehe

Standardowo wsiedliśmy do pociągu z Białegostoku. B. wszedł do zajętego przedziału i wyprosił długowłosych podróżnych zwięzłym, acz stanowczym „wypierdalać z przedziału”. Mieliśmy przedział dla siebie. Ja zostałam w przedziale z jednym z naszych, który mnie pilnował przed całym pociągiem, a pozostała trójka przeszła się po pociągu poprosić o drobne na bilety. I zebrali jakoś szybko, nie tylko na bilety na koncert, ale chyba też na bilety powrotne do domu. Nie wiem, czy nawet zdążyliśmy dojechać do Warszawy. A może to już było już na trasie Warszawa-Katowice? Nie jestem dumna z tego epizodu oraz z mojej funkcji księgowej „ad hoc”, ale takie to były czasy…

No i muszę to przyznać … Koncert był świetny (choć chyba z jakimś poślizgiem)!! To, co rzuciło mi się w oczy na tym koncercie, to strasznie duża liczba kompletnie pijanych osób, leżały nieprzytomne w różnych częściach hali i pod halą. Byłam ciekawa, jakie wywiozą wspomnienia...

Na dworcu w Katowicach była jeszcze taka sytuacja, że jakaś grupa łysych tłukła jednego metala. J. nie czekał, tylko włączył się sam w tę awanturę, a po chwili dołączyli inni. Wówczas po raz pierwszy dane mi było zauważyć figurę bitewną w postaci naskoku obiema nogami na plecy przeciwnika, ten się przewracał, a atakujący odbijał się i zeskakiwał do tyłu na obie nogi. Wyglądało to imponująco.

Tak sobie teraz myślę, że to był początek końca złotych lat metalu w Ostrołęce… Chłopcy zajęli się sportem, a muzycznie … od FNM się zaczęło, a potem poszło w jakieś Biohazardy, Body County i Cypress Hille…

Ktoś znajdzie siebie? Pomóżcie nam zgadnąć kto jest na scenie :)
13/08/2020

Ktoś znajdzie siebie? Pomóżcie nam zgadnąć kto jest na scenie :)

16/07/2020
  1991 –  /DC,  ,   13 sierpnia 1991 r.,   Chorzów Pora o nim wspomnieć … mój pierwszy koncertowy wyjazd na Śląsk. Wcześ...
10/07/2020

1991 – /DC, , 13 sierpnia 1991 r., Chorzów
Pora o nim wspomnieć … mój pierwszy koncertowy wyjazd na Śląsk.
Wcześniej tylko jakieś przeglądy i koncerty w moim mieście, a z wyjazdów jedynie Piknik Country (tzn. na koncerty nikt z nas nie szedł, ale do Mrągowa jechało się dla przygody i pokąpania się w jeziorku, poza tym można było tam spotkać jakąś SŁAWNĄ OSOBĘ), ewentualnie wypady pociągiem do Wyszkowa na jakieś holenderskie wynalazki, przy czym z nazw pamiętam dziś tylko Moonlizards i Kadaverbak (podobały mi się oba, a był to chyba 1989 r.), a już szczyt szaleństwa to S’thrash’ydło w sąsiednim województwie.
W wakacje mój odważny kolega wpadł na pomysł wyjazdu na Monsters of Rock! I chwała mu za to! Zachęcił, pojechał do Warszawy po bilety, kupił, dostarczył... Byłam niepełnoletnia, więc rodzice mieli pewne opory zanim wyrazili zgodę, ale wtedy moja mama przypomniała sobie swoją młodość i swoje ówczesne ograniczenia, westchnęła, zapłakała rzewnie i rzekła: „niech jedzie, ja nie mogłam pojechać na Stones’ów, więc wiem, co to by dla niej znaczyło”. Tata nie miał wiele do gadania. I pojechałam :D
Jak zwykle wyjechaliśmy wieczorem poprzedniego dnia. Podróż bez szczególnych wrażeń. Drogę z Katowic do Chorzowa pokonaliśmy pieszo. Czy to możliwe? Jechałam głównie na Metallicę. AC/DC wydawał mi się muzyką dla starych dziadów. Wydaje mi się, czy jakoś chwilę przed tym gigiem wyszła czarna Metallica? Cały koncert ZA-JE-BIS-TY!!! Jeśli się nie mylę, to Meta zaczęła swoim intro, a potem poszło "Enter Sandman", który już wcześniej słyszałam. Obłędne wrażenia!! AC/DC – nie takie dziady dziadowe, jak się w mojej głowie malowały. Zagrali świetnie. Pamiętam latające dolary, nadmuchaną, grubą babę, skaczącego Angusa. Nie łączyłam pojawiającej się scenografii z żadnym konkretnym numerem, bo znałam je wówczas ze trzy. „Moneytalks” znałam 😀 Dolary złapane, ale dziś już zgubione…
Co było dziwnego? Osoby z trybun mogły swobodnie wchodzić na płytę. Osoby z płyty, bez biletu na trybuny, nie mogły na nie wejść. Nigdy później nie spotkałam się chyba z takim rozwiązaniem …
Sektor 34, rząd 45, miejsce 35. Może ktoś siedział niedaleko? Kto pamięta coś więcej?

