02/05/2026
To był moment, w którym jako ojciec prawie straciłem panowanie.
Majówka. Jasna Góra. Tłum ludzi.
I jedna sytuacja, która zatrzymała mnie bardziej niż cała wycieczka.
Poszliśmy razem zjeść obiad. Dużo ludzi, kolejka, gwar.
Nasz 5-letni syn po kilku kęsach przestał jeść.
Chwilę później - wybuch emocji.
Krzyk. Złość. Napięcie.
Wyszedłem z nim na zewnątrz, przeciskając się przez ludzi
i przez chwilę miałem w głowie scenę jak z filmu „Co mi zrobisz, jak mnie złapiesz”
że zaraz trafimy „na gablotę” jako awanturujący się klienci 😉
Tyle że to nie był film.
To było zwykłe życie.
I emocje, które wylały się na maxa.
W pewnym momencie złapałem się na czymś ważnym:
🔥 we mnie też zaczyna rosnąć złość
I wtedy pojawiło się pytanie:
czy naprawdę chodzi o to, żeby „opanować dziecko”?
Czy może najpierw ja potrzebuję:
- zatrzymać siebie
- ogarnąć własne emocje
- dopiero potem pomóc jemu
Chwilę później ktoś chciał pomóc, na swój sposób.
Taki, który wielu z nas dobrze pamięta z dzieciństwa.
I wiesz co?
Rozumiem to.
Ale czuję, że dziś chcę iść inną drogą.
Nie przez strach.
Nie przez „uciszanie”.
Tylko przez obecność.
Bo może bycie ojcem to nie jest ogarnianie dziecka.
Może to jest codzienna praca nad sobą.
I powiem szczerze,
to jest trudniejsze, niż myślałem.
Jeśli masz podobne momenty jako ojciec
i czujesz, że czasem to Cię przerasta, napisz.
Pogadamy normalnie.
Jeśli miałeś ostatnio taką sytuację, napisz „mam to” albo priv.
Odpowiem.