Laboratorium Psychoedukacji

Laboratorium Psychoedukacji Psychoterapia, rozwój, zmiana, edukacja. Od tej pory działamy nieprzerwanie!
(553)

Strona służy poszerzaniu wiedzy na temat psychoterapii, zdrowia psychicznego i standardów obowiązujących w zawodzie psychoterapeuty. Laboratorium Psychoedukacji powstało w roku 1978 jako pierwszy w Polsce niepubliczny ośrodek oferujący psychoterapię, treningi, szkolenia i pomoc psychologiczną. Nasz zespół to doświadczeni, gruntownie wykształceni psychoterapeuci, konsultanci, trenerzy, coachowie, l

ekarze i wykładowcy z certyfikatami. psychoterapeutów i superwizorów psychoterapii Polskiego Towarzystwa Psychologicznego, Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego, European Association for Psychotherapy, European Association for Integrative Psychotherapy. Wiedzę i umiejętności wykorzystujemy w psychoterapii, uczeniu, wspieraniu rozwoju oraz leczeniu. Studium Psychoterapii prowadzone przez Laboratorium ma rekomendację Sekcji Psychoterapii Polskiego Towarzystwa Psychologicznego oraz atest Sekcji Naukowej Psychoterapii Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego.

Pytanie do namysłu na wieczór: wyobraź sobie, że pod Twój dach trafia strudzony wędrowiec. Sam nie wie co chciałby zjeść...
24/05/2026

Pytanie do namysłu na wieczór: wyobraź sobie, że pod Twój dach trafia strudzony wędrowiec. Sam nie wie co chciałby zjeść...Co mu ugotujesz? Co jest Twoją "kojącą potrawą"?
fot Leticia Pelisari

Agnieszka Wiśniewska: O „instynkcie” mówi się „macierzyński”. Czy więź też jest „macierzyńska”, czy może być również „oj...
24/05/2026

Agnieszka Wiśniewska: O „instynkcie” mówi się „macierzyński”. Czy więź też jest „macierzyńska”, czy może być również „ojcowska”?

Justyna Dąbrowska: Dyspozycję do tworzenia więzi mają wszyscy ludzie. Więź jest więc „ludzka”. W społecznościach tradycyjnych dziećmi zajmowały się zazwyczaj kobiety, ale dziś – kiedy żyjemy w mikroskopijnych grupach – jesteśmy świadkami dużej zmiany: widzimy, że mężczyzna z łatwością może się związać z małym dzieckiem, a ono z nim. Noworodkowi jest wszystko jedno, w jakim wieku i jakiej płci jest osoba, z którą on się wiąże. Dla niego jest ważne, by był to człowiek fizycznie i emocjonalnie dostępny, czuły i wrażliwy. By dość szybko reagował i odpowiadał na jego potrzeby, np. na wołanie, na płacz. Żeby odpowiadał też na potrzeby emocjonalne, nawiązywał kontakt, widział w dziecku partnera do komunikacji.
Niemowlęta do poczucia bezpieczeństwa bardzo potrzebują kontaktu fizycznego – zbadano, że jeśli mężczyzna położy sobie noworodka na klatce piersiowej i zacznie go przytulać, głaskać, w jego krwi pojawi się ta sama więziotwórcza oksytocyna, która wydziela się u kobiety w trakcie porodu.
Niezwykle ważna jest także dostępność emocjonalna. Reagowanie, dostrajanie się, a także ten „błysk zachwytu w oczach rodzica”. To, że cieszysz się, że ten mały człowiek jest na świecie. Takie „dobrze, że jesteś” zostaje potem na resztę życia. Jednak tu ważna uwaga – żeby móc się cieszyć czyjąś obecnością nie możemy być na tę osobę skazani. Dlatego tak istotne jest by wokół młodych rodziców byli inni, pomocni (!) dorośli.
To, że kochający dorosły jest dostępny fizycznie i reaguje emocjonalnie, sprawia, że dziecko uczy się, że ten świat jest przewidywalny, a więc można mu zaufać. Woła – ktoś przybiega. Prosi – dostaje. Uśmiecha się – ktoś na ten uśmiech odpowiada. Jak widzisz, to wszystko o czym opowiadam jest dostępne zarówno matkom, jak i ojcom. Ojcowie znakomicie potrafią "matkować".

