23/05/2026
Berenika Steinberg: Łatwo być życzliwym wobec osób, które darzę ciepłymi uczuciami. Trudniej z tymi, którzy są nam obcy.
Anna Król-Kuczkowska: Myśli pani, że łatwo? Mnie się wydaje, że w bliskich relacjach to może być wielkie wyzwanie. Przecież na co dzień osoby w naszym otoczeniu, również te najbliższe, budzące wiele naszych uczuć, przeżywamy cały czas zmiennie i zdarza się, że przeżywamy je jako obce i przeciwko nam, nawet jeśli takie nie są. I wtedy, jeśli nie rozumiemy szerzej tego, co się dzieje, możemy być wobec nich nieżyczliwi i okrutni. A poppsychologiczne przekazy wokół nas niestety w tym pomagają.
To znaczy?
Nie mówię o rzetelnej wiedzy psychologicznej, ale o wszechobecnych w mediach przesłaniach typu: „jeśli nie pozwolisz się zranić, to nikt cię nie zrani”, albo: „twoje emocje to twoja odpowiedzialność”. Przecież to bajki z mchu i paproci! Nieprawda zarówno na poziomie psychologicznym, jak i neurologicznym. Rzeczywistość jest taka, że bliscy mogą nas głęboko zranić, podobnie jak my ich. Jesteśmy odpowiedzialni za nasze słowa i czyny, za dobro i zło, które wyrządzamy sobie i innym. W naszej poprzedniej rozmowie mówiłyśmy, że mózg ludzki jest organem społecznym. Istnieje nawet taka mądra nazwa – socjostaza, która opisuje zjawisko nieustannego wzajemnego wpływania ludzi na siebie nawzajem. Nasze układy nerwowe tworzą jedną wielką sieć, której poszczególni uczestnicy mogą nawzajem się koić i regulować, ale też dramatycznie krzywdzić i rozregulowywać.
Co w takim razie w trudnych momentach może nam pomóc uruchomić w sobie życzliwość wobec bliskiej osoby?
…i złapać się jej jak deski ratunkowej, żeby nie zrobić rzeczy strasznych? Na przykład mentalizacja. To zaawansowana funkcja psychiczna, która polega na tym, że jesteśmy w stanie rozumieć różne rzeczy obserwowalne – czyli to, co robimy i co robią inni – w kontekście rzeczy nieobserwowalnych, czyli myśli, uczuć, lęków, pragnień itd. To zdolność do spojrzenia na siebie z zewnątrz – jak ktoś się ze mną czuje, kiedy reaguję na coś w dany sposób, ale też, dlaczego w taki sposób reaguję – a na innych od środka, próbując zrozumieć, dlaczego są jacy są. Podam przykład. Kiedy mój nastoletni syn do mnie odburkuje i jest nieszczególnie współpracujący, to nie zatrzymuję się tylko na poziomie możliwej interpretacji jego zachowania – że na przykład jest moją wychowawczą porażką – tylko się zastanawiam: „to nie do końca normalne, przecież generalnie to wspaniały młody mężczyzna, może z czymś mu ciężko, może wydarzyło się coś, o czym nie wiem, więc teraz spróbuję wymyśleć sposób, jak do tego dotrzeć”. Czyli mentalizacja obejmuje zdolność do empatii, współczucia, do wyobrażania sobie umysłu drugiego człowieka zarówno w związku z naszymi działaniami, ale też widzenia go jako odrębnej osoby, która ma swoje myśli, uczucia i doświadczenia. A my nie mamy bezpośredniego dostępu do umysłu drugiej osoby, nie wiemy nigdy do końca co i dlaczego dzieje się po drugiej stronie. Ale możemy życzliwie spróbować się tego dowiedzieć. Chcę oczywiście zaznaczyć, że rozmawiamy o trudnych sytuacjach, ale takich, w których istnieje podstawowe bezpieczeństwo i więź i w których druga osoba nam nie zagraża fizycznie ani psychicznie.
fragment rozmowy dla Tygodnika Powszechnego
fot Andrey K