08/04/2026
Są takie momenty w życiu, których nie da się ominąć.
Strata. Pożegnanie. Rozstanie.
Nie tylko z kimś ważnym, nieraz z wyobrażeniem o sobie.
Z marzeniem, które się nie spełniło, z nadzieją, że jeszcze będzie tak jak kiedyś.
Psychologicznie strata uruchamia proces żałoby. To naturalny, choć często bolesny proces. Pojawia się smutek, złość, poczucie niesprawiedliwości, czasem ulga, a czasem pustka. To próba naszej psychiki, by pomieścić zmianę i nadać jej sens.
W ujęciu psychodynamicznym każda strata dotyka głębszych warstw, często wcześniejszych doświadczeń opuszczenia, niespełnionych potrzeb, dawnych rozczarowań. Dlatego czasem reakcja na tu i teraz jest tak intensywna ponieważ niesie w sobie echo przeszłych doświadczeń. Jeśli nadal są dość żywe i mocne, mogą intensyfikować obecne doświadczenie i urastać do rangi czegoś co trudno wytrzymać.
Kiedy strata zostaje zaprzeczona?
Gdy mówimy sobie „nic się nie stało”, „to nie ma znaczenia”, jednak emocje nie znikają. One zmieniają formę.
Mogą wracać jako napięcie, rozdrażnienie, wycofanie, trudność w relacjach, poczucie pustki albo utknięcie w miejscu.
To, co nieopłakane, często zostaje w nas jako coś niedokończonego. Może to spowodować poczucie utknięcia między przeszłością, która ciągle nachodzi z różnych stron np w myślach, które nie dają spokoju(dlaczego to się wydarzyło, co mogłem/am zrobić inaczej, gdybym wtedy zrobił/a tak….), a teraźniejszością, dla której zostaje mniej energii i przestrzeni.
Z kolei pogodzenie się ze stratą nie oznacza zapomnienia ani zgody na to, co się wydarzyło. To raczej moment, w którym możemy powiedzieć:
- To było ważne ale się skończyło. Było trudno ale czuję, że temat mógł się zamknąć.
Pojawia się wtedy więcej przestrzeni na nowe doświadczenia, relacje, znaczenia. Uruchamia się spontaniczność i żywotność w człowieku,
mniej walki z rzeczywistością, więcej kontaktu ze sobą, można przestać unikać wielu sytuacji.
Więcej życia tu i teraz.
Każdy z nas coś kiedyś traci.
I każdy na swój sposób uczy się żegnać.