18/11/2025
Coraz częściej mam wrażenie, że w internecie łatwiej znaleźć krytykę niż wsparcie. Że widzimy tylko jedną ze stron.
Długo się zastanwiałam, czy to w ogóle napisać, czy jest sens. Ale po poście, który ostatnio przeczytałam coś we mnie pękło...
Czytam, że mleko modyfikowane to „przetworzona żywność”, że „butelkę podać jest łatwiej”… A przecież po drugiej stronie może siedzieć mama, która właśnie walczy o każdą kroplę swojego mleka. Mama, która ma za sobą kolejne porady laktacyjne, piąty laktator w domu i serce pękające z bezsilności.
Jedną z takich mam byłam ja.
Nie spodziewałam się, że karmienie piersią okaże się dla mnie tak trudne, że bedzie tak boleć. Że zamiast morza mleka będę miała tylko strumyczek, który nie wystarcza. I gdzie ta zamrażarka pełna mleka?! Pamiętam pierwszą butelkę z mlekiem modyfikowanym – trzymałam ją w dłoniach i płakałam, bo myślałam: „co ze mnie za mama?”.
Dziś wiem jedno: mama to mama.
Nieważne, czy karmisz piersią, odciągasz i podajesz w butelce, czy korzystasz z mleka modyfikowanego. Każda z nas jest wojowniczką, każda daje swojemu dziecku miłość, troskę i obecność.
Dlatego proszę – zanim coś napiszemy, pomyślmy, że po drugiej stronie może być ktoś, dla kogo karmienie piersią było walką. Walką, która czasem kończy się łzami. A podanie butelki nie było pójściem na łatwiznę...
Jesteście najwspanialsze.
Wasza A. 💛