(Justyna Dąbrowska prowadzi u nas zajęcia dla osób chętnych do pracy z młodymi rodzicami. )

Fot Kelly Sikkema

***słowa przychodząjak mają do kogonie rodzą się w głowietak jak nie rodzi się w niej zapachszukającej dla siebie miejsc...
24/05/2026

***
słowa przychodzą
jak mają do kogo
nie rodzą się w głowie
tak jak nie rodzi się w niej zapach
szukającej dla siebie miejsca
miękkiej porannej mgły
dopóki ze swoim
nie wyjdę jej naprzeciw

Ireneusz Kaczmarczyk, “Przejścia”
fot Jr Korpa

"Największy kłopot w relacjach międzyludzkich polega na tym, że ludzie bardzo często chcą dostać od innych to, czego ci ...
24/05/2026

"Największy kłopot w relacjach międzyludzkich polega na tym, że ludzie bardzo często chcą dostać od innych to, czego ci inni po prostu nie mają. Uczciwości od osób mijających się z prawdą, lojalności od tych bez granic, podziwu od tych, którzy nikogo nie cenią, uważności od skoncentrowanych na sobie, refleksyjności od ludzi defensywnie zajętych własną samooceną.
I niesamowite jest to, ile wysiłku wkładamy w próby wydobycia z kogoś czegoś, czego tam po prostu nie ma. Proszenie, błaganie, wyjaśnianie, czekanie, usprawiedliwianie, przypominanie się, kolejne tłumaczenia, kolejne rozmowy - jakby samą siłą determinacji można było sprawić, żeby ktoś stał się kimś, kim nie jest. To jak picie z wyschniętej studni."

Joanna Flis wpis z 5 marca 2026
fot Techton

Pytanie do namysłu na wieczór: w jakiej sprawie ostatnio zmieniałaś/zmieniłeś zdanie pod wpływem argumentów, które pojaw...
23/05/2026

Pytanie do namysłu na wieczór: w jakiej sprawie ostatnio zmieniałaś/zmieniłeś zdanie pod wpływem argumentów, które pojawiły się w rozmowie?

fot Rosa Findon

Agnieszka Wiśniewska: Co to jest instynkt macierzyński? Posługujesz się w ogóle taką kategorią?Justyna Dąbrowska: Nie. G...
23/05/2026

Agnieszka Wiśniewska: Co to jest instynkt macierzyński? Posługujesz się w ogóle taką kategorią?

Justyna Dąbrowska: Nie. Gdybym miała mówić o czymś, co jest wrodzone, mówiłabym raczej o wrodzonej energii do życia, do przeżywania przyjemności i o potrzebie wchodzenia w relacje z innymi ludźmi.
Pragnienie posiadania dziecka może być ekspresją tej życiowej energii, którą psychoanaliza ładnie nazywa „libido”, może też być sposobem, żeby poradzić sobie z lękiem przed śmiercią, żeby przedłużyć swoje istnienie. Może wynikać z potrzeby tworzenia relacji z innymi ludźmi – jesteśmy wszak istotami społecznymi, rozwijamy się w stadzie, a rodzicielstwo bardzo rozwija.
Ale myśl o dziecku może też wynikać z potrzeby spełnienia oczekiwań społecznych, zyskania aprobaty rodziny i otoczenia. „Bo tak trzeba”. Czasem któreś z partnerów ma nadzieję, że dziecko scementuje związek, że ich jeszcze bardziej połączy. Ale żadnej z tych motywacji nie utożsamiałabym z „instynktem”. Gdyby w kobiecie była jakaś przemożna siła biologiczna pchająca ją ku rozmnażaniu, nie mielibyśmy takiego spadku urodzeń w całej Europie.

