Tomasz Kościelny Psychoterapeuta

Tomasz Kościelny Psychoterapeuta Dane kontaktowe, mapa i wskazówki, formularz kontaktowy, godziny otwarcia, usługi, oceny, zdjęcia, filmy i ogłoszenia od Tomasz Kościelny Psychoterapeuta, Psycholog, Warsaw.

POMAGAM PSYCHOTERAPIĄ
👉Wesprę Cię w problemach osobistych
👉Pomogę odbudować Twój związek
⭐️11 lat doświadczeń, europejski certyfikat
Zapisz się 👇
kontakt@tomaszkoscielny.pl, +48 692 139 940
zarezerwuj sesję https://tomaszkoscielny.pl/zarezerwuj-wizyte/

Nie chodzi o to, że się spieracie… tylko o to, że nie wracacie do siebie. W terapii uczymy, jak naprawiać więź po trudny...
17/12/2025

Nie chodzi o to, że się spieracie… tylko o to, że nie wracacie do siebie. W terapii uczymy, jak naprawiać więź po trudnych momentach. Każdy konflikt może być krokiem bliżej — jeśli wiecie, jak go przejść.







Zespół wespół, czyli współpracaSłowo – motywacja, słowo – doping, słowo – wytrych. Współ-praca, wspólna praca. Kooperacj...
10/12/2025

Zespół wespół, czyli współpraca

Słowo – motywacja, słowo – doping, słowo – wytrych. Współ-praca, wspólna praca. Kooperacja, cooperatio (łac.), cooperation (ang.), Zusammenarbeit (niem.). Lubimy to słowo?

To zależy. Od czego? Od kontekstu. Jeśli motywacja, to myślimy, że robimy coś razem, w większej lub mniejszej grupie, że chcemy i lubimy to robić. Że się, działając, dobrze dogadujemy i zgodnie dążymy do wspólnego celu. Że sprawia nam to radość i satysfakcję, dobrze się tym bawimy, mamy wspólną frajdę, gdy osiągniemy cel. Daje siłę, poczucie sprawczości, poprawia relacje, potęguje sympatię do innych osób.

Jeśli doping, to już bardziej złożone. Zależy, kto dopinguje. Jeśli życzliwi, też zorientowani na wspólny sukces i niemal pewni jego odniesienia, lubimy ten kontekst i tego, kto używa słowa. Jeśli użyte jako kij w kontekście zawodowym, choć brzmi pozytywnie, budzi mieszane emocje i lekką podejrzliwość. Szukamy odruchowo drugiego dna i pewności, że faktycznie wszyscy na tym zyskamy, czy nasza ciężka wspólna praca, nie zostanie odtrąbiona jako sukces tego, kto dopinguje innych.

Jeśli wytrych, w głowach odpala nam się silnie jarząca czerwona lampka. Jesteśmy już prawie pewni, że napracujemy się, a efekty wcale nie miały być takie, jak nam przedstawiono. Że często od początku cel jest inny niż nam się to sugeruje i że powodzenie operacji wspólnej da efekt, lecz zyski będą czerpać nie ci, których do niej zaprzężono. Jako wytrych wcale nie motywuje, a dopinguje poprzez przymus, niemal terror… Znamy takie przypadki z historii społecznej, psychologii biznesu, a nawet relacji rodzinnych.

Już wszystko jasne. Chcemy współpracować, jesteśmy zwierzętami stadnymi. Ale jednak homo sapiens. Myślimy, analizujemy, nie jesteśmy bezkrytyczni w entuzjazmie. Oby jak najwięcej w naszym życiu rodzinnym i zawodowym, w naszym społecznym zaangażowaniu, obywatelskiej świadomości było sytuacji, kiedy współpraca będzie dla nas oczywista, bo wynikające ze szczerego kontekstu! Że zespół wespół będziemy zadowoleni z efektu, by nie tylko „żądz moc móc wzmóc”, ale żeby razem cieszyć się nie tylko w trakcie pracy, ale również podczas zespołowej i smakowitej konsumpcji jej efektów.

Kochacie się, ale czujecie, że się oddalacie? W terapii par szukamy mostów tam, gdzie teraz ich nie ma. Miłość to fundam...
02/12/2025

Kochacie się, ale czujecie, że się oddalacie? W terapii par szukamy mostów tam, gdzie teraz ich nie ma. Miłość to fundament, ale most trzeba zbudować razem.




