02/11/2025
BYĆ kochaną/ym a CZUĆ SIĘ kochaną/ym.
Co dla Ciebie znaczy czuć się kochaną/ym..?
Słyszeć deklaracje miłości każdego dnia?
Dostawać jej oznaki ale takie, które za przejaw miłości uznaje osoba obdarowująca, niekoniecznie Ty?
Mieć świadomość bycia kochaną/ym - wiedzieć, że ktoś Cię kocha?
Czy raczej potrzebujesz czuć żywą miłość drugiego człowieka przepływającą przez Ciebie?
I kiedy ją czujesz?
Co sprawia, że ją czujesz?
Często zupełnie mylimy pojęcia wokół miłości, a raczej mylimy pojęcie z doświadczeniem, którego po prostu nie zaznaliśmy i nie znamy.
Dziecko uczy się miłości poprzez żywe doświadczenia płynące od osób znaczących (opiekunów - rodziców lub innych osób sprawujących nad nim opiekę) w jego życiu, bo oczywistym jest w jego przeżyciu, że te osoby je kochają.
Jeśli jest widziane (dostrzeżone) i przyjęte z jego emocjami i sposobem przeżywania świata,
jeśli jest słyszane z tym, co wnosi do świata, do relacji, i zostaje to uwzględnione,
jeśli jego potrzeby i prośby są uznawane i brane pod uwagę jako ważne,
jeśli jego granice i odrębność są uznane i szanowane,
to właśnie tego uczy się jako żywego doświadczania miłości.
Kto z nas tak miał? - palec do budki.
A jak czuje się dziecko, które tego nie miało, za to miało odwrotnie..?
Nie było widziane naprawdę.
Przeżywało siebie, swoje emocje i świat w samotności pełnego domu.
Nie słyszano tego, co mówi.
Nie było zaintetesowania jego myślami i emocjami.
Nie zadawano mu pytań wykraczających poza jego obowiązki i kwestie prozaiczne.
Jego emocje i potrzeby były umniejszane lub/i oceniane jako przesadne, niewłaściwe.
Jego granice i odrębność były naruszone, bo świadomie lub podświadomie było używane do zaspokajania potrzeb rodzica, lub regulowania jego emocji.
Czuje się do du....py!
Czuje się samotne do szpiku kości.
Czuje się nieodpowiednie.
Czuje, że nie pasuje tu, gdzie jest, do świata.
Czuje, że coś z nim jest nie tak (bo tak się stara a i tak nie czuje miłości).
Czuje się popsute i niepełnowartościowe.
I na pewno nie czuje się kochane, choć być może słyszy magiczne słowa "kocham cię" każdego dnia i ma zaspokojone wszystkie materialne potrzeby jakie świat mógł wykreować.
Jednym jest być kochanym a drugim - czuć się kochanym.
Dorosły człowiek ma już w sobie ten wzór miłości z dzieciństwa i tam kieruje swoją uwagę, gdzie ten wzór może odtworzyć, bo jest znany. Dorosły uczy się nadal, poprzez dalsze doświadczenia, które budują nowe wzory lub/i wzmacniają już te znane.
I mając trudne doświadczenia z dzieciństwa, takie, które raniły, powodowały poczucie osamotnienia, najczęściej wybieramy to, co pogłębia nasze rany, zamiast pozwalać im się goić i nadpisać nowe doświadczenia. Bezpieczne, karmiące.
Nie ufamy swoim emocjom i odczuciom z ciała (jasne, że nie, bo jak mielibyśmy im ufać, skoro przez lata one były w totalnej sprzeczności z tym, co nam mówili Ci, którzy nas "kochali"), które zawsze, bezwzględnie, niosą dla nas ważne informacje o tym, co się naprawdę dzieje w relacji.
Ważne jest nie tylko to, co dostajemy deklaratywnie w relacji, ale to, jak przeżywamy siebie w tej relacji, jak się czujemy w kontakcie z drugą osobą. To mówi bardzo wiele o tym, co naprawdę dostajemy w tej relacji i czy jest ona bardziej budująca czy niszcząca.
I naprawdę ludzie mogą być przekonani o tym, że nas kochają, nie dając nam zupełnie nic z tego, co nam daje głębokie poczucie bycia kochanymi.
I jeśli tylko możliwe w relacji jest rozmawianie o tym dysonansie, to może stworzyć przestrzeń do zmiany i karmiącego dostrajania do siebie nawzajem. W efekcie uczynić możliwym kochanie, które coraz bliższe będzie doświadczaniu miłości niż pojęciu miłości.
Wymaga to z jednej strony odwagi do wyrażania szczerze tego, co czujemy, co często jest niewygodne, trudne, z drugiej strony natomiast otwartości na prawdę drugiej osoby, niezależnie jak różna od naszej by ona nie była, oraz gotowości i dojrzałości do uznania, że to, co robimy, nawet z najlepszymi intencjami, może dawać zupełnie inne efekty, że to, co robimy, może być dalekie od potrzeb drugiej osoby, że to, co robimy, być może płynie z naszych dysfunkcyjnych wzorców i ran, i dlatego nie karmi ani nas ani drugiej strony, choć jest jedynym, co znamy.
Miłość to czucie się ważną/ym w relacji, nie z powodu tego, co robimy, ale z samego faktu, że po prostu jesteśmy, to bycie widzianą/ym i słyszaną/ym nie jedynie zmysłami wzroku i słuchu ale czującym i rezonującym sercem drugiego człowieka, który zamiast swoich wyobrażeń na nasz temat, jest naprawdę nas ciekawy i gotowy przyjąć nasze emocje (bez potrzeby ich obrabiania - bo to nie jest już ani jego obowiązek ani rola), nasze potrzeby i nas takich, jacy jesteśmy, w calości.
Jak Ty to czujesz?
Jakie masz doświadczenia w tym obszarze?
Ps. Zdjęcia nieprzypadkowe.
Na obu jestem blisko ważnych dla mnie osób, które kocham, i od których czułam w tamtym momencie lub/i czuję nadal miłość, która jest żywym doświadczeniem.
🍂🩷🍂