  ‘93  18 kwietnia 1993 r. Zabrze ,  ,   Co**se,  ,  Jakoś na lata 1992-1994 przypada apogeum ilości ostrołęckich metalo...
08/06/2020

‘93 18 kwietnia 1993 r. Zabrze

, , Co**se, ,

Jakoś na lata 1992-1994 przypada apogeum ilości ostrołęckich metalowców. Na tę edycję festiwalu pojechało nas wyjątkowo dużo. Myślę, że ok. 40-50 osób, niektóre oczywiście bez biletów. Na ten koncert wydrukowano bardzo proste bilety w barwach IKEI, w zasadzie bez żadnych zabezpieczeń, a że były to czasy pojawienia się kolorowego xero, to kilku chłopców z Ostrołęki zwietrzyło okazję na łatwy zarobek. Nie oszukujmy się – nędzne to były podróby. Wydrukowany awers i rewers biletu, sklejone ze sobą klejem biurowym, przez co strasznie sztywne, a kupon kontrolny przedziurkowany igłą 😆 Szefem procederu był Misiek, który znajomym sprzedawał te bilety za symboliczne kwoty, a prawdziwy interes zamierzał rozkręcić już na miejscu.

Ale najpierw droga… Standardowo wieczorem pociągiem do Małkini i tam oczekiwanie na nocny pociąg z Białegostoku. Pamiętacie, że rok wcześniej dowiedzieliśmy się, na czym polega krojenie w pociągu, po tym, jak zostaliśmy totalnie skrojeni przez kibiców/skinów z Warszawy? (opis Metalmanii 1992). Spora grupa od nas, postanowiła wykorzystać nabyte umiejętności i zastosować zasadę „jak nie my ich, to oni nas”. Po rozkręceniu zakrapianych biesiad w poszczególnych przedziałach, skroiliśmy Białystok i okolice… Mówię tu ogólnie o ekipie z Ostrołęki, nie o sobie. Jakoś przed Koluszkami metalowcy z Białegostoku poskarżyli się SOK-istom i zaczęło się ganianie po pociągu. Reakcja moich kolegów – podrzucanie w trakcie ucieczki łupów do przedziałów zajmowanych głównie przez dziewczyny. Biegnie kilku korytarzem, otwiera nasz przedział i wrzuca skóry, katany, panterki… Pięknie 😕 W Koluszkach zatrzymano pociąg na dłużej. Wezwano posiłki SOK i jakąś Policję. Białostoczanie w samych T-shirtach wyszli na zewnątrz i zdawali służbom relację z zajścia. Poza tym, że nie podobało mi się to całe krojenie, to jeszcze szkoda mi się ich zrobiło, bo wieczór zimny, więc wyniosłam im te wszystkie kurtki z naszego przedziału, wyznając, że podrzucili je nam do przedziału nieznani sprawcy. Kilku z naszych – tych rozpoznanych przez Białystok zgarnięto na dołek, a po kilku godzinach pociąg ruszył do Katowic. Koledzy mieli później do mnie pretensje o oddanie zdobyczy, ale miałam to w dupie, bo wówczas moim chłopakiem był M., więc mogłam to mieć w dupie. Kto go widział, ten wie o co chodzi (odsyłam tu do opisu S’thrash’ydła ’93 i bójki z Mitkiem). Dla zobrazowania - czasami, gdy mi ktoś zasłaniał na koncercie, M. delikatnie klepał go w ramię, gość odwracał się z wkurwem w oczach, a po chwili grzecznie się przesuwał 😉
