06/05/2026
Powiedzieć, że kwiecień mnie przeorał, to nie powiedzieć nic.
Był stres, emocje i niepewność. Były nieplanowane i planowane zmiany, remonty, pakowanie i fizyczne wymęczenie.
Było też sporo dobrego i szczególnie w takich chwilach staram się na tyle mocno trzymać w cuglach swoją uwagę, żeby nie tracić go z oczu. Bo zbyt łatwo przeoczyć to, co dobre, zwłaszcza że mózg na każdym kroku szuka tego, co zagrażające i nieudane.
Kwiecień oznaczał dla mnie zatem także:
• jogę, czasem w szczelinie między pudłami
• medytację, głównie w ruchu, bo poduszka spakowana
• płacz z bezsilności, po którym w końcu miękły barki
• warsztaty i sesje w bliskich mi okolicznościach
• rozmowy, które koją i karmią (dziękuję i );
• towarzystwo najbliższych i natury
• bezinteresowną pomoc, czasem płynącą z najmniej oczekiwanych miejsc.
I przyznam ci, że wdzięczna jestem niezmiernie za tę umiejętność kierowania uwagi tam, gdzie chcę.
Za wybór tego, czemu chcę poświęcić swoją życiową energię.
Jakoś łatwiej z tym żyćkiem, nawet lekko pokomplikowanym, kiedy ma się za partnera mindfulness.
A tobie co pomaga, kiedy robi się pod górkę?
PS Więcej o tym, jak mindfulness wspiera we współczesnym świecie, w najnowszym odcinku podcastu „Dobre rozmowy”. Link znajdziesz ⬇