Rozumiem – słowo-nieporozumienieCzy zauważyliście, jak w ciągu ostatnich lat, za sprawą internetowych komunikatorów, zam...
26/11/2025

Rozumiem – słowo-nieporozumienie

Czy zauważyliście, jak w ciągu ostatnich lat, za sprawą internetowych komunikatorów, zamieniło się znaczenie tego, zadawałoby, się bardzo jasnego słowa? Kiedyś, gdy mówiliśmy (lub pisaliśmy!): „rozumiem”, znaczyło to, że domyślamy się lub nawet wiemy, o co chodzi rozmówcy, że jakoś ogarniamy jego punkt widzenia i w jakiejś mierze się z nim zgadzamy lub przynajmniej empatyzujemy.

Obecnie słowo rozumiem zwykło się pojawiać w sytuacjach, gdy nasz rozmówca nie bardzo wie, co napisać lub nam odpowiedzieć, co więcej, gdzieś w podtekście czujemy, że niezupełnie się z nami zgadza lub, co gorsza, ma co najmniej dużo rezerwy do tego, co mu powiedzieliśmy.

A emocje związane z używaniem tego słowa? Kiedyś, gdy ktoś nam powiedział, że nas rozumie, czuliśmy ulgę, moc współmyślenia czy współodczuwania. Teraz, kiedy w rozmowie (na ogół pisanej w telefonie) ktoś rzekomo przytakuje wieloznacznym obecnie „rozumiem”, zachodzimy przez dłuższą chwilę w głowę, co tak naprawdę ma na myśli, co stara się wyrazić lub nawet zasugerować i jak bardzo, w gruncie rzeczy – paradoksalnie – nie o końca nas rozumie.

Rozumiemy, że język się zmienia, zmieniają się znaczenia słów, jednak mamy wpływ na to, by naszej komunikacji być transparentni i zrozumiali dla innych. Gdy nie rozumiemy, nie piszmy „rozumiem”. Gdy się nie zgadzamy lub dystansujemy do rozmówcy, miejmy odwagę napisać mu to wprost, a nie zamknąć mu drzwi przed nosem nowym językowym kluczem do nieporozumień.

19/11/2025

Kilkadziesiąt sekund o tym, dlaczego warto się zgłosić na psychoterapię i jak wygląda pierwsze spotkanie w gabinecie.





14/11/2025
Pory roku, czyli emocje i kalendarzOd czasów starożytnych ludzie, zauważając cykle powtarzalności w naturze, tworzyli ko...
29/10/2025

Pory roku, czyli emocje i kalendarz

Od czasów starożytnych ludzie, zauważając cykle powtarzalności w naturze, tworzyli koncepcje kalendarzy.

Zaczynali łączyć fakty zmian postępujących w czasie z jednoczesną ich powtarzalnością i nieuchronnością faktów, które raz dokonane już się nie powtarzają. Biologiczne życie ludzkiego ciała choć jednorazowe, wpisuje się w cykle kolejnych pokoleń, przechodzących znowu te same etapy rozwoju, dorastania, obfitowania i obumierania. W cyklach natury ta powtarzalność też istnieje. Nasienie daje zarodek, on wzrasta, owocuje i obumierając, wydaje nowe nasiona, by cykl się powtarzał wciąż.

Już stworzone kalendarze, budowane jak tarcza zegara na schemacie koła, utwierdzały nas w wewnętrznym poczuciu, że czas się kręci, że nasze życie, choć indywidualne, wpisane jest zarówno w rytm powtarzalnych cykli natury, jak i powielane przez pokolenia etapy ludzkiego życia, bardzo je przypominające. Czas utajonego kokonu, w którym kiełkuje życie (zima), po nim narodziny i wzrost (wiosna), potem czas obfitości i plonu (lato), na koniec znowu powolne obumieranie (jesień). A potem znowu to samo i tak co rok.
Podobnie jest naszymi emocjami, potrzebami i etapami życia w kontekście kolejnych pokoleń.

„Jak pory roku Vivaldiego zmienia się światło w twoich oczach;
Powiedz mi życie coś miłego
Przystań na chwilę, daj odpocząć”.

W przesileniu zimowym umieramy, na styku zimy i wiosny wstajemy znowu do życia, w lecie obfitujemy, jesienią gaśniemy. I choć bardzo moglibyśmy chcieć zostać pod ziemią na dłużej, musimy znowu wejść w życie, zmartwychwstać, by się rozwijać, potem obfitować. Trwały kiedyś spory czy koło nie okazuje się jednak spiralą. Dokąd zatem się po tej spirali czasu wspinamy? Niech każdy odpowie sam...

