13/01/2026
— Znowu nie posoliłaś ziemniaków, Aniu. — Głos teściowej przeszył ciszę kuchni jak nóż. Stała przy blacie, z rękami skrzyżowanymi na piersi, patrząc na mnie z góry. — Michał lubi słone, przecież wiesz.
Zacisnęłam dłonie na ściereczce, czując, jak łzy napływają mi do oczu. Michał siedział przy stole, wpatrzony w ekran telefonu. Ani drgnął. Ani słowa. Jakby nie słyszał, jakby nie widział, jakby go tu nie było.
— Przepraszam, poprawię — wyszeptałam, choć w środku wrzałam. Ile razy jeszcze mam przepraszać za coś tak błahego? Ile razy jeszcze pozwolę jej decydować o wszystkim?
Od czterech lat mieszkamy z teściową pod jednym dachem. Miało być tylko na chwilę, „dopóki nie uzbieramy na własne mieszkanie”. Ale chwilę zamieniły się w lata. Każdy dzień to walka o kawałek własnej przestrzeni, o odrobinę szacunku. Każdego ranka budzę się z nadzieją, że Michał w końcu powie „dość”, że stanie po mojej stronie. Ale on milczy. Zawsze milczy.
Pamiętam naszą pierwszą kłótnię o to, kto ma prawo decydować o wystroju salonu. Chciałam powiesić zdjęcia z naszego ślubu — teściowa powiedziała, że „nie pasują do stylu mieszkania”. Michał tylko wzruszył ramionami: — Mama wie lepiej.
Z czasem przestałam walczyć o drobiazgi. O miejsce na półce w lodówce, o kolor zasłon, o to, czy mogę zaprosić koleżankę na kawę bez wcześniejszej konsultacji. Ale każda taka mała przegrana zostawiała ślad — jak zadrapanie na szkle.
Najgorsze są wieczory. Siedzimy we trójkę przy stole, a rozmowa toczy się zawsze wokół tego, co trzeba poprawić, co zrobiłam źle, czego nie dopilnowałam. Michał czasem rzuci jakieś zdawkowe „daj spokój”, ale nigdy nie spojrzy mi w oczy. Po kolacji zamykam się w łazience i płaczę w ciszy.
W pracy udaję, że wszystko jest w porządku. Uśmiecham się do koleżanek, żartuję przy kawie. Ale kiedy wracam do domu i słyszę głos teściowej już od progu — „Zdejmij buty, bo nabrudziłaś” — czuję się jak dziecko, które ciągle robi coś źle.
Kilka tygodni temu zebrałam się na odwagę i zapytałam Michała:
— Czy ty naprawdę nie widzisz, co się dzieje? Przecież ona mnie nie szanuje!
Spojrzał na mnie zaskoczony, jakby pierwszy raz usłyszał te słowa.
— Ania, mama jest jaka jest. Przecież nic złego ci nie robi. Po prostu chce dobrze.
— Dobrze dla kogo? — zapytałam cicho.
Nie odpowiedział. Wyszedł do drugiego pokoju i zamknął drzwi.
Od tamtej pory coraz częściej myślę o tym, żeby odejść. Znaleźć choćby mały pokój na wynajem, byle poczuć się wolną. Ale boję się. Boję się samotności, boję się opinii rodziny („Jak to? Rozwód? Przecież macie wszystko!”), boję się tego, że Michał nawet nie spróbuje mnie zatrzymać.
📌 Co było dalej zobacz w komentarzach👇