09/07/2019
Dawno bardzo dawno temu na “podworku” ulicy Mickiewicza, Agata wsiadła na rower marki Reksio, dodam tylko- dwa kółka. Jej własny rower miał 4 a ten? takie wyzwanie. Siostra cioteczna pozwoliła “pojeździć”. Podłoże no cóż, dało dodatkowa dawkę adrenaliny bo doły, dolki, pagorki, wydawałoby sie Himalaje dla jeżdżących już sprawnie byly uciecha, dla poczatkujacej Agusi nielada zadaniem.
Czuje ręka taty na plecach, słysze jego glos. Stawiam stope na pedał i ruszam. Nadal słysze głos taty, prosto! nie patrz w tył, dawaj, proste plecy i nagle słysze jego glos już całkiem daleko. Jadę. I dusza sie raduje. Jadę i nic nie jest tak ważne w tym momencie jak moje zwyciestwo. Jadę. Wszystko w życiu jest możliwe. Jadę.
Nie patrzyłam w tył. Siedziałam wyprostowana i dumna! Bardzo dumna z siebie.
Ciekawe w którym momencie mojego życia zatraciłam ten instynkt- wyzwanie=adrenalina=próba-=zwyciestwo
Może nie do końca zatraciłam, on jest, tylko że wymieszany ze strachem, wstydem, niewiarą.
Musze często przypominać sobie instynkty dziecka.
Nasz świat dorosłych jest zbyt dorosły.
Dziekuje tato.
Dziekuje za to piękne wspomnienie.
Cudna lekcja