AW: To pojęcie pojawia się często w kontekście porodu i opieki nad dzieckiem.
JD: Mówi się, że „instynkt” wybucha wraz z narodzinami dziecka. Według mnie nic tam nie wybucha, tylko zapoczątkowuje się proces, który potem rozwija się latami. Zaczyna się budować więź.

AW: Czym jest ta więź między matką a dzieckiem?

JD: Więź służy bezpieczeństwu. Najpierw chodzi o to, że noworodek sam nie przeżyje. Robi więc wszystko, by zatrzymać matkę przy sobie. Ona po niewygodach porodu mogłaby chcieć go porzucić, jednak zazwyczaj tego nie robi, wspomaga ją w tym również fizjologia. Mechanizm na poziomie biologicznym jest podobny do tego, który cementuje relację miłosną między partnerami. Po udanym porodzie w organizmie matki jest tyle oksytocyny co po długim orgazmie. Jest ona także we krwi dziecka. Dzięki oksytocynie oboje psychologicznie się na siebie „otwierają”, są wobec siebie ufni, jest im ze sobą miło. To m.in. dlatego nie używam sformułowania „instynkt macierzyński” – bo „instynkt” zakłada jednokierunkowy wektor: od matki do dziecka. Tymczasem to działa wzajemnie – matka wiąże się z dzieckiem, a dziecko z matką. I dziecko w tym procesie wiele inicjuje! Ono się przysysa do piersi, szuka twarzy matki i się w nią wpatruje, uspokaja się przy matce, co jest dla niej bardzo nagradzające. Więc najpierw chodzi o to, żeby tego malca nie porzucić. Jemu też na tym zależy, dlatego tak się uspokaja, kiedy czuje fizyczny kontakt. Chce być noszony, przylega do nas, mocno chwyta palec. Ludzkie dziecko jest przecież kompletnie bezradne, nie przetrwałoby samo.
Potem więź służy coraz szerzej rozumianemu bezpieczeństwu. Dziecko może się rozwijać, uczyć nowych rzeczy – czyli ryzykować, poznawać to, co nieznane – tylko wtedy, kiedy czuje się bezpiecznie.
Warto dodać, że więź tworzymy latami (jak w każdym ważnym związku), ale tu mówię o wadze tego często niedocenianego początku, który może być trampoliną do macierzyństwa, tak jak romantyczne zakochanie może być trampoliną do udanego związku partnerskiego.

fragment rozmowy dla Krytyki Politycznej
obraz: Infant's Repast - Study of a Mother and Child, 184 by Ford Madox Brown

prof. Andrzej Leder: Wracając do przemocy. Ta ekonomiczna, zapośredniczona, wywodzi się z przemocy wojennej. Większość l...
23/05/2026

prof. Andrzej Leder: Wracając do przemocy. Ta ekonomiczna, zapośredniczona, wywodzi się z przemocy wojennej. Większość ludzkich społeczeństw od czasu rewolucji neolitycznej żyje w stanie wojny, trwającej albo potencjalnej. A wojna przez wieki była sprawą mężczyzn, a nie kobiet. Być może było tak z tej najprostszej przyczyny, że przeciętny mężczyzna jest większy i fizycznie silniejszy od przeciętnej kobiety. Jednak dziś żyjemy w czasach, kiedy nowoczesna broń pozwala kobietom całkiem aktywnie uczestniczyć w konfliktach zbrojnych.
Oczywiście socjobiologowie powiedzą: mężczyźni po prostu są lepiej przystosowani do stosowania przemocy, mają odpowiednie geny, testosteron… Może tak, może nie, faktem jest, że historycznie wojny zawsze prowadzili mężczyźni. I w związku z tym tak zwane męskie cnoty są po prostu cnotami wojennymi. Nawet funkcjonowanie kapitalistycznego społeczeństwa było opisywane jako wojna każdego z każdym. Nie na darmo menedżerowie wielkich korporacji od lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku wkuwają takie czy inne warianty Sztuki wojny Sun Tsu.