Bezsilność, czyli czasem warto odpuścićJak mówią psychologowie, jedna z najbardziej niechcianych, nielubianych, wypieran...
22/10/2025

Bezsilność, czyli czasem warto odpuścić

Jak mówią psychologowie, jedna z najbardziej niechcianych, nielubianych, wypieranych i trudnych emocji. Trudna i zaprzeczana zwłaszcza przez osoby wychowywane na tzw. twardzieli, a więc w przeświadczeniu, że z każdą sytuacją życiową po prostu muszą sobie jakoś poradzić. A jeśli jest inaczej, nie świadczy to o obiektywnym braku wpływu na rozwój sytuacji czy braku postępów w pracy nad sobą, ale po prostu o ich indolencji, byciu mięczakiem czy nieudacznikiem.

A przecież wcale tak nie jest. Uczucie bezsilności, które odczuwamy, kiedy mimo starań, najlepszych na jakie nas stać, coś idzie zupełnie nie po naszej myśli lub niezgodnie z oczekiwaniami innych wobec nas, jest emocją w życiu nieuchronną. Ba, to że się na nie godzimy, że uświadamiamy je sobie, nazywamy i nie wstydzimy się do niego przyznać, świadczy raczej o dojrzałości, mądrości, która mówi, dzięki doświadczeniom, że naprawdę istnieją sytuacje czy zadania, z którymi sobie nie poradzimy. Bo nie mamy na nie całkowitego wpływu. Bo nie zależą nie tylko od mocy naszych wysiłków oraz pozytywnego myślenia, ale także w ogóle od nas. Czasem to po prostu prawa natury czy fizyki, czasem nieugięte postawy innych ludzi, czasem okoliczności, w których ważnych jest tak wiele zmiennych, że gdybyśmy czuli, że możemy to zmienić, byłoby to dowodem pychy lub nawet szaleństwa.

Przyznanie się przed samym sobą, a tym bardziej przed innymi, do bezsilności, to naprawdę akt wielkiej odwagi, pokory i mądrości. Łatwo przypuszczać, że zdolność do otwartego odczuwania bezsilności to efekt czasu, doświadczeń życiowych i umiejętności wyciągania z nich lekcji.

Trywialnie mówiąc, czasem naprawdę nie warto walczyć z wiatrakami. Czasami naprawdę należy odpuścić. Gdy już wiemy, że nasze próby wpływu na sytuację mogą ją tylko pogorszyć. Bo przecież bezsilność to nie jest synonim bezradności. Działamy aż do momentu, w którym nasza życiowa dojrzałość, a także sygnały z zewnątrz wspólnie mówią nam, że już nie warto się miotać. Że lepiej po prostu zaczekać. Do momentu, gdy poczujemy i ocenimy intelektem, że może, choć nadal bezsilni, nie jesteśmy już bezradni. I znowu zaczynamy działać, w sposób bardziej racjonalny i wymierzony w cel, z użyciem dostępnych środków, które mamy lub potrafimy zdobyć.

WrzesieńCzy wiecie, że najwięcej dzieci rodzi się we wrześniu? Bo to przecież 9. miesiąc. Głupi i dziecinny żart? Nie, t...
17/09/2025

Wrzesień

Czy wiecie, że najwięcej dzieci rodzi się we wrześniu? Bo to przecież 9. miesiąc. Głupi i dziecinny żart? Nie, to raczej prosta metafora.

Wrzesień jest miesiącem obfitości i plonów. Schyłkiem lata i początkiem jesieni. Czasem, gdy w każdym wymiarze ludzkiej wrażliwości coś się już kończy, a zaczyna się coś nowego. Przynajmniej w naszej, europejskiej kulturze.

Rolnicy pakują w worki trzosy ze żniw i zbiorów, planując nowe zasiewy i nasadzenia. Deweloperzy i agenci nieruchomości zacierają ręce przed nowym rokiem szkolnym i akademickim. Handlarze dóbr kończą letnie wyprzedaże i, wspierani zmasowaną produkcją, grzeją silniki do najazdu na handel przed złotą hossą Bożego Narodzenia. Uczniowie ocierają ostatnią łzę rozstania z czasem letniego szaleństwa i pakują plecaki. Dzieciaki pierwszy raz lękliwie machają mamie i zafascynowane a jednocześnie przerażone, idą poznawać nowy świat innych maluchów w przedszkolach.