Na miejscu o dziwo Miśkowi udało się sprzedać sporo biletów, co do dziś nie przestaje mnie zadziwiać. Wiem też, że kilku z naszych weszło na te sklejone bilety, bo ochrona była chyba tak samo ogarnięta, jak ci nabywcy. Jednak potem biletom przyglądano się baczniej i niektórych nie wpuszczono.
Festiwal był za*****ty. Dla mnie gwiazdą wieczoru był Carcass. Spotkałam sporo znajomych z Radzynia Podlaskiego i z Lublina.
Długofalowy efekt tych wydarzeń był taki, że moje początki na studiach w Białymstoku były wyjątkowo trudne. Nienawidzili Ostrołęki, a zwłaszcza metali z Ostrołęki, a w moje oddanie kurtek nikt nie wierzył, a nawet jak wierzył - to było to za mało na zbyt rychłe przebaczenie. Ale o tym przy okazji opisu Metalmanii 1994…

22/05/2020

8 lipca 2003 All rights reserved Photo by Irena Herka

      8 lipca 2003Tym razem opowiadam ja, Irena.Koncert ToN w Stodole to był kawał pierdolnięcia. Leciałam na niego jak ...
22/05/2020

8 lipca 2003
Tym razem opowiadam ja, Irena.

Koncert ToN w Stodole to był kawał pierdolnięcia. Leciałam na niego jak na skrzydłach, szczególnie że była w Polsce Karo Li Na z wizytą i oczekiwałam powrotu starych, dobrych czasów. Stare, dobre czasy polegały na wystawaniu przy wejściu na backstage i usiłowanie wejścia ;) Tym razem ten element ominęłyśmy na początku i kupiłyśmy bilety jak jakieś krezuski, bo jakoś chyba już byłyśmy za stare i za mądre (tja...). Koncert mi się rozmywa w pamięci, ale mam ponagrywane fragmenty (pamiętacie, że kiedyś cyfrowo udawało się nagrać jedynie 30 sekund jednorazowo?) i mogę się podzielić zarówno z Wami, jak i z samą sobą.

Po koncercie wbiliśmy się całą brygadą (m.in. Jacek Szymański Arek-Eric Paka-Morciano) na backstage. Tak po prostu, bez problemu. W sali zbiorczej była masa ludzi. Wszyscy robili sobie z nimi zdjęcia, rozmawiali, pili (jak ich znacie, to oznaczcie, bo na bank nie wiedzą, że je mają). Nie było zadęcia, zmęczenie chłopaków było widoczne, ale dzielili się też swoją obecnością, bo wiedzieli, że fani na to liczą.
To chyba wtedy Dagmara Nasiorowska zabrała Petera następnego dnia na Starówkę i razem kupili różaniec dla jego mamy, bo ona strasznie tęskniła za krajem.