Aga Kozak.: Dziś te wojenne cnoty są coraz mniej cenione.
AL: Na pewno? Pokonać kogoś w negocjacjach, wykazać się lepszymi wynikami sprzedaży niż inni… To sprawności związane z walką i rywalizacją. Już nie mówiąc o wzrastaniu brutalności walki politycznej. Wiele kobiet stara się posiąść te „cnoty”, by stać się lepszymi wojowniczkami niż mężczyźni. Inne poszerzają pole walki, wprowadzając nowe, tak zwane kobiece, miękkie strategie, dające im przewagę w starciach. Inne jeszcze kobiety – mniejszość – uważają wreszcie, że trzeba w ogóle zmienić sposób funkcjonowania społeczeństwa. Wydaje się to bardzo fajnym rozwiązaniem, jeśli żylibyśmy w – powiedzmy – pokojowych społeczeństwach, które starają się być opiekuńcze, progresywne, równościowe. Tylko że kapitalizm nie jest pokojowy. Dzisiejsza polityka nie jest pokojowa. W „progresywnym” Nowym Jorku ekonomiczna wojna jest bodaj ostrzejsza niż na konserwatywnym środkowym zachodzie Stanów.

fragment rozmowy z książki "Sztuka męskości", wyd Agora
fot Kevin Olson

Berenika Steinberg: Łatwo być życzliwym wobec osób, które darzę ciepłymi uczuciami. Trudniej z tymi, którzy są nam obcy....
23/05/2026

Berenika Steinberg: Łatwo być życzliwym wobec osób, które darzę ciepłymi uczuciami. Trudniej z tymi, którzy są nam obcy.

Anna Król-Kuczkowska: Myśli pani, że łatwo? Mnie się wydaje, że w bliskich relacjach to może być wielkie wyzwanie. Przecież na co dzień osoby w naszym otoczeniu, również te najbliższe, budzące wiele naszych uczuć, przeżywamy cały czas zmiennie i zdarza się, że przeżywamy je jako obce i przeciwko nam, nawet jeśli takie nie są. I wtedy, jeśli nie rozumiemy szerzej tego, co się dzieje, możemy być wobec nich nieżyczliwi i okrutni. A poppsychologiczne przekazy wokół nas niestety w tym pomagają.

To znaczy?
Nie mówię o rzetelnej wiedzy psychologicznej, ale o wszechobecnych w mediach przesłaniach typu: „jeśli nie pozwolisz się zranić, to nikt cię nie zrani”, albo: „twoje emocje to twoja odpowiedzialność”. Przecież to bajki z mchu i paproci! Nieprawda zarówno na poziomie psychologicznym, jak i neurologicznym. Rzeczywistość jest taka, że bliscy mogą nas głęboko zranić, podobnie jak my ich. Jesteśmy odpowiedzialni za nasze słowa i czyny, za dobro i zło, które wyrządzamy sobie i innym. W naszej poprzedniej rozmowie mówiłyśmy, że mózg ludzki jest organem społecznym. Istnieje nawet taka mądra nazwa – socjostaza, która opisuje zjawisko nieustannego wzajemnego wpływania ludzi na siebie nawzajem. Nasze układy nerwowe tworzą jedną wielką sieć, której poszczególni uczestnicy mogą nawzajem się koić i regulować, ale też dramatycznie krzywdzić i rozregulowywać.

