05/02/2026
Budzi mnie cisza.
Leżę i liczę oddechy.
Zanim wstanę, zanim zacznę kolejny dzień, bo muszę... Muszę być...
Choć w środku wszystko się sypie.
Wstaję.
Bo jestem ojcem.
Bo za ścianą śpii moja rodzina.
Żona, córka i syn - Piotruś... ma 6 lat.
I chorobę.
Chorobę, która zabiera mu dzieciństwo kawałek po kawałku.
Mięśnie. Siłę. Samodzielność. Przyszłość.
https://www.siepomaga.pl/uratujmy-piotrusia?darowizna
I znowu patrzę, jak trudniej mu wstać.
Jak szybciej się męczy.
Jak jego nogi nie nadążają za marzeniami.
Przecież jeszcze niedawno biegał.
A dziś liczymy pojedyncze kroki.
Dystrofia mięśniowa Duchenne’a.
Brzmi jak medyczny termin.
A w rzeczywistości to wyrok.
Choroba rzadka.
Bez litości.
Śmiertelna.
Nie wiem, jak wygląda nasza przyszłość.
Nie wiem, czy zdążymy.
Nie wiem, ile jeszcze czasu nam dano.
Ale wiem jedno — nie odpuszczę!
Ja: głowa rodziny, ojciec. Po prostu człowiek.
Zrobię wszystko, żeby Piotruś dostał szansę na życie.
https://www.siepomaga.pl/uratujmy-piotrusia?darowizna
Jeśli to czytasz — proszę, pomóż.
Dla Ciebie to może być kilka złotych, chwila, jedno kliknięcie.
Dla mojego syna — czas. Oddech. Życie.
Nie proszę o litość.
Ale błagam o solidarność.
Bo kiedy patrzysz, jak choroba zabiera twoje dziecko… To każda nadzieja jest jak powietrze.
A bez niego — nie da się oddychać...