Tajpy to są przemili ludzie, zaprosili nas do kanciapy, gdzie z Kennym jaraliśmy blanty. Ja blantów nie lubię, ale zajarałam, bo jak to miałabym z nimi nie zapalić? Jaraliśmy, jedliśmy, piliśmy dosyć długo. To był przemiły wieczór i okropnie się cieszę, że mam z niego tak zajebistą pamiątkę, jak te zdjęcia i filmy :)

PS. Dajcie mi chwilę, wszystko zaraz wrzucę :)

 ,  ,   – 4 grudnia 1992 r., Warszawa,  Na ten koncert przywiózł nas samochodem tata P-fki. Załatwiał w Warszawie jakieś...
16/05/2020

, , – 4 grudnia 1992 r., Warszawa,

Na ten koncert przywiózł nas samochodem tata P-fki. Załatwiał w Warszawie jakieś swoje interesy. To chyba przed tym koncertem udaliśmy się na zakupy do Pewexu czy innej Baltony, na górze hotelu Marriott, gdzie P-fka kupiła sobie piękną suknię na studniówkę (czarną, tiulową, do samej ziemi).

To była druga i z tego co kojarzę ostatnia nasza wizyta w klubie Fugazi. Ja przyjechałam bardziej na Gorefest, P-fka w 100% na Deicide.

Dziwny to był koncert … Dziwny dlatego, że jak na taki wypasiony jak na tamte czasy skład, to było bardzo mało ludzi. Na moje oko max. 200 osób. Sala wydawała się pusta. Kilkadziesiąt osób wiło się pod sceną, ale dalej w głąb – pustki. Smutny to był widok, gdy Glen rzucał „w tłum” kasety, które przelatywały nad tą grupką i spadały na podłogę. I smutny to był dźwięk :(

Natomiast niesamowite było to, że artyści korzystali z tej samej przestrzeni, co fani. Idziesz do kibla, a tam Glen akurat wychodzi i „śpiewa”. Wszyscy chodzili sobie między fanami. Bez problemu można było zagadać, czy zrobić sobie zdjęcie. Steve Asheim poczęstował nas nawet pizzą, co było dla nas -nastoletnich dziewcząt niesamowicie ekscytującym epizodem 😉. Nie pogadałyśmy sobie z nim, bo w liceum miałyśmy rosyjski, francuski i łacinę. Wielu ludzi z naszego pokolenia z angielskim zaczęło stykać się dopiero na studiach. Uczyliśmy się tam podstaw gramatyki, choć już znaliśmy słówka takie jak: uduszenie, zgnilizna, padlina, samobójstwo. Znacie to?

Po koncercie musiałyśmy dojechać na Świętokrzyską, gdzie oczekiwał na nas tata P-fki, który dowiózł nas bezpiecznie i komfortowo do domu. Dwugodzinny powrót nocą, w grudniu, w ciepłym autku, z możliwością przycięcia komara przez całą drogę, to był w tych koncertowych czasach prawdziwy luksus.

Czyli wspominki z tego gigu to: ryczący przy kiblu Glen, uśmiechnięty Steve + pizza oraz spadające na ziemię kasety Deicide. A jakie są Wasze? Wiecie, że do dziś nie jestem w stanie umiejscowić tego Fugazi? Nie mam pojęcia, gdzie był ten klub i jak jechało się z niego na Świętokrzyską.

 ,  ,  ,   – 27 listopada 2018 r. Łódź,  To świeży temat. Opisuję go jedynie dla kontrastu z opisem wyjazdu na Slayer w ...
04/05/2020

, , , – 27 listopada 2018 r. Łódź,

To świeży temat. Opisuję go jedynie dla kontrastu z opisem wyjazdu na Slayer w 1992 r. Niejako z nostalgią i trochę tęsknotą za tym, co już nie wróci ...

Już kupując bilety pomyślałam, że kupię ich kilka więcej, gdyby okazało się, że jakiś znajomy nie ogarnął się na czas z zakupem. Mając już bilety, zarezerwowałam apartament w Łodzi, bo kto by wracał po nocy?
Na ok. 2 dni przed wyjazdem, booking łapie mnie telefonicznie, że moja rezerwacja jest nieaktualna, właściciel obiektu dał ciała, szukają mi czegoś w zastępstwie i zwrócą różnicę w cenie. Zgadzam się, ale nocleg też ma być w centrum, najchętniej przy Piotrkowskiej. Znajdują go, więc git 👍
Dzieci zostają pod opieką babci, a ja i mąż wyruszamy autem do Łodzi. Z Warszawy rusza na ten gig tyle samochodów, że nawet nie mamy żadnego pasażera z tyłu 😳. W recepcji hotelu dostajemy wino, jako przeprosiny za dziurę w ścianie, którą zrobił w pokoju ostatni gość. „Dziura” okazuje się płytkim wgnieceniem tuż nad podłogą.