Studenci, łapiąc ostatnie chwile przed październikiem, bardziej już liczą i oszczędzają niż wydają na drinki. Zakochani nie mogą się doczekać kasztanów i złotych liści, które będą szeleścić pod butami podczas wrześniowych spacerów w parku. Dojrzali ludzie, wzdychając, starają się pamiętać, która to już jesień, bo czują, że to już po prostu jesień życia. Czas początku podsumowania zysków i strat, zjadania owoców życia lub opłakiwania straconego czasu.
Wiem, brzmi jak wypracowanie dziesięciolatka. I taki był cel. We wrześniu chyba wszyscy choć przez parę dni znowu mamy dziesięć lat. Gdzieś zbiegają się w tym naszym dziesięcioletnim sercu podobne emocje i myśli.

Trochę smutku, trochę tęsknoty, trochę nostalgii. Nieco koniecznego racjonalizowania, liczenia, planowania i obmyślania strategii. Czasem, de facto prawie noworoczne, paktowanie ze sobą, obiecywanie sobie, podejmowanie wyzwań, stawianie nowych celów. Ale najważniejsze, że w naszych dziesięcioletnich sercach we wrześniu na nowo rozpala się nadzieja. Że może damy radę znowu, ale tym razem lepiej, mądrzej, rozsądniej. Zdrowiej, oszczędniej, lepiej inwestując czas i zasoby w siebie i innych. Miejmy wrzesień obfity, dobry, słoneczny i smaczny. Bądźmy silni nadziejami, uskrzydleni marzeniami, zdopingowani postanowieniami. Choć niby zaczyna się jesień…

Syndrom RebekiTym syndromem określamy postawę osób, które nie potrafią pogodzić się z zamkniętą już przeszłością swojego...
07/08/2025

Syndrom Rebeki

Tym syndromem określamy postawę osób, które nie potrafią pogodzić się z zamkniętą już przeszłością swojego obecnego partnera. Jednym z jego charakterystycznych objawów jest wręcz obsesyjne myślenie o wcześniejszych romantycznych lub seksualnych związkach partnera, udręczanie się wizjami jego poprzednich relacji.

W wystarczająco zdrowym związku powinniśmy pamiętać, że nasz partner ma swoją przeszłość i zazwyczaj to jednak etap zamknięty. Ofiary syndromu Rebeki nie mogą znieść myśli o tym, że ich partner kiedyś spotykał się z kimś innym. Patologiczna zazdrość sprawia, że popadają w obsesję. I, jak łatwo się domyślić, to nieradzenie sobie z zazdrością, może stać się początkiem końca relacji.

„Rebeka” to powieść Daphne du Maurier, w której kobieta, która opowiada swoją historię, poznała Maxima i po krótkiej znajomości wyszła za niego za mąż. Po przeprowadzce do małżonka, kobietę przytłoczyła wszechobecność zmarłej żony Maxima. W domu wciąż znajduje pamiątki po Rebece, a służba z uwielbieniem wspomina „swoją panią”. Druga żona zaczyna porównywać się do zmarłej, obniża się jej poczucie własnej wartości, jest coraz bardziej zazdrosna o byłą Maxima.

W syndromie Rebeki często pojawia się porównywanie do byłej partnerki, wyszukiwanie informacji na jej temat, „śledzenie” jej niepowodzeń życiowych, które w teorii mogą nas postawić w lepszym świetle przed obecnym partnerem, podnieść ego. Warto wziąć pod uwagę, że w tej sytuacji cierpi nie tylko osoba zazdrosna, ale także jej partner. Mimo zapewnień partnera, osobie zazdrosnej trudno wyzbyć się udręczających obie strony relacji uczuć.
Taka sytuacja niesie ryzyko, że partner zapragnie złapania oddechu poza związkiem, co może skutkować próbą wycofania się. Jak w przypadku syndromu Kasandry czy syndromu Marylin Monroe, również i tutaj trudno walczyć z zazdrością.

Warto spróbować zrozumieć i zaakceptować, że każdy ma za sobą jakąś przeszłość. Czy powinna ona wpływać na naszą przyszłość? Zazdrość potrafi być destrukcyjna, to od nas zależy, jak bardzo pozwolimy jej zawładnąć naszym życiem i naszą relacją.




















Lipcowe upałyCzy wiecie, skąd pochodzi nazwa tego oczekiwanego przez wszystkich miesiąca? Otóż słowo lipiec wywodzi się ...
01/07/2025

Lipcowe upały

Czy wiecie, skąd pochodzi nazwa tego oczekiwanego przez wszystkich miesiąca? Otóż słowo lipiec wywodzi się od popularnego na terenie naszego kraju drzewa – lipy. Lipiec to miesiąc, w którym rozkwitają lipy, pachnąc obłędnie i prowokując nas do nieprzespanych z upojenia i miłości nocy.