Co w takim razie w trudnych momentach może nam pomóc uruchomić w sobie życzliwość wobec bliskiej osoby?
…i złapać się jej jak deski ratunkowej, żeby nie zrobić rzeczy strasznych? Na przykład mentalizacja. To zaawansowana funkcja psychiczna, która polega na tym, że jesteśmy w stanie rozumieć różne rzeczy obserwowalne – czyli to, co robimy i co robią inni – w kontekście rzeczy nieobserwowalnych, czyli myśli, uczuć, lęków, pragnień itd. To zdolność do spojrzenia na siebie z zewnątrz – jak ktoś się ze mną czuje, kiedy reaguję na coś w dany sposób, ale też, dlaczego w taki sposób reaguję – a na innych od środka, próbując zrozumieć, dlaczego są jacy są. Podam przykład. Kiedy mój nastoletni syn do mnie odburkuje i jest nieszczególnie współpracujący, to nie zatrzymuję się tylko na poziomie możliwej interpretacji jego zachowania – że na przykład jest moją wychowawczą porażką – tylko się zastanawiam: „to nie do końca normalne, przecież generalnie to wspaniały młody mężczyzna, może z czymś mu ciężko, może wydarzyło się coś, o czym nie wiem, więc teraz spróbuję wymyśleć sposób, jak do tego dotrzeć”. Czyli mentalizacja obejmuje zdolność do empatii, współczucia, do wyobrażania sobie umysłu drugiego człowieka zarówno w związku z naszymi działaniami, ale też widzenia go jako odrębnej osoby, która ma swoje myśli, uczucia i doświadczenia. A my nie mamy bezpośredniego dostępu do umysłu drugiej osoby, nie wiemy nigdy do końca co i dlaczego dzieje się po drugiej stronie. Ale możemy życzliwie spróbować się tego dowiedzieć. Chcę oczywiście zaznaczyć, że rozmawiamy o trudnych sytuacjach, ale takich, w których istnieje podstawowe bezpieczeństwo i więź i w których druga osoba nam nie zagraża fizycznie ani psychicznie.

fragment rozmowy dla Tygodnika Powszechnego
fot Andrey K

Pytanie do namysłu na wieczór: czym najczęściej się zamartwiasz choć prawdopodobnie nie ma do tego powodu?fot Ümit Bulut
21/05/2026

Pytanie do namysłu na wieczór: czym najczęściej się zamartwiasz choć prawdopodobnie nie ma do tego powodu?

fot Ümit Bulut

Jedną z podstawowych form pracy w naszym ośrodku jest psychoterapia psychodynamiczna ograniczona w czasie. Odbywa się on...
21/05/2026

Jedną z podstawowych form pracy w naszym ośrodku jest psychoterapia psychodynamiczna ograniczona w czasie. Odbywa się ona z częstotliwością jednego, czasami dwóch pięćdziesięciominutowych spotkań w tygodniu. Czas trwania terapii jest ustalany z terapeutą na jednej z pierwszych sesji.

Psychoterapia krótkoterminowa proponowana jest w konkretnej sytuacji kryzysowej, takiej jak utrata bliskiej osoby, nagła choroba czy pilna konieczność podjęcia ważnej decyzji życiowej. Tego rodzaju terapia kończy się w ustalonym na jednym z pierwszych spotkań terminie. Obejmuje od kilku do kilkudziesięciu sesji.

Zaplanowanie konkretnej ilości spotkań i konieczność zakończenia procesu terapeutycznego w określonym terminie ułatwia koncentrację na celu, który chciałby osiągnąć pacjent i czytelnie wskazuje kierunek pracy już na jej początku.

Praktyka pokazuje, że pracując w ten sposób osiągamy dobre rezultaty oraz zapobiegamy rezygnacji z terapii. Od kilku lat szkolimy też kolegów psychoterapeutów - nie tylko psychodynamicznych - jak pracować w tym paradygmacie.

fot Luke Jones

Nadia Kostrzewa: Spotkałyśmy się kiedyś, dosyć dawno temu, na zajęciach, które prowadziła Pani w ramach dwuletniego szko...
21/05/2026

Nadia Kostrzewa: Spotkałyśmy się kiedyś, dosyć dawno temu, na zajęciach, które prowadziła Pani w ramach dwuletniego szkolenia z psychoterapii par i rodzin. Zajęcia dotyczyły psychoterapii okołoporodowej. Powiedziała pani wtedy zdanie, które na długo zapadło w mojej pamięci. Dotyczyło ono refleksji o tym, że poród jest doświadczeniem przejścia między życiem a śmiercią. Przygotowując się do naszej rozmowy, spojrzałam na półkę, na której stoją pani książki. Pomyślałam, że dotykają one dwóch krańców naszego doświadczenia. Porodu, a później starzenia się i umierania. Tak jakby interesowały panią te dwa doświadczenia graniczne.