Przed koncertem obiad w restauracji plus kieliszek wina 😆. I taksówką pod Arenę. Przed wejściem okazuje się, że moja torba nie spełnia regulaminowych gabarytów i nie mogę jej wnieść, więc choć to bardzo ładna torba, zabieram portfel, telefon, bilet i klucze, a samą torbę z mniej potrzebnymi rzeczami (w tym pomadką YSL) wyrzucam pod ogrodzenie.
Na miejscu masa znajomych, w tym Krzysztof (mój wielokrotny współpodróżnik w latach 90’) tym razem ze swoim nastoletnim synem!!! Zresztą widać wielu fanów ze swoimi pociechami. Dodatkowo, z każdym ze znajomych można się zdzwonić i umówić gdzieś na terenie hali.

Ledwie jeden incydent przypominał poniekąd stare czasy. Otóż Magda C. w kilku opakowaniach po takich wyciskanych, gęstych sokach przemyciła jakiegoś bourbona. Bo w zasadzie wszyscy z moich znajomych są zgodni, że serwowane na koncertach piwo przypomina szczyny i raczej się go nie pije. A i jeszcze Irena …. też miała jakiś fakap z hotelem i czekaliśmy na znak/sygnał, czy trzeba będzie ich przygarnąć. Jednak nie – coś tam sobie znalazła. I to tyle z tych pozakoncertowych emocji 😂

Koncert wzruszający. Świadomość (jeszcze wówczas taka istniała), że to pożegnanie Tomka ze sceną była porażająca. Odbierałam ten koncert szczególnie. Nawet poczułam się poniekąd zrobiona w bambuko, gdy jakiś czas później okazało się, że ten koncert to był jednak prawie ostatni. I w ramach focha, na ten „już naprawdę ostatni” nie pojechałam.

Po wyjściu z hali okazało się, że torba leży tam, gdzie ją rzuciłam. Spacerkiem wracaliśmy do hotelu. Po drodze tosty i piwko kraftowe w jakiejś knajpie na Piotrkowskiej. Rano pyszne śniadanie w Śniadaniarni (po wcześniejszym sprawdzeniu opinii na Trip Advisor i w Google, czy lokal jest godzien 😉). Cały lokal w metalowcach w różnym wieku, ale głównie +40, wielu z dziećmi. Po śniadaniu spokojny powrót do Warszawy, ze świadomością, jak człowiek strepiał i że już zawsze będzie inaczej ...

Od wieczora do następnego dnia cały FB w zdjęciach znajomych, przedstawiających zajebistą slayerową scenografię. Te tutaj: Jacek Szymański, Adam Wo i Sylwia Kozon
Okazało się, że było na tym koncercie kilku chłopaków z klasy mojego syna, niektórzy wraz z rodzicami, więc nie jest z tą młodzieżą tak źle 😈

Aha - z dodatkowych biletów skorzystali Justi i niejaki Goryl. Nie ma za co 😉

A jak Wasze wrażenia? I co Wy na ten kolejny koncert?

Address

Ul. Batorego 10

02-591

Website

Alerts

Be the first to know and let us send you an email when Koncertowe wspominki posts news and promotions. Your email address will not be used for any other purpose, and you can unsubscribe at any time.

  • Want your practice to be the top-listed Clinic?

Share

Share on Facebook Share on Twitter Share on LinkedIn
Share on Pinterest Share on Reddit Share via Email
Share on WhatsApp Share on Instagram Share on Telegram