17/03/2026
Mamy już pierwsze oznaki wiosny i w sercach żegnamy zimę, wspominając to i owo. A zima u nas była typowo wiejska, bo nie dość, że ciężko było wyjechać i wrócić - a to przez zaspy, a to lodowisko na drogach, to jeszcze celowo pielęgnowaliśmy stan spowolnienia. Trochę jak przyroda w zimowym śnie działaliśmy ciszej i bardziej do wewnątrz.
Takim niespiesznym rytmem charakteryzuje się przędzenie, tkanie, dzierganie. Kiedyś w wiejskich chatach właśnie zimą gospodynie zasiadały do kołowrotka lub warsztatu tkackiego, by przerobić włókna na odzież. Oczywiście najczęściej sięgały po najbardziej lokalne surowce, jak wełna z własnych owiec i len ze swojego pola. Wieczorami, przy lampie naftowej przędły i tkały. Te doświadczone umiały prząść nawet po ciemku.
Tej zimy mogliśmy doświadczyć magii kołowrotka i kobiecego spotkania w spokojnym rytmie. Gościliśmy Was na trzydniowym warsztacie DZIKA PRZĘDZA & DZIKIE BARWY. Zaprosiliśmy mistrzynię obróbki dzikiej przędzy roślinnej, Olę z Pracowni Rzemiosł Dawnych, która wprowadziła grupę w tajniki przędzenia. Zaczęliśmy od wełny, ale potem sięgnęliśmy po len - który wcześniej musieliśmy wymłócić i wyczesać. Kolejne były pokrzywa i rosnący za oknami chmiel. Gotowe przędze pofarbowaliśmy roślinami na wiele kolorów, bo jakże nie skorzystać z faktu, że jesteśmy zarazem siedzibą pracowni koloru Dzikie Barwy.
Energia kołowrotka, skupienie wokół subtelnej pracy z włóknem, barwy wyłaniające się ze światłocienia, mróz za oknem, długie ciemne wieczory, rozmowy pełne śmiechu i zarazem zadumy, zapach herbatki z ziół siedliska - to wszystko przywołało pamięć, jaką pewnie wielu z nas ma w DNA. Pamięć zimy w wiejskiej izbie.
Choć nasze izby wyglądają inaczej niż te dawne, a kołowrotek jest wyborem wynikającym z pasji, nie koniecznością - udało się nam odtworzyć i doświadczyć bycia w nieco innej czasoprzestrzeni.
Dziękujemy za wspólną podróż 🤍
rzemiosl.dawnych