Justyna Dąbrowska: Tak, rzeczywiście najbardziej ciekawią mnie początek i koniec. Te momenty „przejścia”. Te dwa doświadczenia mnie przyciągały od zawsze, od kiedy pamiętam samą siebie. Poród mnie ciekawił, zanim jeszcze zostałam mamą - kiedy nie miałam jeszcze dwudziestu lat, mój ówczesny chłopak studiował medycynę i miał praktyki w szpitalu położniczym. Przemycił mnie wtedy jako „studentkę” na porodówkę. Marzyłam, żeby zobaczyć, jak dziecko przychodzi na świat. Stałam tam i płakałam ze wzruszenia. Z dzisiejszej perspektywy uważam to za dosyć dziwne marzenie, ale pamiętam tę ogromną ciekawość i chęć towarzyszenia kobiecie.
Później przyszły własne doświadczenia. Gdy rodziłam córkę o mało obie nie umarłyśmy z powodu zaniedbań lekarskich i tego totalitarnego systemu. Straciłam mnóstwo krwi, dostałam gorączki, córeczka była pokaleczona, rozdzielono nas na tydzień. A jednak udało nam się przez to przejść. Trafiłam na bardzo zdeterminowane dziecko, które - pomimo siedmiodniowej izolacji – postanowiło, że będzie ssało pierś. Sama wkładałam termometr pod zimną wodę, żeby nie dawać nikomu pretekstu do przedłużania separacji. Obie zrobiłyśmy wszystko, by móc po tych trudnych przejściach się spotkać. To było bardzo trudne doświadczenie, ale dało mi też pewną perspektywę i jakoś naznaczyło dalszą moją drogę. Mocno poczułam, że nie chcę czegoś takiego dla mojej córki, dla innych kobiet. To był rok 1984, daleko do akcji „Rodzić po ludzku”, ale we mnie już kiełkował bunt. Wiedziałam, że kobiety rodzące muszą być otoczone opieką. Że „jakie są początki, takie będzie wszystko”. Między innymi z tego powodu, 10 lat później zakładałam – razem z przyjaciółmi - miesięcznik „Dziecko”, pismo skierowane do ludzi spodziewających się dziecka i rodziców małych dzieci. Chcieliśmy pomagać odnaleźć się w tym nowym doświadczeniu, ale także walczyć o swoje prawa. Moje myśli były przy kobietach, chciałam je wspierać w dążeniu do podmiotowości. Pierwszy konkurs „Dziecka” miał tytuł „Mój poród”. Dostaliśmy wtedy 3 500 napisanych odręcznie listów! Wszystkie je przeczytałam, niektóre pamiętam do dzisiaj. Wtedy poczułam, że to co robimy, naprawdę ma sens.

Fragment rozmowy dla czasopisma "IDioMY. Psychoanaliza i życie społeczne"
(Justyna Dąbrowska prowadzi u nas zajęcia dla osób chcących wspierać osoby w okresie okołoporodowym.)
fot Maciej Zienkiewicz

Adres

Warsaw

Godziny Otwarcia

Poniedziałek 09:00 - 18:00
Wtorek 09:00 - 18:00
Środa 09:00 - 18:00
Czwartek 09:00 - 18:00
Piątek 09:00 - 18:00
Sobota 09:00 - 14:00

Telefon

+48226176164

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Laboratorium Psychoedukacji umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Praktyka

Wyślij wiadomość do Laboratorium Psychoedukacji:

Udostępnij