13/04/2026
Wyobraź sobie, że grasz w spektaklu. Wyobraź sobie, że jest to spełnienie Twoich niespełnionych marzeń o byciu aktorką. W dodatku z tematem bliskim Twojemu sercu - o matkach z dziećmi w przestrzeni miejskiej. No cudo!
Wyobraź sobie też, że masz nawet wywiad w radiu o tym spektaklu. I nagle pada tam pytanie: “Natalia, a ty czym się zajmujesz na co dzień?”
I pada odpowiedź: “Na co dzień opiekuję się córką z niepełnosprawnością”.
Czar pryska. Kopciuszek wraca na swoje miejsce. Rozmowa toczy się dalej, ale moje serce już bije ciut za szybko, brzuch się zacisnął i jest mi trochę za gorąco. Wywiad się kończy, wsiadam do auta i wracam do domu. Płaczę całą drogę powrotną.
W domu pytają co się stało ale nic nie mówię. No bo właściwie co się stało. Płaczę potem jeszcze w łóżku.
Próbuję zrozumieć co się stało.
Czemu to pytanie jest dla mnie takie trudne. Czemu nie lubię na nie odpowiadać. Czemu jestem zmieszana, zestresowana, smutna. Czemu to pytanie jak i odpowiedź sprawiają, że czuję się nic nie warta ?
Może dlatego że będąc aktorką amatorką, tak długo jak ktoś chce mi za to płacić, czuję się profesjonalistką.
Za to za bycie zawodową lekarką, pielęgniarką, kucharką, szoferką, sprzątaczką, psycholożką, terapeutką AAC, logopedką i animatorką - wynagrodzenia nie dostaję. Zasiłek to nie wypłata. Nie mam urlopu ani premii, ba, nie mam nawet L4. I nikt mnie nie chwali. Jak opowiadam czym się zajmuję- nikt się tym nie zachwyca.
A jednak… jestem ważna i potrzebna, wiem.
W zeszłym tygodniu, 6-tego kwietnia, był dzień pracy niewidzialnej. Niewidziana i nieopłacana, ale myślę sobie, że codziennie od mojego istnienia zależy czyjeś życie. Przecież nie ma ważniejszej pracy na świecie.
A na końcu… będziemy rozliczani tylko z miłości ❤️
fot. Justyna Żądło