Skoro tymczasem jednak lipy rozkwitły już na początku czerwca, czy jeszcze mamy na co czekać, czego się spodziewać, za czym wzdychać? Oczywiście! Miesiąc urlopów, nierzadko tymczasowego „uwolnienia” się od podopiecznych wiele obiecuje i mamy prawo wiele się po nim spodziewać. Jest gorąco, ubieramy się lżej i bardziej przezroczyście dla wzroku, nie dziwi więc, że to czas prowokujący do nastoju zmysłowego, beztroskiego. Lipiec pachnie wakacyjnymi romansami i ożywieniem w skostniałych relacjach. Pachnie włoskim winem, greckimi mandarynkami, a może tylko i aż bałtycką słoną wodą.

Lipiec to czas podróży i przygód. Otwieramy oczy, rzucamy w tył rutyny, wołamy entuzjastycznie „ahoj, przygodo!”. Jest tyle do odkrycia w czasie lipcowych upławów! Nieznane kraje, nowe aromaty, inspirujące smaki z przydrożnych knajpek. Nowi ludzie, nowe wakacyjne znajomości, a może nawet nowe, wielkie uczucie. Jeśli przyszło nam z rożnych powodów przesunąć urlop na jesienne miesiące, możemy mieć też odrobinę wytchnienia w obowiązkach zawodowych, bo w okresie urlopowym nawet w biznesie (może poza branżą turystyczną i napojów chłodzących) wszystko toczy się nieco na pół gwizdka.

Jednak nasze rozpalone skwarem emocje i w lipcu wystawiamy także na próbę. Dwa tygodnie ze współmałżonkiem i dziećmi? Niektórych ogarnia trema i niepokój. Nowe obowiązki, bo znowu kogoś musimy zastąpić w pracy? Czy damy radę, czy się na czymś nie przewrócimy? Na plaży czasem wstydliwie leczymy kompleksy kolejnymi chłodnymi napojami z alkoholem, pod jakimś pareo czy wyższymi slipami próbując ukryć, że już nie uda nam się schudnąć bardziej.

Bądźmy dobrej myśli! Korzystajmy ze wszystkich pozytywów lipca, ze wszystkich szans, które on niesie. Spróbujmy na nowo być pierwszy raz nad morzem lub w górach, spróbujmy wierzyć, że nauczymy dzieciaki czegoś zupełnie nowego. W tym niezwykłym miesiącu pozwólmy samym sobie być znowu dziećmi, cieszącymi się słońcem we włosach, błyskiem w oku i zapachem olejku do opalania! Bon voyage, witaj przygodo!


Syndrom ostatniej wieczerzyTo mechanizm psychologiczny, występujący u osób, które niebawem chcą przejść na radykalną die...
24/06/2025

Syndrom ostatniej wieczerzy

To mechanizm psychologiczny, występujący u osób, które niebawem chcą przejść na radykalną dietę – odchudzającą lub zdrowotną, a polega na intensywnym lub nawet kompulsywnym zjadaniu ulubionych lub zabronionych w konkretnym planie dietetycznym dań aż do efektu przejedzenia, a wynika to z chęci „ostatniego pożegnania się” z produktami, które w diecie będą wykluczone.

Syndrom ostatniej wieczerzy może prowadzić do nagłego przyrostu wagi, co w efekcie negatywnie wpływa na samopoczucie i skuteczność dalszych starań o redukcję wagi lub poprawę zdrowia.
Co zrobić, by przechodząc na ważną dietę, uniknąć tego syndromu? Ważne jest, aby przyjąć, że okresowe odstępstwa od postu są naturalne i nie dać opanować się poczuciu winy. Dobrym rozwiązaniem może być też świadome planowanie i wybór produktów, które można zjeść, nie przekraczając dziennego zapotrzebowania kalorycznego oraz nie zakłócając eliminacji zabronionych w diecie produktów.

Syndrom ostatniej wieczerzy to także efekt psychologiczny, dlatego warto się zastanowić, czy ważnej dla nas diety nie przeprowadzić pod opieką nie tylko dietetyka, ale także psychologa albo nawet skorzystać z fachowej pomocy psychodietetyka.


Adres

Warsaw

Telefon

+48692139940

Strona Internetowa

https://tomaszkoscielny.pl/zarezerwuj-wizyte/

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Tomasz Kościelny Psychoterapeuta umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Praktyka

Wyślij wiadomość do Tomasz Kościelny Psychoterapeuta:

Udostępnij

Share on Facebook Share on Twitter Share on LinkedIn
Share on Pinterest Share on Reddit Share via Email
Share on WhatsApp Share on Instagram Share on Telegram